Za odrzuceniem projektu w pierwszym czytaniu opowiedziało się 189 posłów, przeciw było 233, a 20 wstrzymało się od głosu. Projekt trafi do Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka.

Wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak argumentował przed głosowaniem, że projekt wzmacnia niezależność sędziów od prezesów sądów. "Oddzielamy murem chińskim menedżerskie zarządzanie sądami od orzecznictwa. To nie jest tak, że minister sprawiedliwości lub jakikolwiek polityk może wpływać na sędziego. Budujemy barierę - prezesi odpowiadają za administracje, a sędziowie za orzekanie" - powiedział.

Projekt ostro krytykował Borys Budka (PO). Według niego ta ustawa "w swoich skutkach może być gorsza niż funkcjonowanie sądownictwa w okresie PRL". Jak mówił przed głosowaniem, zwracając się do posłów PiS "to ustawa, której jedynym celem jest spowodowanie by minister sprawiedliwości, a więc polityk - wasz polityk - mógł mieć bezpośredni wpływ na to, w jaki sposób będą funkcjonowali niezawiśli sędziowie".

W środowej debacie na forum Izby PO i N wniosły o odrzucenie projektu, bo jest "kolejnym etapem kolonizacji sądownictwa" i "narzędziem do dyktatury". Projekt krytykowało też PSL. PiS podkreśla, że propozycje mają usprawnić pracę sądów. Projekt popiera Kukiz'15.

Grupa posłów PiS złożyła projekt w połowie kwietnia. Miałby wejść w życie 1 lipca. Projekt ma na celu m.in. zmianę modelu powoływania prezesów oraz wiceprezesów sądów "w kierunku zwiększenia wpływu ministra sprawiedliwości na obsadę stanowisk". Zakłada, że minister sprawiedliwości będzie mógł przez pół roku od 1 lipca odwołać każdego prezesa sądu w Polsce bez podania przyczyn. Zasadą ma być losowy przydziału praw sędziom, którzy byliby równo obciążani sprawami. Poszerzony miałby być zakres oświadczeń majątkowych sędziów. Sędzia sądu rejonowego mógłby awansować bezpośrednio do sądu apelacyjnego.