Polityka zabija sądy - komentuje Ewa Usowicz

aktualizacja: 11.05.2017, 11:56
Ewa Usowicz
Ewa Usowicz
Foto: Fotorzepa

Polskie sądy są potwornie niewydolne. Statystyki zatrważają coraz bardziej – z roku na rok postępowania trwają dłużej.

REDAKCJA POLECA
10.05.2017
Procesy w sądach trwają dłużej
kancelarierp.pl
Stwórz swoją umowę - szybko i profesjonalnie!

Najgorzej jest w sprawach gospodarczych i procesach cywilnych – czyli tych, których jest zawsze najwięcej. W pierwszej instancji toczą się już średnio 14 miesięcy. To znaczące pogorszenie sytuacji, bo jeszcze w ubiegłym roku proces cywilny trwał aż o cztery miesiące krócej.

Ta niewydolność sądów staje się dla stron postępowania coraz bardziej irytująca i... kosztowna. Blokuje ona bowiem istotne sprawy życiowe i wprowadza coraz większą niepewność w obrocie gospodarczym. I wreszcie – bardzo źle świadczy o państwie, które funduje taki stan rzeczy swoim obywatelom.

Problem w tym, że obecny rząd, pod szyldem „reformowania sądów", wcale ich nie reformuje. Bo wszelkie istotne zmiany dotyczą polityki kadrowej, a nie oczekiwanego usprawnienia postępowania. Tak więc dyrektorzy sądów podlegają już bezpośrednio ministrowi sprawiedliwości. Za chwilę powstanie nowa Krajowa Rada Sądownictwa – wybierana przez polityków, którzy zresztą będą mieli w KRS większość. Sądy powszechne czeka wymiana prezesów i wiceprezesów – projekt jest już gotowy i raczej szybko przejdzie sejmowe tryby. Podobne porządki szykowane są też w Sądzie Najwyższym. Znane są nowe zasady awansu – nadzwyczaj szybko i spektakularnie będą mogli awansować nie tylko sędziowie. Bo i prokurator z rejonu, po dziesięciu latach pracy, będzie mógł zostać sędzią w apelacji.

Jakkolwiek by oceniać dotychczasowe zmiany, to gdzie w nich - pytam – ludzie, których sprawy leżą w sądach odłogiem?! Gdzie reformy, które mogłyby usprawnić postępowanie – i to w sytuacji, gdy spraw wpływa do sądów coraz więcej? Chyba nikt nie liczy na to, że wymiana prezesów sprawi w tej mierze jakiś sądowy cud? Na skutek losowania spraw przez sędziów też przecież pracy w sądach nie ubędzie.

A przecież były pomysły na to, by wyprowadzić z sądów wykroczenia, aby powołać sędziów pokoju, którzy zajmą się drobniejszymi sprawami, by częściej stosować mediację. Był nawet taki pomysł, aby nie można było odmówić przyjęcia mandatu, bo mniej ukaranych odwoływałoby się wtedy do sądu. Ten ostatni wzbudził liczne kontrowersje, jednak był obliczony na odgruzowanie sądów z tysięcy spraw. Problem w tym, że te pomysły nadal pozostały wyłącznie w sferze pobożnych życzeń, a nie projektów.

Czas więc wyraźnie powiedzieć, że król jest nagi. Sądy pod szyldem „reformowania" nadal działają fatalnie – wszak statystyki nie kłamią. Bo zmiany w wymiarze sprawiedliwości rozpoczęto od polityki, a nie faktycznego usprawnienia postępowania. A polityka, niestety, zawsze zabijała sądy.

POLECAMY

KOMENTARZE