Sędziowie i sądy

Postępowanie cywilne: rozprawy powinny być planowane

Fotolia
Strona ministerstwa | Aby dokonać prostej rzeczy, trzeba zaplanować: kiedy, gdzie i za ile, oraz zabezpieczyć pieniądze.

Jednym z punktów proponowanych i potrzebnych zmian w kodeksie postępowania cywilnego jest planowanie rozprawy. Istnieje projekt przepisów, które nie wiadomo, w jakim kształcie się ostaną i czy kiedykolwiek będą obowiązywać.

Ponieważ los projektów jest zawsze niepewny, a proces legislacyjny ma polegać na ulepszaniu tego, co w projekcie zaproponowano – będę się odnosił do szeroko pojętej idei, a nie literalnego brzmienia projektu. Projektodawca nie pisze dla siebie, więc konieczne jest sprawdzenie założeń projektu, a wraz z nimi proponowanej treści nowych przepisów (czy są zrozumiałe).

Brak planu jako przyczyna ślimaczenia

Już na wstępie podnieść wypada, że planowanie jest nieodłącznym składnikiem każdego świadomego i celowego działania. Jeżeli planujemy wydatki, podróże, inwestycje, karierę, pracę, wakacje, naukę i wiele innych rzeczy – w taki sam sposób powinniśmy odnosić się do postępowania i procesów sądowych. Bo bez planowania aktywność życiowa człowieka żyjącego w cywilizowanym świecie raczej nie jest możliwa, a z pewnością nie może być sprawna i skuteczna. Każda czynność rozgrywa się przecież w czasie i przestrzeni, pociągając za sobą skutki w postaci kosztów. Aby dokonać nawet prostej rzeczy, trzeba zaplanować: kiedy, gdzie i za ile, oraz zabezpieczyć konieczne środki w pieniądzu czy materialne (np. miejsce) lub niematerialne (np. prawa).

Przeciwieństwem planowania jest działanie spontaniczne, czyli składające się z sekwencji swobodnych reakcji na kolejne bodźce. Działanie spontaniczne nie wyklucza stawiania sobie zadań, a potem ich osiągnięcia, ale zdecydowanie zaprzecza przewidywalności takiego działania, w szczególności ustalenia czasu i terminu osiągnięcia celu. Nie można powiedzieć, aby postępowanie sądowe było zupełnie nieprzewidywalne (ponieważ rodzaje głównych czynności i ich kolejność są zapisane w kodeksie), ale z całą pewnością stopień jego przewidywalności jest teraz znikomy.

Można wyrazić to inaczej: postępowania sądowe są praktycznie nieprzewidywalne, bo wnoszący pozwy lub wnioski nie mają żadnej wskazówki, w jakim czasie wniesiony środek zostanie ostatecznie rozpoznany. Nawet wówczas, kiedy przepisy stanowią sztywne terminy, rzeczywistość nie ma z nimi wiele wspólnego. Jak nieudolnie konstruowane są niektóre przepisy, pokazuje regulacja o terminach do uzasadnienia. Ustawodawca nie zauważył, że uzasadnienie tworzy sędzia, więc termin w ustawie powinien dotyczyć sędziego, a sądu tylko w przypadku odrzucenia spóźnionego wniosku. Ponieważ przepis jest inny, praktyka ignoruje literalne brzmienie normy (odnoszące się raczej do sądu) i mierząc ku zdrowemu rozsądkowi przy obiektywnych możliwościach, traktuje termin jako sędziowski. Ustawodawca wymusza to nieżyciową legislacją, ale jej skutki są poważniejsze.

Jedno słuszne odstępstwo otwiera drogę kolejnym, też bezzasadnym. Istnieją kodeksowe terminy (jak do klauzuli wykonalności art. 7811 k.p.c. lub do postanowienia o zabezpieczeniu art. 737 k.p.c.), których się nie przestrzega, bo uznaje za nierealne. To lekceważenie uświęca praktyka i nie niepokoi hierarchii – niekoniecznie słusznie. Wypada więc zasugerować, że czynności, które określony indywidualnie sędzia wykonać musi osobiście – domagają się terminu „sędziowskiego". Natomiast dla czynności, które może wykonać w sądzie dowolny sędzia, asesor czy referendarz, właściwym będzie termin „sądowy". Czynnością pierwszego rodzaju jest napisanie uzasadnienia. Natomiast do czynności drugiego rodzaju zaliczymy np. nadanie klauzuli wykonalności. Podział na czynności sądowe i sędziowskie w kodeksie postępowania cywilnego nie występuje, a w istocie wart jest rozważenia. Według dzisiejszych obiegowych opinii sąd i sędzia to to samo, więc przypisanie obowiązku sędziemu czy sądowi rzekomo przynosi ten sam skutek.

Nie jest to prawdą. Między innymi dlatego, że od wielu już lat ustawodawca systematycznie rozbudowuje organizację sądów, pomniejszając zakres tego, co należy tylko do sędziów. W ten sposób sądy procedują lepiej i szybciej, bo powstały kategorie osób samodzielnie działających w postępowaniu sądowym (np. referendarze dla wpisów) lub w zakresie administracyjnym (np. dyrektorzy sądów gospodarujący mieniem i odpowiadający za pracowników). Widać więc stały i konsekwentny postęp w sprawach organizacyjnych, polegający na wyodrębnianiu i emancypacji wszystkiego, co nie należy bezpośrednio do wymiaru sprawiedliwości, który na zasadzie ustrojowej wyłączności sprawują sędziowie. Wciąż jednak brakuje kropki nad „i" spinającej koncepcję w jeden spójny system. Tym brakującym ogniwem może stać się właśnie planowanie rozprawy. Dlaczego rozprawy, a nie całego postępowania? Bo pozostałe poza rozprawą czynności zostały już w kodeksie przesądzone i planowania raczej nie wymagają. Natomiast rozprawa odnosi się do postępowania dowodowego i roztrząsania jego wyników – czyli esencji władzy sędziowskiej.

Rozprawa jest nielogiczna

Obecnie o rozprawie stanowią art. 206–226 k.p.c. . Mówią one o różnych sprawach, często zupełnie oderwanych od biegu rozprawy (np. art. 2081 k.p.c. o sprawdzaniu PESEL z urzędu) lub odnosząc się do postępowania dowodowego (np. art. 213 k.p.c. ). Są też regulowane kwestie porządkowe i formalne wskazujące na przeszkody w odbyciu rozprawy (art. 214, 215 k.p.c.) lub istotnie wpływające na jej przebieg (np. art. 216, 218, 219 k.p.c.). Jeżeli pojmować rozprawę jako forum sporu i postępowania dowodowego – to normy w tej kwestii wydają się skromne – art. 210 § 1, 2 i 3 k.p.c. skierowane są do stron i uczestników, natomiast pozostała treść art. 210 k.p.c., jak też następne artykuły 211 i 212 k.p.c. odnoszą się już do sądu. W kluczowej kwestii – o tym, co jest przedmiotem rozprawy, ustawodawca popełnił wiele niekonsekwencji.

Po pierwsze, w obliczu braku obowiązku wniesienia odpowiedzi na pozew (art. 207 k.p.c.) trudno zrozumieć, na jakiej podstawie sędzia ma wydawać szczegółowe zarządzenia decydujące potem o wyniku sporu, co jest szczególnie istotne dla dyspozycji § 2 tego przepisu. Jeszcze poważniejsze wątpliwości nasuwa możliwość osobnego wysłuchiwania strony na posiedzeniu niejawnym (art. 207 § 4 k.p.c. ), co nie bez powodu raczej nie jest praktykowane.

Po drugie, logika wskazuje, aby sąd najpierw ustalił, o co w sprawie chodzi, potem zaś może przystąpić do sądzenia sprawy. Takie podejście obce jest obowiązującym przepisom, ponieważ w ogóle taki przepis nie występuje. Zapewne ustawodawca przyjął, że przedmiot sporu dostatecznie wynika z pozwu i odpowiedzi na pozew (lub wniosku i odpowiedzi na wniosek), co pozostaje w sprzeczności z fakultatywnym obowiązkiem wniesienia odpowiedzi na pozew (art. 27 § 1 k.p.c.) i przesuwa moment zawiązania sporu na pierwszą rozprawę (to znów w sprzeczności z art. 208 i 207 § 3 i 4 k.p.c.). Taka niespójność jednak nie przeszkadza ustawodawcy, ponieważ z art. 212 k.p.c. wynika, że sąd i tak będzie wiedział, co ma w sprawie do zrobienia. Przepis ten obliguje sędziego, aby przez zadawanie pytań strony (tylko) uzupełniły przedstawione przez siebie twierdzenia i dowody, jak też udzielały prawdziwych objaśnień podstawy faktycznej dla praw i roszczeń. Tak samo sędzia ma dążyć do wyjaśnienia spraw spornych, a stronom udzielać niezbędnych pouczeń.

Widać więc wyraźnie, że ustawodawca działał w przekonaniu o wyjątkowych zdolnościach sądu, który posiada wiedzę o stanowiskach stron i postępowaniu nawet wtedy, kiedy nie dostał odpowiedzi na pozew, a strony nie ustosunkowywały się wzajemnie do żądań, twierdzeń i dowodów.

Gdyby jednak przyjąć, że sędzia jest istotą nieposiadającą żadnej wiedzy ponad tę, którą jej przekazano – powinien odebrać od stron oświadczenia o tym, co sporne i co przyznają przeciwnikowi. Rzeczy sporne wymagają dowodów, sąd musi więc ustalić, czego jemu i stronom potrzeba do rozstrzygnięcia, w tym dowodów brakujących i podmioty zobowiązane do ich dostarczenia. W zakresie uznanym za niesporny, trzeba dokładnie zapisać stanowiska stron, precyzując, gdzie dowody są zbędne, ponieważ strona zagrożona przegraną będzie zmieniać stanowisko i poglądy w sprawie.

Przyjęcie, że decydujące dla sprawy oświadczenia i decyzje powinny zapadać na rozprawie, jest uzasadnione z prakseologicznego punktu widzenia. Tylko na rozprawie sędzia może zadawać pytania, żądać złożenia oświadczenia lub ustosunkowania się, a potem od razu otrzymywać odpowiedzi (gdyby były niewystarczające, pytać do skutku). Tylko na rozprawie komunikacja jest natychmiastowa i bezpośrednia. To samo w trybie pisemnych zarządzeń trwa miesiącami. Doświadczeni sędziowie wiedzą, że przez wydawanie zarządzeń na piśmie rośnie liczba świadków i innych wniosków, pęcznieją pisma, rozlewa się polemika i ryzyko apelacyjne – a potem trzeba będzie to wszystko rozpatrzyć i uzasadnić.

Jak zaplanować sprawę

Powyższe rozważania powinny dostatecznie przesądzać o celu, sensie i znaczeniu planowania rozprawy. Brzmienie proponowanych przepisów pewnie może być lepsze, niemniej koncepcja jest prosta i jasna oraz wydaje się na wskroś oczywista – postępowanie przed sądem trzeba zaplanować. Planowanie postępowania sądowego należy do sędziego, dotyczyć będzie rozprawy, a resztę czynności poza rozprawą uregulowano w ustawie kodeksowej. Dla sprawnego przebiegu postępowania należy więc ustalić:

1. O co spór dokładnie się toczy, czyli jego przedmiot, oraz jakie przesłanki faktyczne i prawne mają posłużyć do wydania rozstrzygnięcia

2. Okoliczności objęte sporem i postępowaniem dowodowym

3. Okoliczności przyznane i zwolnione z postępowania dowodowego

4. Na kim ciąży obowiązek dostarczenia poszczególnych dowodów

5. Inne obowiązki procesowe jak np. terminy i wysokość zaliczek

Powyższe może się przełożyć na terminy poszczególnych rozpraw, a nawet prognozę wydania rozstrzygnięcia w określonym czasie. Wyliczenie podane w projekcie ma charakter wspomagający, do korzystania według potrzeby, a nie pro forma. Istnieje słuszna obawa, że niestety tak do planowania rozprawy podejdą niektórzy wizytatorzy, znani z tego, że wywierają wpływ na postępowanie, nie ponosząc żadnej odpowiedzialności.

Skutki braku planu

Pierwszym i oczywistym następstwem jest brak dyscypliny większości procesów, a skutkiem ich długotrwałość przechodząca w przewlekłość. Gdy sędzia na pierwszej rozprawie nie zdoła ogarnąć całego postępowania, musi sprawę prowadzić według zasady doraźnych decyzji procesowych, nie mając nigdy pewności, czy i kiedy sprawa dojrzeje do rozstrzygnięcia. Takie spontaniczne zarządzanie procesem wyróżnia się w szczególności tym, że: 1. Sąd od razu przystępuje do postępowania dowodowego, wydając zarządzenia przed pierwszą rozprawą – wzywa więc świadków, powołuje biegłych itd., nie dbając, że te dowody nie zostały formalnie dopuszczone, zaliczek brakuje, strony nie zdążyły się ustosunkować, a każdy ma osobne przekonanie o przedmiocie sporu.

2. Na każdej kolejnej rozprawie strony czują się uprawnione do wnoszenia nowych wniosków dowodowych i kolejnych problemów do rozpatrzenia.

3. Doraźne wyznaczanie nowych terminów do przeprowadzenia kolejnych wniosków dowodowych rozmywa przedmiotu sporu i poszerza zarzuty apelacji.

4. Odstępy między rozprawami stają się coraz dłuższe, a na ostatnich terminach nikt już prawie nie pamięta, co było na początku.

Podsumowując, prowadzenie postępowania sądowego bez planu podobne jest do spontanicznych zakupów z kartą bez limitu. Takie zakupy mogą być fajne i bezstresowe. Niestety, dłużej trwają, wracamy późno do domu obładowani rzeczami także niepotrzebnymi, czasem bez tego, co niezbędne, bo zapomnieliśmy – a solidny debet na karcie kredytowej i tak trzeba będzie spłacić.

Autor jest sędzią Sądu Gospodarczego w Krakowie, głównym specjalistą w Departamencie Nadzoru Administracyjnego MS

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL