Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Sędziowie i sšdy

Fałszywa opcja atomowa - komentuje Andrzej Bryk

AdobeStock
Komisja Europejska a Polska – częœć pierwsza.

Uruchomienie przez Komisję Europejskš procedury z art. 7.1 traktatu unijnego, zwanego „bombš atomowš" ma wielorakie konsekwencje. Według KE procedurę wszczęto ze względu na znaczšce ryzyko naruszenia praworzšdnoœci i wartoœci unijnych przez Polskę, głównie sšdownictwa i ustrojów sadów. W odpowiedzi prezydent Polski błyskawiczne podpisał kwestionowane ustawy. Oba posunięcia wyznaczajš nie tylko granicę sporu prawnego w ramach traktatów. To wojna o polskš podmiotowoœć w Unii, a spór prawny, choć istotny, jest zasłonš dymnš dla konfliktu znacznie głębszego. Uruchomienie art. 7 jest wštpliwe i szkodzi samej Unii, jeœli ma ona pozostać całoœciš. Rozgrywka może jednak zmierzać do zneutralizowania w niej podmiotowoœci Polski i innych krajów postkomunistycznych. A gdyby to okazało się trudne, do ograniczenia UE do tradycyjnego jšdra sprzed 2004 r. To opcja, którš po Brexicie uwalniajšcym Niemcy od jedynej w niej przeciwwagi dały im wreszcie pełnš swobodę grania Uniš według własnego planu.

Uruchomienie procedury, niekorzystne wizerunkowo, ma małe szanse na skuteczne zakończenie. Choć popierana ideologicznie i pragmatycznie przez polskš opozycję szukajšcš sojusznika do walki z rzšdem, zostanie proceduralnie zawetowana przez Węgry, być może ze względu na ich strategiczny interes.

Sama procedura nadzoru praworzšdnoœci wykracza poza traktaty unijne, co stwierdzała ekspertyza samego Sekretariatu Rady. Wynika z nacišganego traktowania przez KE deklaracyjnego art. 2 jako podstawy konkretnych uprawnień instytucjonalnych. Według traktatów sšdownictwo i ustrój sšdów pozostajš w gestii ustawodawstwa wewnętrznego państw członkowskich. Podobnie jak wiek emerytalny, gdzie przywilej dla kobiet przechodzenia wczeœniej na emeryturę został potraktowany jako wyraŸna dyskryminacja, choć taka decyzja nie jest obligatoryjna. Jest też dopuszczalna, jeœli potraktować jš jako przywilej z Karty Praw Podstawowych, która jest wręcz nakazana dla różnorakich mniejszoœci w instytucjach unijnych.

To, co jest jednak w całym sporze interesujšce, to nie jego wštpliwy kontekst prawnotraktatowy czy hipokryzja i wybiórczoœć działań KE niestosujšcej takiej procedury wobec krajów najsilniejszych naruszajšcych traktaty, lecz kontekst ideologiczny i polityczny, a nawet kulturowy owego uderzenia.

Konflikt z Polskš establishmentu unijnego, w dużym stopniu kontrolowanego przez Niemcy i słabnšcš Francję, musiał nastšpić w momencie objęcia rzšdów przez Prawo i Sprawiedliwoœć. Jego intensywnoœć jest skutkiem braku skutecznej komunikacji, niemniej ma znacznie głębsze przyczyny. Nie toczy się on wyłšcznie na poziomie prawnotraktatowym, lecz spowodowany został politykš rzšdu polskiego próbujšcego odzyskać podmiotowoœć politycznš i gospodarczš z naruszeniem gigantycznych interesów państw najsilniejszych traktujšcych po 1989 r. Europę Centralno-Wschodniš paternalistycznie. Idzie o prawo podejmowania decyzji kluczowych w państwach regionu, w tym Polski, dotyczšcych jej niepodważalnych interesów. Najważniejsze z nich to niedopuszczenie do degradacji, do roli peryferii gospodarczej i politycznej, a także do zmiany jej kodu kulturowego, z którym narracja liberalnego „społeczeństwa obywatelskiego" jest w wielu sprawach sprzeczna. Elementem tej polityki staje się niestety próba – to tendencja ogólna œwiata liberalnego – do przesunięcia władzy z wybieralnych instytucji demokratycznych do autonomicznych, technokratycznych i profesjonalnych ciał eksperckich, w tym sšdów, które coraz bardziej definiujš poza ich kontrolš życie obywateli. Nie tylko w domniemanym ich interesie, ale też dla realizacji ideologii zabezpieczajšcej te interesy.

Można argumentować, iż nie na takš Unię społeczeństwo polskie się umawiało w momencie wejœcia do niej, co wyraŸnie powiedział premier Morawiecki. Perspektywa peryferii gospodarczej i nowa uniformizacja ideologiczna były dokładnie tymi zniewoleniami, na które kraje postkomunistyczne Europy sš szczególnie wyczulone, chcšc Unii wolnych, równych państw narodowych. Bez wštpienia po Maastricht z 1992 r. mechanizm federacji był wbudowany w ideę Unii, jednak ani jej tempo, ani zasięg, ani wreszcie jej odgórny charakter, siłš najsilniejszych wprowadzany, nie był okreœlony.

Taka argumentacja jest już nieskuteczna. Jest póŸniej, niż nam się wydaje. Unia, siłš swojego establishmentu i dominacji Niemiec, stanowi ubezwłasnowolnienie południa Europy i demonstruje neokolonialnš postawę wobec krajów postkomunistycznych. Narzuca nie tylko projekt gospodarczy i polityczny najsilniejszych w imię federacyjnoœci, ale i projekt ideologicznej uniformizacji majšcy zdefiniować przestrzeń kultury i moralnoœci obywateli tych państw poza kontekstem prawnotraktatowym.

Jak jednak każda ideologia, ten lewicowo-liberalny projekt, okreœlony w zeszłym roku przez grupę wybitnych intelektualistów w „Deklaracji paryskiej" projektem „fałszywej Europy", niszczy jš. Traktuje bowiem sprzeciwiajšcych się nie jako wolnych ludzi, ale zawalidrogi w walce o federacyjnš Europę.

Autor jest profesorem na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL