Sądy i prokuratura

Mowa sądowa jest wizytówką prawnika

Adobe Stock
Choć pisanie pism procesowych zabiera coraz więcej czasu, znaczenie mowy sądowej jest wciąż duże. Powiem więcej: to mowa jest wizytówką prawnika.

W mowie prawnik walczy całym sobą: duszą i ciałem, naocznie i bezpośrednio, a polski proces wciąż jest ustny i bezpośredni.

Czytaj też: Współczesny prawnik częściej pisze niż mówi

 

Dlatego nie wystarczy umiejętność pisania nawet znakomitych pism. Trzeba jeszcze umieć wystąpić przed sądem i wzmocnić bezpośrednio argumentację, a jak ktoś tego nie potrafi, to w ważnej sprawie powinien się wesprzeć kolegą po fachu, co zresztą zwłaszcza większe kancelarie stosują.

„Umiejętnie sporządzone pismo to wizytówka jego autora. Współczesny prawnik częściej pisze, niż mówi, a większość jego oświadczeń werbalnych kierowanych do organów procesowych polega na powołaniu się na wcześniej złożone pismo" – napisał niedawno w „Rzeczpospolitej" Paweł Cetnarowski, sędzią Sądu Rejonowego w Limanowej, skupiając się na redakcyjnej (graficznej) stronie pisma sądowego. „Na rozprawach padają najczęściej sakramentalne: »wnoszę jak w pozwie«, »wnoszę jak w pisemnej apelacji«, zaś wypowiedź ustna jest zazwyczaj rekapitulacją wcześniej przygotowanego pisma".

Zacznę od tych zacytowanych formuł, które zresztą można lepiej wypowiedzieć, jak to np. czynią adwokaci (po klasycznej aplikacji) z dawnej dzielnicy pruskiej: „Wysoki sądzie, wnoszę i wywodzę jak w apelacji...". Już po tym pierwszym zdaniu można rozpoznać, gdzie prawnik kończył aplikację. A przecież każda rozprawa, nawet najkrótsza, daje okazję do wystąpień, do prezentacji swych racji i kompetencji oraz wiarygodności.

Sędzia ma rację, wspominając o notorycznej praktyce rekapitulacji złożonych już sądowi pism, ale jest gorzej – one są jeszcze przed nim czytane. Może, owszem, prawnik do nich zerkać, ale nie czytać in extenso, a jeśli już musi, gdy np. awaryjnie występuje w sprawie za kolegę, to powinien sprawiać wrażenie, że się tylko posiłkuje notatkami – inaczej zanudza sędziów, gdyż pismo już znają, nie dodając żadnych argumentów. Gdyby zaś wybrał pewne fragmenty, to wyglądałoby przynajmniej na próbę ich podkreślenia.

Trzecia rada to nie przeciągać wystąpienia. Pełnomocnik powinien wyczuć, czy sędziom się śpieszy, bo jest opóźnienie, albo czy są zmęczeni. Niedawno w SN po jednej stronie przemawiało dwóch prawników, pierwszy dość długo, i ten drugi, nie chcąc ryzykować zniecierpliwienia sędziów, powiedział na początku: – Będę przemawiał osiem minut. I tyle przemawiał. Wystąpienie sprawiało wrażenie spontanicznego, ale było przygotowane co do minuty. Przegrał, bo sprawa była nie do wygrania, ale zrobił dobre wrażenie. Nie tym, co napisał w skardze, ale jak mówił.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL