Sądownictwo

Rachunek za sprzedaż Ciechu

W sprawie prywatyzacji spółki Ciech CBA zatrzymało w poniedziałek sześć osób
CBA
Chemicznego giganta zbyto po zaniżonej cenie – twierdzi prokuratura i stawia zarzuty m.in. byłemu wiceministrowi.

Agenci z Delegatury CBA we Wrocławiu zatrzymali w poniedziałek rano sześć osób odpowiedzialnych za proces prywatyzacji spółki Ciech: wiceministra skarbu z lat 2012–2014 nadzorującego prywatyzację, Pawła T., jego radcę w resorcie Michała M., a także wicedyrektora i głównego specjalistę z Ministerstwa Skarbu, którzy przygotowywali sprzedaż państwowych udziałów spółki Tomasza Z. i Jakuba W. Wśród zatrzymanych jest także Paweł L. i Konrad Z. z ING Securities – dwóch doradców firmy finansowej, która sporządzała wycenę prywatyzowanej spółki.

Urzędnikom postawiono zarzuty niedopełnienia obowiązków i przekroczenia uprawnień. Zdaniem śledczych wycena akcji za Ciech była nierzetelna, poświadczono nieprawdę w dokumentach, na podstawie której minister skarbu chemicznego monopolistę sprzedał spółce KI Chemistry. Prokuratura do wieczora nie chciała ujawnić, czy zdecyduje się wystąpić o areszt dla zatrzymanych.

Śledztwo w sprawie nieprawidłowości przy sprzedaży państwowego Ciechu wszczęto wiosną 2014 r. na podstawie materiałów wyłączonych z afery taśmowej, dotyczących rozmowy wiceministra skarbu Rafała Baniaka z Piotrem Wawrzynowiczem (lobbystą przedstawiającym się jako współpracownik Jana Kulczyka), podsłuchanej w restauracji Sowa & Przyjaciele. W jej trakcie miała paść sugestia o rzekomej łapówce. Ale do dziś nie ma dowodów.

Początkowo śledztwo prowadziła Prokuratura Apelacyjna w Warszawie. W poniedziałek zatrzymania realizowała już jednak Prokuratura Regionalna w Katowicach i wrocławskie CBA, które, decyzją Prokuratury Krajowej, przejęło śledztwo w maju ubiegłego roku.

Do czynności przesłuchania zatrzymanych zarezerwowano aż sześciu prokuratorów.

– Śledztwo jest rozległe i skomplikowane. Gdyby któryś z zatrzymanych zdecydował się składać wyjaśnienia, być może zabrakłoby nam 48 godzin, na które możemy zatrzymać podejrzanego – wyjaśnia nam prok. Waldemar Łubniewski, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach.

Zastrzeżenia do głośnej prywatyzacji Ciechu przedstawiła w grudniu 2015 r. Najwyższa Izba Kontroli. Pakiet ponad 51 proc. akcji tej firmy w 2014 r. nabyła za 837,5 mln zł KI Chemistry, spółka zależna Kulczyk Investments. Była jedynym zainteresowanym zakupem akcji. Według raportu decyzja ministra skarbu „o odpowiedzi na wezwanie KI Chemistry do sprzedaży akcji Ciech po cenie 31 zł za akcję, była działaniem niegospodarnym". Tym bardziej że analityk ING Banku w analizie z 17 stycznia 2014 r. przedstawił dla akcji Ciechu rekomendację „kupuj" z ceną docelową 38,90 zł. – Podejrzani muszą wyjaśnić, dlaczego były dwie różne wyceny akcji – mówi nam osoba znająca kulisy sprawy.

NIK wytknęła m.in. sprzedającym urzędnikom, że spółka przed sprzedażą przeszła restrukturyzację i osiągała zyski, a cena z wezwania była niższa od bieżących notowań Ciechu i nie uwzględniała premii za przejęcie kontroli nad spółką. Wątpliwości Izby wzbudził też wybór doradcy do wyceny wartości akcji – firmy ING Securities. Grupa ING była bowiem akcjonariuszem Ciech (OFE ING miał 8,65 proc. akcji). Padł zarzut, że resort wybrał doradcę, „nie biorąc pod uwagę potencjalnej możliwości konfliktu interesów".

Od początku pojawiały się głosy, głównie ówczesnej opozycji, że resort skarbu za tanio sprzedał Ciech. Spółka zapewniała, że prywatyzacja była transparentna, a firma KI Chemistry wydała oświadczenie, w którym zapewnia o uczciwości zakupu i przypomina m.in., że wraz z Ciechem przejęła jego olbrzymie zadłużenie. „W sprawie sprzedaży akcji Ciechu nie mam sobie nic do zarzucenia. Była przeprowadzona w najbardziej transparentny sposób, w trybie publicznego wezwania do sprzedaży akcji" – mówił Paweł T. „Rzeczpospolitej".

Po odejściu z resortu za 2,5 tys. zł wiceminister odkupił służbowy tablet i telefon z zawartością, która powinna zostać skasowana. Po roku po sprzęt przyszli funkcjonariusze CBA, by ustalić korespondencję e-mailową urzędników resortu w kluczowym czasie – zarówno treść e-maili, zawarte w nich wskazówki, zalecenia i daty ich utworzenia. Jak ujawniła wtedy „Rzeczpospolita" śledczy analizowali, kiedy sporządzono notatki ze spotkań z przedstawicielami Kulczyk Investment, bo poszlaki wskazywały na to, że niektóre z notatek mogły być antydatowane – powstały już po wybuchu afery taśmowej (gdy w jednej z podsłuchanych rozmów w warszawskiej restauracji miała paść sugestia o rzekomej łapówce).

Śledczy w ministerstwie znaleźli 11 notatek ze spotkań urzędników z Kulczyk Investments, ale brakowało protokołów z kilkunastu spotkań biznesmena lub jego współpracowników z ministrami resortu skarbu, w okresie przed prywatyzacją.

Czy śledczym udało się wyjaśnić te kwestie?

– Nie informujemy o takich szczegółach na tym etapie – odpowiada nam prok. Łubniewski.

– Jest to duże śledztwo, obejmuje mnóstwo materiałów. Nie wykluczamy, że może być rozwojowe – mówi krótko Maciej Wąsik, zastępca koordynatora ds. służb specjalnych. ©?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL