Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rzecz o prawie

Mariusz Królikowski: Pora na asesora, czyli wszystko dobre, co się dobrze kończy

Uroczystoœć wręczenia aktów mianowania dla asesorów sšdowych, którzy ukończyli Krajowš Szkołę Sšdownictwa i Prokuratury w Krakowie, 21 bm. w Warszawskim Domu Technika NOT.
PAP/Rafał Guz
Nie kompromituje wycofanie się ze złej decyzji.

Asesorzy sšdowi właœciwie zawsze mieli pod górkę. Mniej lub bardziej, ale zawsze. Od chwili wprowadzenia ich do polskiego systemu prawnego w 1928 r. ich pozycja była wyraŸnie gorsza od pozycji sędziego. Poczštkowo instytucja ta, wzorowana na rozwišzaniach państw zaborczych (pruskich i austriackich) nie oznaczała – tak jak w póŸniejszym okresie – sędziego na próbę, ale raczej sędziego w niepełnym wymiarze zadań. Mianowanie przez ministra sprawiedliwoœci aplikanta asesorem sšdowym następowało, gdy złożył egzamin sędziowski. Prezes sšdu apelacyjnego mógł powierzyć asesorowi sšdowemu czynnoœci sędziowskie, wyłšczajšc przy tym możliwoœć wydawania wyroków. Asesor mógł działać przede wszystkim w charakterze sędziego œledczego, a także pełnić funkcję pomocy sšdowej i przesłuchiwać œwiadków. Czyli wykonywał czynnoœci bliższe obecnemu referendarzowi sšdowemu niż sędziemu.

Sytuacja zmieniła się w 1945 r., gdy pojawiła się możliwoœć powierzenia asesorowi wszystkich czynnoœci sędziowskich. Także czynnoœci orzeczniczych. Tym samym asesor stał się faktycznym „sędziš na próbę", a od sędziego odróżniał się nominacjš na czas okreœlony. Bioršc jednak pod uwagę, że jednoczeœnie nastšpiło odejœcie od zasady nieusuwalnoœci sędziów – asesor był faktycznie najniższym stopniem sędziowskim.

I tak przez następne 60 lat kolejne pokolenia asesorów spokojnie sšdziły kolejne tysišce spraw. Jedyna istotna zmiana nastšpiła w 1985 r., kiedy to zamiast prezesa sšdu wotum orzecznicze zaczšł nadawać minister sprawiedliwoœci. Oczywiœcie faktyczna i prawna sytuacja asesorów była istotnie gorsza od sytuacji sędziów. Po pierwsze, byli mianowani na czas okreœlony, istniało więc ryzyko, że po zakończeniu okresu nie otrzymajš nominacji sędziowskiej. W praktyce – jak wskazujš statystyki – takie ryzyko było niewielkie, niemniej istniało. Po drugie, byli zależni od decyzji ministra sprawiedliwoœci i kolegium sšdu okręgowego w zakresie udzielania wotum orzeczniczego. Po trzecie, musieli faktycznie pracować ciężej niż sędziowie, bo dopiero nabierali doœwiadczenia i dšżyli do uzyskania pozytywnej oceny wizytatora i sędziego patrona, co było właœciwie warunkiem uzyskania stałej nominacji.

Taka sytuacja trwała do 2006 r., gdy doœć niespodziewanie dwie osoby fizyczne, strony spraw osšdzonych przez asesorów, złożyły do Trybunału Konstytucyjnego skargę, w której podawały w wštpliwoœć konstytucyjnoœć instytucji asesora w dotychczasowej postaci. Rok póŸniej TK podzielił te wštpliwoœci, wydajšc brzemienny w skutki wyrok SK 7/06, podważajšcy konstytucyjnoœć dotychczasowych rozwišzań dotyczšcych asesorów.

Znowu na lodzie

W tym momencie zaczšł się wyœcig z czasem. Trybunał dał bowiem 18 miesięcy na zmianę w prawie dostosowujšcš przepisy do wymogów konstytucyjnych w zakresie gwarancji niezawisłoœci asesorów. Ustawodawca poszedł jednak krok dalej i w maju 2009 r. całkowicie zlikwidował tę instytucję. Dotychczasowi asesorzy byli w tym czasie pospiesznie mianowani na stanowiska sędziowskie. Nabór na asesurę wstrzymano.

Kto miał szczęœcie, ten zdšżył przed majowym deadline'm. Eegzaminowani aplikanci sędziowscy, którzy nie zdšżyli przejœć etapu asesury przed majem 2009 r., znaleŸli się jdnak w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Zamiast spodziewanych awansów na stanowiska asesorskie, a potem sędziowskie otrzymali propozycje mniej atrakcyjnych finansowo i merytorycznie stanowisk referendarzy i asystentów. Fakt, że mogli startować w otwartych konkursach na stanowiska sędziowskie. Fakt, że często te konkursy wygrywali, bo byli po prostu dobrymi kandydatami, wzbogaconymi dodatkowo o doœwiadczenia z czasu pełnienia funkcji referendarza i asystenta. Wielu sędziów rejonowych mianowanych po 2009 r. to właœnie „sieroty po asesurze" – egzaminowani aplikanci, którym nie dane było ukończyć asesury. Jest jednak jeszcze spora grupa, która dotšd sędziami nie została, a przy nowym brzmieniu ustawy ma małe szanse, by nominacje sędziowskie uzyskać. Wyszło więc na to, że państwo polskie wykształciło tych młodych ludzi na sędziów, po czym pozostawiło ich na lodzie, bo trudno w takich okolicznoœciach uznać za w pełni satysfakcjonujšcš pracę na stanowisku asystenta sędziego.

Kilka lat póŸniej pomysł reaktywacji instytucji asesora powrócił. Co ciekawe, inicjatorem tego powrotu była Krajowa Rada Sšdownictwa, a projekt został wniesiony przez Kancelarię Prezydenta Bronisława Komorowskiego (nomen omen) 1 kwietnia 2014 r. Po nieœpiesznym procedowaniu projekt ten został rok póŸniej uchwalony i formalnie wszedł w życie 1 stycznia 2016 r. Formalnie, bo po zmianie władzy jesieniš 2015 r. znaczšco się zmieniła także koncepcja asesury, wobec czego żaden asesor według ówczesnych przepisów nie został powołany. Kolejne roczniki absolwentów aplikacji sšdowej po ukończeniu Krajowej Szkoły Sšdownictwa i Prokuratury, musiały czekać albo startować w otwartych konkursach na stanowiska sędziowskie. Wkrótce zresztš i ta możliwoœć została zablokowana, bo 323 wolne etaty sędziowskie zostały przeznaczone dla asesorów powoływanych na nowych zasadach, co w praktyce skutkowało zamrożeniem konkursów na nowe stanowiska sędziowskie.

Egzaminowani aplikanci sšdowi po tzw. dawnej aplikacji w praktyce zostali pozbawieni możliwoœci uzyskania stanowiska sędziowskiego. Już po raz drugi zresztš. Nawet bowiem jeœli na szczeblu rejonowym zostanš ogłoszone jakieœ konkursy na stanowiska sędziowskie (w co można wštpić), to i tak ich szanse, wobec niewielkiej liczby wolnych miejsc, będš niewielkie. Zwłaszcza absolwentów „nowej" aplikacji, którzy – w razie dobrego wyniku z egzaminu sędziowskiego – majš teoretycznie gwarancję uzyskania etatu asesorskiego. Przynajmniej tak wydawać by się mogło po przeczytaniu tekstu obowišzujšcej od niedawna ustawy.

Zaskoczenie po zaskoczeniu

Życie jest jednak pełne niespodzianek i okazało się, że także absolwenci Krajowej Szkoły mogš mieć zasadnicze problemy z objęciem stanowisk asesorskich. I to problemy w skali masowej. Stało się tak za sprawš KRS, która ku zaskoczeniu œrodowiska sędziowskiego, a tym bardziej samych asesorów, sprzeciwiła się udzieleniu tzw. wotum orzeczniczego wszystkim 265 absolwentom aplikacji sędziowskiej, którzy we wrzeœniu zostali powołani na stanowiska asesorów przez ministra Ziobrę zgodnie z nowš procedurš.

Jeszcze większym zaskoczeniem było uzasadnienie tej decyzji. Otóż oficjalnym powodem, dla którego omal nie doszło do złamania karier 265 młodym ludziom, był... brak aktualnych zaœwiadczeń lekarskich. Nie jest to właœciwe miejsce, by ostatecznie rozstrzygać, czy ten brak formalny rzeczywiœcie nastšpił. Warto zauważyć na przykład, że ustawa nie wymienia zaœwiadczeń lekarskich jako załšczników do wniosku kierowanego do KRS. I o ile prawdš jest, że zaœwiadczenia lekarskie sš ważne rok, to wydaje się, że ten okres powinno się liczyć do momentu ich złożenia i nie ma potrzeby ich ponawiania na każdym szczeblu kariery. W każdym razie takiej potrzeby nie było dotychczas przy nominacjach na wyższe stanowiska sędziowskie. Żaden sędzia nie był zobowišzany do składania ponownych zaœwiadczeń przy awansach – wystarczały te złożone kiedyœ na poczštku kariery. W przypadku asesorów uznano przeciwnie.

Skoro Trybunał tak działa...

Mniejsza już jednak o zawiłoœci prawne tej sytuacji, godne zresztš tego, aby zajšł się nimi Sšd Najwyższy. Ważniejsze sš dwie inne kwestie. Po pierwsze, z wypowiedzi medialnych sędziego Waldemara Żurka wynika sugestia, że rzeczywistym powodem zawetowania asesorów nie były wcale kwestie formalne w postaci zaœwiadczeń lekarskich, lecz zagadnienia o charakterze fundamentalnym, czyli wštpliwoœci konstytucyjne co do samej instytucji asesora w obecnej postaci. W jednym z wywiadów padły nawet słowa o „janczarach ministra" i raczej nie odnosiły się one do profesjonalizmu i walecznoœci tej słynnej tureckiej formacji wojskowej, tylko do jej legendarnego posłuszeństwa... Pojawiła się też wizja zakwestionowania przed ETPCz wyroków wydawanych przez przyszłych asesorów, a nawet koniecznoœci uchylania wszystkich tych orzeczeń.

I tu dochodzimy do sedna. Jeœli bowiem KRS rzeczywiœcie uznała obecne rozwišzania za niekonstytucyjne, to nie powinna szukać formalnych pretekstów do zablokowania wszystkich asesorów, tylko stwierdzić to wprost w uzasadnieniu poszczególnych decyzji. Oczywiœcie do takiego działania nie było podstaw, bo Rada nie jest przecież organem uprawnionym do orzekania o zgodnoœci ustaw z konstytucjš, a rozcišganie koncepcji rozproszonej kontroli konstytucyjnoœci także na indywidualne decyzje KRS wydaje się mocno nacišgane. W normalnych warunkach jedynš legalnš drogš podważenia domniemania konstytucyjnoœci nowej ustawy byłoby zaskarżenie jej do TK. Skoro jednak Trybunał działa jak działa (to temat na osobny artykuł), zapewne za jedynš realnš szansę uznano zaskarżenie indywidualnych decyzji w sprawie asesorów do SN. Szkoda tylko, że odbyć się to miało kosztem asesorów i sšdów rejonowych niecierpliwie oczekujšcych na załatanie dziur kadrowych.

Warto zaznaczyć, że nie ma realnej obawy uchylania wyroków wydanych przez asesorów. Gdy w 2007 r. TK podważył instytucję asesorów, jeszcze przez dwa lata mogli normalnie orzekać, a po tym okresie nie było przecież koniecznoœci weryfikowania wyroków wydanych przez nich w latach 1945–2009. Analogiczna sytuacja nastšpiła, gdy SN orzekł o nieprawidłowoœci przenoszenia sędziów przez podsekretarzy stanu przy okazji reformy Gowina. Wówczas również nie podważono orzeczeń wydanych przez nieprawidłowo przeniesionych sędziów. Nie inaczej byłoby też zapewne po ewentualnym podważeniu konstytucyjnoœci instytucji asesora w obecnym brzmieniu. Ewentualnego, bo sytuacja wcale nie jest oczywista. Co prawda asesorzy sš powoływani przez ministra sprawiedliwoœci, a nie przez prezydenta, ale oba te podmioty należš przecież do sfery władzy wykonawczej, a ponadto wotum orzeczniczego udziela przecież KRS. W dodatku aktualny stan prawny eliminuje jednak zależnoœć asesorów od ministra sprawiedliwoœci przez wprowadzenie zasady nieusuwalnoœci w czasie kadencji, co jest podstawowš gwarancjš niezawisłoœci, której brak był istotnym zastrzeżeniem ze strony TK w 2007 r.

Pozostajš jeszcze kwestie proceduralne. Niezależnie bowiem od zasadnoœci podnoszonych przez KRS braków formalnych, niewštpliwie pospieszyła się ona z wydaniem ostatecznych decyzji. To prawda, że ustawa daje KRS jedynie miesišc na wyrażenie opinii o asesorach, a brak opinii oznacza zgodę. To prawda, że rzetelna ocena takiej liczby kandydatów w tak krótkim czasie jest bardzo trudna.

Okazało się jednak, że KRS nie miała z tym krótkim terminem większego problemu i negatywnie oceniła wszystkich asesorów w cišgu zaledwie siedmiu dni. Z przedstawionego na stronie KRS kalendarium wynika bowiem, że wykaz asesorów wpłynšł do Rady 13 paŸdziernika 2017 r., ale – ze względu na awarię systemu komputerowego – dopiero 23 paŸdziernika 2017 r. Rada mogła zapoznać się z dokumentami umieszczonymi tam przez ministerstwo. Jasne więc jest, że termin do wydania opinii biegł od 23 paŸdziernika, co dodatkowo zostało potwierdzone pismem z Ministerstwa Sprawiedliwoœci (przesłanym 27 paŸdziernika). Członkowie KRS musieli zdawać sobie z tego sprawę w chwili podejmowania decyzji.

Był na to czas

Nie było więc żadnego powodu do poœpiechu i rozpatrywania wniosków już tydzień po ich wpłynięciu. Tym bardziej że po stwierdzeniu braków formalnych KRS mogła wezwać do ich uzupełnienia (taka możliwoœć jest przewidziana w ustawie o KRS), zamiast pospiesznie wetować zbiorowo wszystkie wnioski. Do 23 listopada było wystarczajšco dużo czasu na uzupełnieniu braków formalnych (o ile naprawdę występowały) i merytoryczne rozpoznanie wniosków.

Zrobiono jednak inaczej. Zapadły decyzje odmowne. Asesorzy zostali pozostawieni sami sobie, z możliwoœciš wykonywania pracy referendarzy i złożenia odwołania do SN, które będzie rozpoznane pewnie za kilka lat (dla porównania – odwołania złożone w ramach reformy ministra Gowina zostały rozpoznane po około czterech latach).

Nic więc dziwnego, że decyzja KRS wywołała wzburzenie nie tylko wœród samych asesorów (co zrozumiałe), ale także w całym œrodowisku sędziowskim, niecierpliwie oczekujšcym na wstrzymywane od dłuższego czasu etaty. Do swoistej mediacji włšczyło się Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia, które zaproponowało rozważenie możliwoœci ponownego rozpatrzenia sprawy asesorów sšdowych na podstawie art. 45 ust. 1 ustawy o KRS.

Szczęœliwie KRS skorzystała z tej propozycji. Większoœć asesorów złożyła aktualne zaœwiadczenia lekarskie i KRS, po ponownym rozpoznaniu 255 wniosków, uchyliła sprzeciw wobec 252 asesorów sšdowych. Wobec trzech osób utrzymała go, w 10 przypadkach nie doszło do ponownego rozpoznania wniosków. Rada skorzystała z przepisu art. 45 ust. 1 ustawy o KRS, zgodnie z którym po ujawnieniu nowych okolicznoœci dotyczšcych osoby wskazanej we wniosku o powołanie do pełnienia urzędu sędziego albo asesora sšdowego, Rada może z urzędu lub na wniosek uczestnika postępowania ponownie rozpatrzyć sprawę. Co do 13 osób sprzeciw został podtrzymany. Tym razem jakichœ zasadniczych przeszkód natury konstytucyjnej nie zauważono, a Rada zmieœciła się bez żadnych problemów w 30-dniowym terminie, upływajšcym 23 listopada.

Wszystko dobre, co się dobrze kończy. Wbrew twierdzeniom ministra Ziobry zmiana decyzji KRS nie może być uznana za kompromitację. Nie jest bowiem kompromitacjš wycofanie się z błędnej decyzji. Bywa niš trwanie w błędzie.

Autor jest sędziš Sšdu Okręgowego w Płocku, prezesem Oddziału Płockiego Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL