Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rzecz o prawie

Okiem sygnalisty, czyli kto na kogo doniesie

Fotolia.com
Oto 25 paŸdziernika na stronie internetowej Rzšdowego Centrum Legislacji pojawił się rzšdowy projekt ustawy o jawnoœci życia publicznego (dalej: projekt), sygnowany podpisem ministra koordynatora służb specjalnych.

Ledwo ujrzał œwiatło dzienne, a już przestraszył. W pierwszym uderzeniu sprawiły to pisma zakreœlajšce niewiele ponad tygodniowy termin konsultacji społecznych i uzgodnień wewnętrznych, włšczajšc w to dzień Wszystkich Œwiętych oraz Zaduszki. Stojšce za tym argumenty zbijajš z nóg. Poœpiech był podyktowany „przyjętym harmonogramem prac legislacyjnych i koniecznoœciš jak najszybszego wdrożenia projektowanych przepisów". Dokument zajmuje tymczasem prawie 54 strony w częœci normatywnej, 30 w uzasadnieniu, wzór oœwiadczenia majštkowego na stron tuzin, nadto pięciostronicowš tabelę z ocenš skutków regulacji. Specnagroda dla każdego, kto w narzuconym tempie odważył się zaopiniować całoœć. Myœl przewodnia projektu, jego treœć oraz duch zakrawajš na halloweenowy psikus, w makro- i mikroskali. Nie mówišc o zgoła upiornej szacie redakcyjnej, najeżonej to zdaniami wielokrotnie złożonymi bez przecinków, to żargonem pospolitych donosicieli bšdŸ ich służbowych opiekunów.

Brakuje faktów

Pomysł scalenia w jednym akcie prawnym dotychczasowych reżimów ograniczeń w prowadzeniu działalnoœci gospodarczej przez osoby pełnišce funkcje publiczne, dostępu do informacji publicznej oraz działalnoœci lobbingowej zdałby egzamin najwyżej w pracy doktorskiej. Udekorowany nowalijkš antykorupcyjnego konfidenta, tudzież bizantyjskš wizjš oœwiadczeń majštkowych, jakimi projektodawca pragnie poskromić wszelkiej maœci oficjeli, nadawałby się na temat habilitacji. W obydwóch wariantach wymagałby jednak wysunięcia przed nawias wspólnego motywu, którego w œwiecie faktów, w przeciwieństwie do wyżyn operacyjnej abstrakcji, takie zestawy po prostu nie posiadajš. I wyrażenia w sposób zgodny z powszechnie akceptowanymi regułami języka polskiego, zarówno semantycznymi, jak i technicznymi. Tak, aby był komunikatywny dla zwykłych obywateli, spoœród których planuje się werbować konfidentów, nie zaœ jedynie dla projektodawcy czy politycznego bractwa tegoż.

Wszystkiego za jednym zamachem zaopiniować wszak się nie da nawet po miesišcu obcowania ze straszydłem. Skupmy się zatem na nowoœci w postaci zinstytucjonalizowanego denuncjanta, zwanego sygnalistš.

Firma doniesie o zdradzie

Kto zacz? Przepis art. 2 w pkt 12 definiuje go jako – tu również bezpieczniej nie silić się na własne słowa – „osobę fizycznš lub przedsiębiorcę, których współpraca z wymiarem sprawiedliwoœci polegajšca na zgłoszeniu informacji o możliwoœci popełnienia przestępstwa przez podmiot, z którym jest zwišzana umowš o pracę lub innym stosunkiem umownym może niekorzystnie wpłynšć na jej sytuację życiowš, zawodowš, materialnš" (bez szacunku dla płci harcownika i przecinka przed wyrazem „może"). Zamiast szperania w tak samo fikuœnie ujętej częœci motywacyjnej proponuję przetestować tę figurę na przykładach czytelnych bodaj dla maturzysty, pytajšc o zakres znaczeniowy lub sens kolejnych wyrażeń. Pierwsze pytanie brzmi: czemu służy specyfikacja podmiotów godnych miana sygnalisty? Czyżby chodziło o donosy nie tylko od osób fizycznych, lecz także od osób prawnych będšcych przedsiębiorcami? Czy w drugim przypadku spersonifikowana jednostka organizacyjna działałaby gremialnie czy per procura? Idšc dalej, godzi się zapytać o obiekt definiowanej czynnoœci tych podmiotów. Niby z kim sygnaliœci mieliby współpracować na włoœciach Temidy, pomijajšc organy œcigania? Z sšdami? A jeœli tak, to jakiego szczebla organizacyjnego, gdzie umiejscowionymi i przez kogo reprezentowanymi? Czy mógłby to być referendarz sšdowy? No i co z właœciwoœciš rzeczowš? Teraz wniknijmy w istotę tej tajemniczej akcji. Czym różniłoby się owo „zgłoszenie o możliwoœci popełnienia przestępstwa" od karnoprocesowego zawiadomienia o przestępstwie, o którym mowa m.in. w art. 143 § 1 pkt 1 k.p.k. oraz w przepisach normujšcych uprawnienia zawiadamiajšcych? Czy donos mógłby być ustny i nieprotokolarny? Czy liczyłoby się łyse, niepoparte żadnymi namacalnymi dowodami przypuszczenie podmiotu zgłaszajšcego, że ktoœ mógł albo dopiero może popełnić przestępstwo? Czy mogłaby to być wiadomoœć „ze słuchu" powtórzona na słowo honoru? Na równie podchwytliwe pytania zasługujš relacje między sygnalistš a obiektem zgłoszenia. Zrozumiała wydaje się jedynie więŸ skutkujšca powstaniem stosunku pracy, ale też nie do końca. Bo dlaczego definicja pomija stosunki pracy na podstawie mianowania lub powołania, stosunki służbowe oraz tzw. stosunki mieszane (piastowane np. przez osoby na stanowiskach sędziowskich i prokuratorskich)? Niepodobna zarazem znaleŸć przyczyny objęcia niš dowolnych więzi umownych innego rodzaju. Wgryzłszy się w problem, łatwo wyobrazić sobie tragifarsę, w której scenariuszu do godnoœci sygnalisty aspirowałaby żona z racji zwišzania z drugš połowš umowš intercyzy. Godnoœć ta byłaby natomiast niedostępna dla funkcjonariuszy służb mundurowych ani dla – żeby nikogo nie urazić – asesorów prokuratorskich, chociażby nagrali przełożonego na goršcym uczynku przestępstwa swymi komórkami, a potem donieœli o tym, komu należy, przedkładajšc zmultiplikowane zapisy obrazu i dŸwięku.

O ostatnim segmencie definicji aż odechciewa się pisać. Trzeba nie lada odwagi, by w roli członka rzšdu zagrożenie ze strony obiektów denuncjacji, z jakim musieliby się mierzyć sygnaliœci, nazwać „możliwoœciš negatywnego wpływu na ich sytuację życiowš, zawodowš, materialnš". W zakres tego okreœlenia wchodziłoby wszakże dosłownie wszystko, co nie spodobałoby się donosicielowi, łšcznie z rujnujšcš życie zdradš małżeńskš (w wykonaniu pomówionej strony umowy intercyzy). Innymi słowy, przepis definiujšcy sygnalistę przywodzi na myœl przypadkowš eksplozję w składzie fajerwerków.

Nie lepiej poczynajš sobie rozwišzania dookreœlajšce instytucję sygnalisty w rozdziale 9. projektu. Okazuje się, że status ów bynajmniej nie spada z nieba. Nie wystarczyłoby sprostać wymogom art. 2 pkt 12 (kłamczuch jeden!). Status nadawałby prokurator w formie postanowienia. Według ust. 1 w art. 65 projektu mógłby to uczynić, choć wcale by nie musiał, względem – znów warto dosłownie powtórzyć – „zgłaszajšcego wiarygodne informacje o podejrzeniu popełnienia przestępstw okreœlonych w art. 228–230a, art. 231 § 2, art. 250a, art. 258, art. 277a, art. 286, art. 296–297, art. 299–301, art. 303, art. 305 lub art. 311 kodeksu karnego". W ust. 2 tego samego artykułu dopuszcza się ewentualnoœć przyznania statusu na wniosek organów policji lub organów wymienionych w art. 312 k.p.k., przeto Straży Granicznej, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Krajowej Administracji Skarbowej, Centralnego Biura Antykorupcyjnego oraz Żandarmerii Wojskowej, jak też innych organów, którym uprawnienia policji darowujš przepisy szczególne.

Trudny status

Żeby donosicielowi było raŸniej, w ust. 3 oczekuje się od niego wykazania, że jest (bez przecinka przed „że"):

- pracownikiem, a informacje dotyczš jego pracodawcy, lub

- osobš fizycznš wykonujšcš zawód we własnym imieniu i na własny rachunek lub prowadzšcš działalnoœć w ramach wykonywania takiego zawodu zwišzanym (cóż, druga wpadka z rodzajem) stosunkiem umownym z podmiotem, którego dotyczš informacje, lub

- przedsiębiorcš zwišzanym stosunkiem umownym z podmiotem, którego dotyczš informacje, o których mowa w ust. 1.

I co? Czy takie postawienie sprawy usuwa pierwotne wštpliwoœci? Nic podobnego. Przede wszystkim wcišż nie zawsze wiadomo, kto na kogo powinien donieœć, by zasłużyć na status sygnalisty. Pewne jest wyłšcznie to, że nie byłaby to fucha dla strony stosunku pozaumownego, od której art. 2 pkt 12 wyraŸnie się odcina, czego art. 65 nie kwestionuje. A co z małżonkami, którym zamarzyła się umowna reglamentacja stosunków majštkowych z parafš notariusza? Ci zostajš, jakkolwiek nie automatycznie. Jeden z nich, mianowicie zgłaszajšcy, musiałby być bšdŸ to osobš fizycznš wykonujšcš jakiœ zawód solo i odpłatnie lub prowadzšcš jakšœ działalnoœć w ramach wykonywania zawodu (nawet non profit), bšdŸ przedsiębiorcš. Oznacza to jednoczeœnie, że w relacjach pozamałżeńskich o status sygnalisty i tutaj mógłby się ubiegać każdy przedsiębiorca niezależnie od tego, czy byłby człowiekiem, czy też wieloustym tworem z osobowoœciš prawnš. Na niczym spełzajš próby wyjaœnienia pozostałych wštpliwoœci, jakie rodzi definicja sygnalisty. Niewiele pomaga art. 68, w myœl którego w sprawach nieuregulowanych w projektowanej ustawie znajdowałyby zastosowanie przepisy k.p.k. Wszelako kodeksowa procedura karna nie zna ani donosu o możliwoœci popełnienia przestępstwa, w tym jeszcze niezaistniałego, ani osoby, która uszczęœliwia czymœ takim prokuratora czy to bezpoœrednio, czy za poœrednictwem aparatu œcigania niższego rzędu. Na pewno też nie precyzuje kryteriów wyławiania z takich anonsów tych, które prokurator z rękš na sercu mógłby uznać za wiarygodne. Nie ma co się oszukiwać. Projekt w tym zakresie najzwyczajniej w œwiecie bajdurzy, nieudolnie naœladujšc wyrywki z ustaw o służbach policyjnych i z nimi rywalizujšcych, pozwalajšce wkraczać z butami w nasze jestestwo już na podstawie „wiarygodnych informacji o przestępstwie", a nie – jak stanowiš skodyfikowane przepisy prawa procesowego – dopiero w razie co najmniej uzasadnionego podejrzenia, że takowe popełniono. Za przykład niech posłużš przepisy art. 19a ust. 1 i 5 ustawy z 6 kwietnia 1990 r. o Policji (DzU z 2016 r., poz. 1782 z póŸn. zm.) legalizujšce tzw. zakup kontrolowany.

Do tego doœć enigmatycznie przedstawiajš się zyski z dostšpienia statusu sygnalisty. Artykuł 67 projektu zdaje się zakazywać rozwišzania z nim umowy o pracę bšdŸ stosunku umownego oraz zmieniać warunki umowy na mniej dlań korzystne (cokolwiek w szczegółach egzemplifikacja ta znaczy), o ile prokurator nie postanowi inaczej. Z art. 69 wynika zaœ, iż byłoby to jednak możliwe i niezagrożone żadnš sankcjš, tyle że czasami dla obiektu donosu nieopłacalne. Odtršconemu sygnaliœcie przysługiwałoby roszczenie o odszkodowanie w wysokoœci: albo dwukrotnoœci wynagrodzenia rocznego pobieranego na ostatnio zajmowanym stanowisku (gdyby był zwišzany z nim umowš o pracę), albo całkowitej kwoty płatnoœci należnej sygnaliœcie, okreœlonej w treœci umowy i niezapłaconej do dnia jej rozwišzania (gdyby odtršcenie polegało na zerwaniu z sygnalistš innej umowy).

W wariancie zmiany detali kontraktu na mniej intratne sygnalista nabywałby prawo do dochodzenia różnicy na analogicznych zasadach. Wyjštkowo, gdyby sygnalista nie chybił, mógłby modlić się o orzeczenie nawišzki na rzecz swojš lub swego przedsiębiorstwa od podmiotu, na który doniósł, będšcego osobš fizycznš, na podstawie art. 87 projektu. Nietrudno przewidzieć, że dla stworzenia niebędšcego pracodawcš sygnalisty, podobnie jak borykajšcego się z nim w formie osoby prawnej, bilans odwetu za donos rzadko prowadziłby do plajty.

W poszukiwaniu celu

Próżno w końcu dociekać celu programowanej instytucji. Projektodawca na s. 23–24 uzasadnienia chełpi się, że zanim odział jš w szatę prawnš, „dokonał wczeœniejszej analizy doœwiadczeń i ustawodawstwa w tym zakresie w innych krajach", a ponadto „szeregu eksperckich opracowań". Przysięga, iż dzięki niej „osoby wspierajšce działania antykorupcyjne w Polsce będš należycie chronione przez państwo, co przyczyni się do większej skutecznoœci w walce z patologiami korupcyjnymi". Wprawdzie chwilę póŸniej półgębkiem przyznaje się do jej rozcišgnięcia na informacje o „innych nadużyciach gospodarczych", jednakże w wykazie przestępstw, które podlegałyby zgłoszeniu przez sygnalistów, gubi się, zdradzajšc brak koncepcji w kwestii typu patologii, jakie z udziałem tychże zamierza zwalczać.

I tak, musi dziwić powód, dla którego opuszczono przestępstwa korupcyjne zwišzane z zawodami sportowymi, okreœlone w art. 46 i art. 48 ustawy z 25 czerwca 2010 r. o sporcie (DzU z 2017 r., poz. 1463). Analogicznie prezentuje się egzemplifikacja przestępczych nadużyć gospodarczych. Jak gdyby przewidywał je tylko kodeks karny. Pozakodeksowe diabeł ogonem przykrył, łšcznie z pożerajšcš zasoby rodaków, nielegalnš działalnoœciš parabankowš bšdŸ paraasekuracyjnš. Mało tego, potencjalny obiekt zgłoszenia mógłby grać sygnaliœcie in spe na nosie, trudnišc się malwersacjami podatkowymi, byleby niezbiegajšcymi się idealnie z przestępstwami powszechnymi uwzględnionymi w wykazie. Jeœli trochę głębiej wniknšć w tę listę, wychodzi także na jaw daleka od eksperckiej znajomoœć kodeksowego prawa karnego materialnego.

Panowie, w imię czego usiłujecie ochronić przed sygnalistš kontrahentów fałszujšcych dokumenty, poœwiadczajšcych w nich nieprawdę bšdŸ podstępnie wyłudzajšcych od uprawnionego wystawcy poœwiadczenie fałszu intelektualnego, czyli sprawców przestępstw okreœlonych w art. 270-272 k.k.? I co was skłoniło do cichej aprobaty dla tzw. przestępstw urzędniczych stypizowanych w art. 231 k.k.? Czy naprawdę groŸniejszy dla ładu prawnego jest – przykładowo – sekretarz stanu oszukujšcy kompana w pokerze, co bez względu na wartoœć wygranej podpada pod art. 286 § 1 k.k., od swojego odpowiednika, który przekraczajšc uprawnienia lub nie dopełniajšc obowišzków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego i pustoszy wspólnš kiesę, łamie niewiernym życiorysy bšdŸ podrywa autorytet władz państwa?

Na interpretację innych elementów tej nieudanej inicjatywy żal czasu.

Dobrze byłoby, gdyby orędownicy projektu w porę przyjęli do wiadomoœci, że system prawa krajowego nie potrzebuje następnej agentury. Że nie utransparentni go mnożenie operacyjnych gier z obywatelem przeciwko innemu obywatelowi. Rzecz bowiem w tym, iż informacja, której łaknš, często leży w zasięgu naszych dłoni.

- Autorka jest prokuratorem Prokuratury Generalnej w stanie spoczynku.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL