Rzecz o prawie

Andrzej Bryk: Prawo w czasach wojny o kulturę

Adobe Stock
Społeczeństwo otwarte kontra państwo narodowe.

Europejski kryzys imigracyjny podważył coś, co Grecy nazywali cnotą roztropności, w imię ideałów globalnej sprawiedliwości pomieszanej z poczuciem winy wobec swojego dziedzictwa i trwania przy doktrynie wielokulturowości. W tej perspektywie „wartości europejskie" stają się tożsame, jak ujął to Pierre Manet, z permanentną krytyką europejskiego życia i historii... w imię nowego człowieka. To próba wymazania tradycji europejskiej na rzecz tożsamości wykreowanej.

Formy użyteczności

Od rewolucji 1968 r. element negacyjny stał się ideologią nowego porządku europejskiego, a obecna masowa imigracja złamała powojenną umowę społeczną tworzącą bezpieczne państwo opiekuńcze, wywołując kryzys. Za Vilfredem Pareto można go określić jako konflikt między dwoma rodzajami wspólnotowego interesu: użyteczności wspólnoty, czyli wartości przeżycia, i użyteczności dla wspólnoty, czyli dobra wspólnego zakładającego jakieś poświęcenie. Silne cywilizacje planują użyteczność nie jako wygodnictwo, ale dla dobra społeczeństwa.

Obecna imigracja jest traktowana przez elity UE jako wzmacniająca głównie użyteczność dla nich, np. jako sposób zwiększenia zysków w globalnej ekonomii ze zamortyzowaniem jej kosztów pieniędzmi, edukacją czy mobilnością, z przerzuceniem ciężarów na społeczeństwo.

Imigracja rozumiana jako użyteczność dla wspólnoty oznacza natomiast wzmacnianie gotowości poniesienia ofiar w imię celu etycznego wymaganego też od imigrantów, a nie traktowania ich jako obcych utrzymywanych w izolacji przez państwo opiekuńcze i wykorzystywanych jako siła robocza z ideologią wielokulturowości dającej im sztuczne poczucie kulturowej równości bez jednoczesnej szansy na awans społeczny. Doktryna ta była oczywiście odpowiedzią na słabnięcie europejskiej kultury.

Przy formie inżynierii społecznej paternalistycznego zarządzania ludźmi w bitwie o społeczeństwo otwarte, rozbicie solidarności państwa narodowego jest jej konieczną ceną. Tylko bowiem w takim państwie elity mogą być rozliczane. Zaspokaja ono też potrzebę wspólnoty komunikacji, której nie sposób realizować w społeczeństwie otwartym. Ludzie nie są atomami na wolnym rynku ekonomii, prawa czy moralności, lecz częścią wspólnot z obowiązkami, lojalnością i umiłowaniem rodziny, kraju, kultury, wiary, które nadają ich egzystencji głębsze znaczenie. Potrzebują wspólnoty, a państwo narodowe jest wspólnotą wspólnot powiązaną wzajemnymi zobowiązaniami zakorzenionymi w prawie, w kulturze, wdzięczności wobec tych przed nami oraz w pamięci dobrego i złego. Dlatego ludzie kochają swój kraj, czyli są patriotami.

Utopia postpolitycznego patriotyzmu opartego na abstrakcyjnych prawach człowieka w imię uniwersalnej ludzkości jest sytuacją nieustannego czuwania, by ktoś nie popełnił grzechu miłości, która zawsze jest „wykluczająca" co nie znaczy, że obojętna czy wroga innym. Autentyczna otwartość na przyjęcie obcych daje wszystkim szanse wejścia w świat nie abstrakcji, ale wzajemnej odpowiedzialności. To nie prawa człowieka czynią imigrantów jej częścią i obywatelami, ale wzięcie odpowiedzialności za wspólny los świadomie podjęty, a nie traktowany jako przywilej.

Mentalnie rozbrojeni obywatele

Odrzucenie tej odpowiedzialności spowodowało, że tresowani polityczną poprawnością Europejczycy nagle poczuli, że stają się bezdomni. Kryzys imigracyjny wywołał potrzebę odzyskania podmiotowości społeczeństw i przywrócenia państwom narodowym ich kluczowej roli. To pluralizm narodowy zapobiega bowiem tyranii, broniąc przed pychą marzenia o światowym imperium zarządzanym przez „oświeconych" technokratów.

Decyzje dotyczące imigracji są jednymi z najważniejszych, ponieważ rozstrzygają o kształcie świata, w jakim chcemy żyć. Wielokulturowość otwartego społeczeństwa, utopia globalnej kooperacji, niszcząc państwo narodowe, ma doprowadzić do wyjęcia spod demokratycznej kontroli kolejnych sfer życia, przekazując je instytucjom międzynarodowym, rynkowi, korporacjom czy sędziom. Rozbrojeni mentalnie obywatele stają się zatomizowanymi konsumentami praw, towarów, tożsamości.

Ład, w jakim mamy żyć

Biblijna opowieść o wieży Babel mówi nam coś istotnego o ideologii owej światowej jedności jako groźbie zamykającej sprawiedliwym dysydentom drogę ucieczki. Dlatego świat ostatecznej integracji UE w imię postępu przy braku narodu europejskiego to ograniczony świat wyobrażeń liberalnych elit ekonomicznych, prawnych czy uniwersytecko-medialnych danego czasu i miejsca o ładzie, w jakim mamy żyć.

Odrzucenie więzi w państwie narodowym i tworzenie globalnej postpatriotycznej rzeczywistości oznacza jednak wojnę nie tylko z narodami, ale uderza we wszystkie relacje wspólnotowe. Lecz to samorządna republika jest warunkiem koniecznym wolnego społeczeństwa. Postnarodowe imperium społeczeństwa otwartego to utopia wykorzeniająca ludzi ze świata ich miłości na rzecz marzenia o utopii. Histeria elit wobec obecnego buntu narodów jest zrozumiała. Lecz to narody mają rację. Taki zglobalizowany świat to infantylna bajka o braterstwie poza jakąkolwiek mediacją państwa, kultury czy rodziny z piosenki Johna Lennona Imagine. W tle widać jednak stalowe zęby nagiej władzy i żądzę eksperckiego, doskonałego panowania według praw człowieka z pomocą psychoterapii i konsumpcji, bez konfliktów i miłości. Zakończenia historii w raju emancypowanym z całego zła przeszłości. To świat, w którym biblijny baranek spocznie obok wilka, pod warunkiem że to technokratyczna elita będzie zawsze tym wilkiem.

Autor jest profesorem na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL