Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rzecz o prawie

Pełzajšca prywatyzacja orzekania - Antoni Bojańczyk o zlecaniu projektów wyroków

Fotolia
Trudno się zgodzić z poglšdem, że zlecanie wydawania wyroków to rzecz normalna

W obszernym tekœcie („Rzeczpospolita" z 4 wrzeœnia 2017 r.) stanowišcym odpowiedŸ na informacje o zamawianiu uzasadnień wyroków Trybunału Konstytucyjnego na mieœcie prof. Stanisław Biernat rozwodzi się nad rolš asystentów w pracy sędziego konstytucyjnego. Broni też zlecania pisania uzasadnień wyroków TK prawnikom niezwišzanym instytucjonalnie z sšdem konstytucyjnym. Stara się dowieœć, że nie ma w tym nic zdrożnego, a praktyki takie sš powszechnie stosowane w innych krajach. Trudno się jednak zgodzić z tym, że outsourcing pracy orzeczniczej to rzecz powszechna i bynajmniej nie naganna.

Bez podstawy prawnej

Sędzia Biernat pisze, że status „osób współpracujšcych z sędziami" miał dwojaki charakter. Po pierwsze więc w TK pracowali asystenci. Pamiętajmy jednak, że chodzi o poczštek 2015 r., a więc jeszcze przed wejœciem w życie słynnej ustawy o TK z 2015 r., w której opracowywaniu brali czynny udział niektórzy ówczeœni sędziowie TK. Niezbyt precyzyjne jest zatem sformułowanie sędziego Biernata, że „w Polsce nie ma wštpliwoœci, że asystenci sš wpisani w działalnoœć orzeczniczš TK, bo ich udział jest przewidziany w ustawie [...] to wolš ustawodawcy sędzia konstytucyjny orzeka, korzystajšc ze wsparcia merytorycznego asystentów". W dacie zamawiania uzasadnień od osób prywatnych przez szefa Biura TK dla sędziego Biernata tak nie było. Ustawa o TK z 1997 r. milczała o asystentach. Nie jest to jednak ostatecznie aż tak istotne, skoro asystenci byli mimo wszystko etatowymi pracownikami TK (nazwa „asystent" miała w tym przypadku bardziej zwyczajowy czy wewnštrzorganizacyjny charakter), a zgodnie z ustawš miały do nich zastosowanie przepisy o pracownikach instytucji państwowych.

Obszerny wywód o roli i pracy asystentów (więcej niż połowa tekstu sędziego Biernata) jest w zasadzie zbędny. Bo nie spieramy się przecież o asystentów, lecz o zlecanie prac nad uzasadnieniami osobom trzecim spoza TK. Funkcjonowały bowiem, jak pisze sędzia Biernat, „osoby niebędšce pracownikami TK". Szkopuł w tym, że obowišzujšca w dacie zawierania takich umów ustawa o TK nie przewidywała tego typu formy „współpracy" z sędziami konstytucyjnymi. Nie może więc być wštpliwoœci, że zlecanie zadań orzeczniczych (w tym przypadku: pisania uzasadnień) poprzez ich swoiste sprywatyzowanie i wyprowadzenie poza strukturę TK było prawnie niedopuszczalne. Jest niezrozumiałe, dlaczego Biuro TK, którego ustawowym celem było zapewnienie „organizacyjnych" warunków pracy sšdu, płaciło podmiotom prywatnym za zapewnienie owych warunków organizacyjnych.

Dla wszystkich przecież nie wystarczy

Potrzebę zlecania pisania uzasadnień osobom prywatnym (co było przedmiotem umowy ujawnionej przez „Rz") sędzia Biernat tłumaczy „zamiarem przyspieszenia toku postępowań i zwiększenia liczby załatwianych spraw, zwłaszcza wymagajšcych specjalistycznej wiedzy prawniczej". Zamiar szczytny, ale chyba œwiadczy o dalece posuniętej dysfunkcjonalnoœci i niedowładzie organizacyjnym sšdu konstytucyjnego. A także wywołuje zasadnicze zastrzeżenia do sposobu gospodarowania œrodkami publicznymi w tej instytucji.

Nie doœć, że sędziowie otrzymujš wysokie uposażenie i majš przydzielonych do swej wyłšcznej dyspozycji po dwóch asystentów opłacanych z budżetu państwa, to i tak nie dajš sobie rady ze stosunkowo małym referatem orzeczniczym. Trzeba jeszcze dodatkowo zamawiać uzasadnienia po 7 tys. zł od osób prywatnych.

Sędzia Biernat stosuje przy tym odmienne standardy do pieniędzy publicznych pompowanych w poprawę dysfunkcjonalnego działania sšdu konstytucyjnego, a inne do wydawania tych pieniędzy na przykład na pomoc prawnš œwiadczonš przez adwokatów. Nie widzi niczego nagannego w marnowaniu tysięcy publicznych złotych na pisanie uzasadnień wyroków TK na mieœcie, a zupełnie innej odpowiedzi udzielił adwokatce, która poskarżyła się do TK na żenujšco niskie wynagrodzenie (stawka w wysokoœci 90 złotych!) za pomoc prawnš œwiadczonš z urzędu w postępowaniu o alimenty. Uznajšc (2014 r.) za bezzasadne konstytucyjne pretensje adwokata, sędzia Biernat po prostu uznał, że adwokaci majš w tym zakresie specjalnš misję społecznš i powinni œwiadczyć pracę na rzecz państwa. Za dowolnie niskš stawkę. W czym absolutnie nie ma nic niekonstytucyjnego. I odmówił nadania dalszego biegu skardze konstytucyjnej.

Słusznie: publicznych pieniędzy nie wystarczy przecież dla wszystkich. System przestałby działać, gdyby było inaczej. Żeby jedni mogli zlecać uzasadnienia po 7 tys. zł, inni muszš mozolnie prowadzić beznadziejne sprawy po 90 zł każda.

Poufnoœć drugiej klasy

Wypada teraz odnieœć się do argumentów sędziego Biernata dotyczšcych poufnoœci i lojalnoœci osób prywatnych piszšcych uzasadnienia dla TK.

Autor pisze, że „osoby niebędšce pracownikami TK" gwarantujš poufnoœć wynikajšcš z tego, że „musiały się cieszyć zaufaniem sędziego, z którym miały współpracować [...] zobowišzane były do zachowania poufnoœci, o czym były informowane przed nawišzaniem z nimi współpracy". Zostawmy na boku kwestię „cieszenia się zaufaniem sędziego". Przecież ustawa nie tylko nie upoważnia sędziego do cedowania własnej pracy na osoby „cieszšce się jego zaufaniem", ale po prostu w ogóle nie upoważnia do delegowania zadań orzeczniczych na osoby spoza sšdu. Nie wiadomo zresztš, w jaki sposób tego rodzaju prywatne, z natury rzeczy wysoce subiektywne zapatrywania sędziego miałyby dawać gwarancję poufnoœci i dlaczego to właœnie prywatne, niepodlegajšce żadnej weryfikacji wyczucie sędziego ma rozstrzygać o tym, komu powierzy delikatnš i z natury rzeczy dyskretnš misję orzeczniczš w zakresie uzasadnienia wyroku. Znacznie ważniejsze ?i niepokojšce? jest coœ zupełnie innego. W szczegółowej umowie na sporzšdzenie „dzieła" w postaci projektu uzasadnienia zawartej pomiędzy dyrektorem Biura TK a zleceniobiorcš, która została ujawniona opinii publicznej, nie ma ani słowa o jakiejkolwiek poufnoœci.

Oznacza to, że na zleceniobiorcy nie cišżył umowny obowišzek zachowania poufnoœci. Nie wiadomo więc, na jakiej podstawie autor stawia tezę o poufnoœci zewnętrznego prawnika piszšcego uzasadnienie wyroku TK. Sędzia Biernat twierdzi (bezosobowo), że zewnętrzni zleceniobiorcy dzieła na projekt uzasadnienia byli „zobowišzani do zachowania poufnoœci, o czym [osoby te] były informowane przed nawišzaniem współpracy". Przez kogo i w jakiej formie? Niestety, brak szczegółów. Nie pozostaje więc nic innego, jak dać wiarę temu zapewnieniu. Tu sprawa gmatwa się jednak jeszcze bardziej.

Jeœli bowiem była to tylko „informacja" (tak pisze sędzia Biernat), to nie sposób przecież przyjšć, żeby miała ona jakikolwiek walor obligacyjny. Kształt stosunku prawnego łšczšcego zleceniobiorcę piszšcego uzasadnienie wyroku TK i sędziego konstytucyjnego okreœlała bowiem bez reszty umowa, w której nie tylko nie ma mowy o poufnoœci, ale też nie wspomina się o udzielaniu zleceniobiorcy jakichkolwiek „informacji". Jednoczeœnie, jeżeli uznać, że chodziło o zobowišzane zleceniobiorcy do zachowania poufnoœci, to należałoby przyjšć, że nie była to „informacja", tylko jakaœ dodatkowa, niesprecyzowana bliżej co do formy umowa. A to znaczy, że istniały być może dwie (a nie jedna) umowy na pisanie uzasadnienia. Sprawa wymagałaby bliższego naœwietlenia.

Wštpliwa lojalnoœć

Co do lojalnoœci zleceniobiorców, to tutaj sędzia Biernat zapewnia, że nie może być w tym najmniejszych wštpliwoœci. Lojalnoœć zleceniobiorcy pozostaje, jego zdaniem, poza wszelkim podejrzeniem. Kardynalne luki w umowie zawartej z prywatnym autorem uzasadnienia każš wštpić w takie zapewnienie. Jest rzeczš powszechnie znanš, że elementarnš wręcz komponentš umów na opinie prawne sš precyzyjnie formułowane klauzule o braku konfliktu interesów ze strony zleceniobiorcy, co pozwala na właœciwe zdefiniowanie i zagwarantowanie jego oœrodka lojalnoœci. Nie wiedzieć czemu jednak szef Biura TK nie zadbał o wpisanie takiej klauzuli do umowy na napisanie uzasadnienia wyroku. Beztroska Biura TK? Błšd? Brak orientacji prawników w TK co do kształtu tego rodzaju umowy i jej podstawowych elementów?

Nie wiem. Nie można jednak w tej sytuacji mieć pewnoœci, czy zleceniobiorca nie miał jakichœ zewnętrznych interesów kolidujšcych z bezstronnym orzekaniem i inaczej ulokowanej lojalnoœci. Można tylko polegać na przeprowadzonym prywatnie rozeznaniu sędziego (zleceniobiorca „cieszył się jego zaufaniem"). Z czego nie wynika jednak nic ponadto, że sędzia we własnym sumieniu upewnił się co do rzekomej lojalnoœci zleceniobiorcy. Jeœli zleceniobiorca miał inne oœrodki lojalnoœci niż sam TK, wolę zakładać, że tak nie było, ale wydaje się że wœród prawników nie wszyscy sš aniołami, to nie było jakiejkolwiek bariery prawnej uniemożliwiajšcej mu wykonanie dzieła-uzasadnienia wyroku w ważnej sprawie.

Jak jest za granicš

Autor pisze, że „problem roli asystentów, referendarzy, clerks itd., wspomagajšcych sędziów, występuje we wszystkich sšdach najwyższych, konstytucyjnych, ponadnarodowych i międzynarodowych". Trudno się nie zgodzić z tym twierdzeniem. Tyle tylko, że wypowiedŸ ta znowu nie wišże się z tematem, który nas interesuje. Nie chodzi przecież o pracę asystentów, referendarzy czy clerks (skšdinšd ich negatywnš rolę najwybitniejsi prawnicy amerykańscy, np. sędzia i profesor Richard Posner, ostro krytykujš). Czymœ całkowicie innym sš bowiem asystenci, a czymœ innym zamawianie uzasadnień z wolnej ręki osobom z zewnštrz. Sędzia Biernat ogranicza się do zdawkowego powołania się na dwa przykłady (niemiecki i amerykański), nie wdajšc się jednak w żadne szczegóły, które pozwalałyby rzucić œwiatło na prawidłowoœć praktyki zewnętrznych zleceń na pisanie projektów uzasadnień.

W Stanach Zjednoczonych profesjonalna pomoc dla sędziów Sšdu Najwyższego jest prowadzona wyłšcznie przez law clerks, których nabór i status w ramach sšdu jest œciœle sformalizowany. Nie ma mowy o zlecaniu zadań orzeczniczych na mieœcie, nie wspominajšc o pisaniu uzasadnień przez osoby prywatne. Nie sš mi znane przypadki zlecania pisania uzasadnień wyroków osobom prywatnym przez sšdy najwyższe czy konstytucyjne innych państw, np. Europejski Trybunał Praw Człowieka, Międzynarodowy Trybunał Karny. Jedynym prawnoporównawczym argumentem sędziego Biernata odnoszšcym się do pisania uzasadnień przez zewnętrznych prawników za granicš jest jego wiedza osobista, pochodzšca z prywatnych rozmów z „kolegami sędziami z sšdów poza Polskš". To oni go zapewnili, że tam też się niekiedy korzysta z pomocy osób niezatrudnionych w sšdach. O jakie sšdy chodzi? O jakš pomoc? Jak się wybiera osoby niezatrudnione w sšdach do pisania uzasadnień? Rozumiem, że nie chodzi tu o jakieœ (używajšc okreœleń sędziego Biernata) „mroczne i wstydliwe tajemnice". Więc chyba nie ma powodu do zasłaniania się „nielojalnoœciš" wobec kolegów. Wypadałoby ujawnić sšdy, w których istnieje praktyka delegowania pisania uzasadnień osobom prywatnym.

Wyroki pisano na zewnštrz

W konkluzji artykułu sędzia Biernat napisał: „Zarzuty, że projekty wyroków produkujš ťniesędziowieŤ, i to osoby spoza Trybunału o niejasnym statusie i pochodzeniu, nie potwierdziły się". Po kolei. Zarzuty, że projekty wyroków produkujš „niesędziowie", potwierdziły się. Mamy umowę, w której czarno na białym zamawia się napisanie projektu uzasadnienia wyroku dla sędziego Biernata na mieœcie. Sekwencja czasowa (okres wykonania pracy, data wydania orzeczenia) i wyjaœnienia sędziego Biernata (pracę zlecano dla przyspieszenia orzekania) wskazuje na to, że przedmiotem dzieła było uzasadnienie wyroku. Potwierdziło się, że napisanie projektu zlecono osobie spoza TK. Wynika to z umowy. Co do „statusu" tej osoby, to był on, łagodnie rzecz ujmujšc, niejasny, bo obowišzujšca w dacie zawarcia umowy ustawa o TK nie przewidywała zlecania pisania uzasadnień na mieœcie. Nie było więc podstawy do zlecania pisania uzasadnienia z wolnej ręki. Ma rację sędzia Biernat, gdy pisze, że pod rzšdami „nowego kierownictwa TK" zawierano nowe umowy tego rodzaju. Jest to tak samo naganna praktyka.

Zabrakło w tekœcie sędziego Biernata tego, co najważniejsze. Wcišż nie wiemy, na czym rzeczywiœcie polegała praca zewnętrznego zleceniobiorcy, zapewne piszšcego uzasadnienie wyroku TK przed jego wydaniem. Sędzia Biernat unika niestety podawania jakichkolwiek szczegółów dotyczšcych charakteru zlecenia na napisanie projektu uzasadnienia wyroku w sprawie K 19/14. Jak dokładnie wyglšdał przebieg współpracy sędziego ze zleceniobiorcš wykonujšcym dzieło-projekt uzasadnienia wyroku w konkretnej sprawie? Jaki dokument został sędziemu dostarczony? Czy był to projekt uzasadnienia, czy może jednak (co by wiele zmieniało) abstrakcyjna analiza prawna? Sekwencja zdarzeń wskazuje, że zleceniobiorca wykonał raczej uzasadnienie, ale może było inaczej. Jaka wreszcie jest treœć przyjętego przez TK uzasadnienia, a jaki był jego projekt? Czy była między nimi jakaœ różnica, a jeœli tak, to jak poważna? Czy sprawa była konsultowana przez sędziego ze zleceniobiorcš piszšcym uzasadnienie, czy też zlecenie zostało od a do z wykonane przez zleceniobiorcę i następnie bez zmian przeklejone na zasadzie control C-control V jako uzasadnienie wyroku?

Na te pytania opinia publiczna powinna poznać odpowiedŸ. Nie wystarczš ogólnikowe rozważania o roli asystentów w TK i innych sšdach konstytucyjnych. Sytuacja jest o tyle komfortowa, że dzieło wykonane przez zleceniobiorcę nie było objęte klauzulš poufnoœci. Nie ma więc żadnych przeciwwskazań, by ujawnione zostały wszystkie dokumenty przygotowane w tej sprawie przez zleceniobiorcę. Sprawa musi zostać wyjaœniona do końca ? nie tylko dla dobra TK, ale również dla okreœlenia prawidłowych standardów pracy sędziów.

Autor jest adwokatem i profesorem Uniwersytetu Warszawskiego w Katedrze Kryminologii i Polityki Kryminalnej Wydziału Prawa

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL