Rzecz o prawie

Rapacki: świadek koronny nie ma gwarancji dożywotniej bezkarności

Jarosław S. ps. Masa
youtube
Za utrzymanie świadków koronnych płaci każdy z nas – mówi były szef MSWiA.

Rz: Jarosław S., „Masa", jako pierwszy w Polsce zdecydował się być świadkiem koronnym. Dzięki jego zeznaniom policja przed laty rozbiła mafię pruszkowską, a kolejni gangsterzy zaczęli współpracować z wymiarem sprawiedliwości. Kilkanaście dni temu policjanci z łódzkiego Biura Spraw Wewnętrznych Policji zatrzymali Jarosława S. w nowej sprawie. Ta dotyczy m.in. korupcji oraz wyłudzania kredytów i pożyczek.Kiedy słyszy pan, że Jarosław S. popadł znów w konflikt z prawem to myśli Pan, że instytucja świadka koronnego zdaje egzamin?

Generał Adam Rapacki, były wiceminister spraw wewnętrznych i administracji: Myślę, że za to, co teraz zrobił, odpowie tak jak każdy obywatel. Instytucja świadka koronnego nie gwarantuje nikomu dożywotniej bezkarności. Każdy, kto na to liczy, przeliczy się.

Brzmi przekonująco, ale zacznijmy od początku... Kim jest świadek koronny?

To podejrzany, który zgodził się zeznawać jako świadek w zamian za odstąpienie od wykonania na nim kary lub jej złagodzenie. Generalnie przyjmuje się, że świadkiem koronnym jest sprawca czynu, który przyjął korzystną propozycję w zamian za zeznania obciążające innych współuczestników, sprawców. Chodzi tu głównie o przełamanie zmowy milczenia, o cenne źródło informacji, nowy środek dowodowy, który ma podnieść wykrywalność i skuteczność ścigania karnego najpoważniejszych przestępstw i ich sprawców oraz dostarczyć brakujący materiał dowodowy. W Polsce ustawa o świadku koronnym obowiązuje od 1998 roku.

Czy w ogóle instytucja świadka koronnego zdała egzamin? Pytam pana, bo to pan walczył z mafią wiele lat temu, korzystając z tej instytucji. To były początki...

Z pewnością pomogła. Pierwsze efekty były imponujące, choć nie obyło się bez wpadek. Zdarzyło się, że świadek nie został zweryfikowany, a był np. liderem gangu, albo w zeznaniach obciążał innych, a sam był sprawcą zabójstwa.

Były sukcesy?

Stopniowo pozyskaliśmy kilku świadków działających w grupie. Swoimi zeznaniami obciążali innych, łącznie z liderami grup pruszkowskiej i wołomińskiej. Wtedy zostało aresztowanych i skazanych kilkadziesiąt osób: za kierowanie grupą przestępczą o charakterze zbrojnym, rozboje, przemyt narkotyków, kradzieże samochodów i wiele innych przestępstw. Procesów ludzi związanych z tzw. grupą pruszkowską było kilkadziesiąt. I trwały wiele lat.

Skoro zdarzały się wpadki, to może jednak to niepotrzebna, bardzo kosztowna dla państwa instytucja?

Bardzo potrzebna, ale stosowana wyjątkowo. Bardzo rzadko. W kilku sprawach dużych grup przestępczych pozwoliła na przełamanie zmowy milczenia. Wpadli szefowie grup i o to chodzi. Zeznania takich świadków jednak zawsze powinny być poparte innymi dowodami. Jeśli organy ścigania takie mają, to instytucja zdaje egzamin.

Pierwsze zeznania, jakie złożył Jarosław S., pana jednak rozczarowały...

Tak. Znalazła się w nich cała masa ogólników... zresztą nie tylko o mafii pruszkowskiej.

A czy Jarosławowi S. dziś coś może grozić?

W życiu codziennym może mu grozić tyle, ile każdemu z nas. W związku z tymi starymi sprawami, w których uzyskał status świadka koronnego, ze strony organów ścigania i państwa raczej nie.

Kilka dni temu postawiono mu jednak nowe zarzuty... Wyłudzenia itd. To jak to jest z tym pilnowaniem świadków koronnych? Pod nosem policji popełniał przestępstwa?

Przecież świadków koronnych nikt non stop nie pilnuje. Nie mają ciągłej ochrony. Taki człowiek dostaje status w konkretnej sprawie i dalej musi sobie radzić i funkcjonować sam...

A jeśli poprzednie życie, to związane z łamaniem prawa, okaże się jednak silniejsze?

To trzeba ich za to rozliczyć. Za sprawy tzw. stare będzie trudno, ale jeśli okaże się, że przed laty kłamali, to też nie jest beznadziejna sytuacja...

Pierwsi świadkowie koronni i ich najbliżsi objęci programem ochrony mnożyli się dość szybko. Teraz jest inaczej? Bardziej rozsądnie?

Tak. Dziś tych nowych świadków jest bardzo mało. Organy ścigania ważą, czy taki status opłaci się państwu. I to jest dobry kierunek. Nie możemy zapominać, że na ich utrzymanie płaci każdy z nas, podatników. Muszą to więc być dobrze wydane pieniądze. Jednym słowem, objęcie programem ochrony konkretnej osoby, czasem wraz z rodziną, musi przynieść wymierne efekty.

-rozmawiała Agata Łukaszewicz

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL