Studenci prawa pomogą walczyć z hejtem w internecie

aktualizacja: 01.04.2017, 18:36
Foto: 123RF

Dwoje studentów prawa podjęło się prowadzenia procesu przeciwko państwu. „Niestraszny (im) żaden smok – zapewniają, występując jako reprezentanci dziennikarki walczącej z hejterskimi postami.

REDAKCJA POLECA

Studenci przystąpili do procesu pro bono, a za nimi stoi Instytut Prawa i Internetu, powstały zaledwie miesiąc temu z inicjatywy profesora prawa cywilnego Martena Schultza z Uniwersytetu w Sztokholmie. Organizacja specjalizuje się w gratisowej pomocy prawnej dla osób dotkniętych nienawiścią w sieci, a angażują się w niej studenci i młodzi prawnicy wspierani przez ekspertów- seniorów.

Studenci prawa Hanna Stern i Nils Magnell zdecydowali się reprezentować interesy dziennikarki bośniackiego pochodzenia, która przegrała w sądzie apelacyjnym sprawę o molestowanie w sieci. Adepci mówią, że zdają sobie sprawę z ogromnej odpowiedzialności, ale zapewniają, że osoba, która powierzyła im swój los, może się czuć bezpieczna. Jako młode pokolenie mają bowiem inne podejście do internetu niż starsza generacja i rozumieją lepiej problemy z tym związane. Uważają, że skargi ofiar szykan w sieci nie są traktowane z należytą powagą, a Szwecja w porównaniu z innymi krajami nordyckimi i europejskimi nie nadąża z legislacją.

Dwa lata temu Irena Pozar pracowała dla internetowych wiadomości i opublikowała w nich felieton o feminizmie. W odpowiedzi otrzymała pełne gróźb i hejtu komentarze piszącego pod pseudonimem 27- letniego mężczyzny.

„Najlepszą rzecz, jaką można zrobić dla równouprawnienia w Szwecji, to wyjść z kijem bejsbolowym i zabić seksistowskie i feministyczne kreatury" – pisał w poście. Ten sam mężczyzna podżegał też do gwałtów.

Sztokholmski sąd rejonowy skazał 27-latka za molestowanie. Mężczyzna przyznał, że jest autorem postów, ale zaprzeczał popełnieniu przestępstwa. Według niego bowiem wolność słowa dała mu mandat do wyrażania swoich opinii. Sztokholmski sąd rejonowy uznał jednak, że komentarze mężczyzny zawierające groźby o użyciu przemocy trudno uznać za przyczynek do debaty o feminizmie. Za hejterstwo sprawca otrzymał karę grzywny i nakaz zapłaty odszkodowania dla dziennikarki.

Kiedy sprawa trafiła do sądu apelacyjnego, mężczyzna tłumaczył, że chciał komentarzami wywrzeć piętno na nienawistnej seksistowskiej atmosferze, jaka panuje w społeczeństwie i której obiektem są głównie mężczyźni. Przyznał, że jego wulgarna retoryka nie była odpowiednia, ale nie jest niczym niezwykłym w sieci. Komentarz „nawet jeżeli wzbudził nieprzyjemne odczucia, został napisany jako post pod felietonem i jego celem było wywołanie debaty" – orzekł sąd. I skonkludował: „Czynu mężczyzny nie można zakwalifikować jako brutalnego zachowania", które jest niezbędne, by go móc uznać za winnego molestowania. Dlatego sąd sprawcę uniewinnił.

Jednocześnie Temida odniosła się krytycznie do legislacji i pozostawiła furtkę otwartą na dalsze działania. Istnieją jednak powody, dla których postępowanie, które jest przedmiotem tego arbitrażu, powinno być karalne – stwierdziła. Z tego względu rolą ustawodawcy byłoby odniesienie się do tego, czy czyn zdelegalizować– orzekł sąd.

Na to dictum i widoczną lukę w prawie zareagowali odważni studenci prawa ze sztokholmskiego uniwersytetu. Zainteresowali się, że jurysprudencja wyraźnie nie chroni przed obrażaniem w sieci, i wystąpili z roszczeniami odszkodowania dla pokrzywdzonej dziennikarki. Obydwoje zapewniają, że nie marzyli o tym, by procesować się przeciwko państwu, zanim ukończą studia. Casus jest jednak wart gry.

Zdaniem karnistów sytuacja prawna hejtu w sieci jest niejasna i problem mógłby rozwiązać dopiero wzrost prejudykatów w sprawie. Tymczasem proces dziennikarki stanowił pierwszy tego rodzaju, w którym komentarz w sieci stał się przedmiotem zarzutów o molestowanie.

Jak skrajnie różnie się osądza posty w sieci, niech świadczy sprawa byłego boksera Paolo Roberto. Roberto umieścił na Instagramie wpis, że „piersi są dowodem na to, że mężczyźni umieją koncentrować się na dwóch rzeczach naraz". Wpis spowodował burzę i oskarżenia, że jest seksistowski. Jeden z celebrytów telewizyjnych zawyrokował, że taki seksizm prowadzi w konsekwencji do gwałtu. Natomiast sekretarz zarządu młodzieżowego ugrupowania Feministyczna Inicjatywa, który na stronie internetowej szwedzkiej telewizji zaapelował do feministów, by nauczyli się tolerować dowcipy, został z partii wyrzucony z natychmiastowym skutkiem. ?

Autorka jest dziennikarką, wieloletnią korespondentką „Rz" w Szwecji

POLECAMY

KOMENTARZE