Aleksandra Sewerynik: Edyta Górniak, Paulla i prawa, których nie ma

aktualizacja: 01.04.2017, 17:25
Foto: Wikimedia Commons/Attribution-ShareAlike 2.0 Generic (CC BY-SA 2.0)/Daniel Kruczynski

Dlaczego ustawodawca zabezpiecza interesy autorów, których utwory są przerabiane, a nie czyni tego względem artystów wykonawców?

REDAKCJA POLECA

Mam do czynienia z umowami sporządzanymi przez różne osoby, zarówno prawników jak i artystów, którzy najczęściej korzystają z wzorów dostępnych w internecie. Bardzo często obejmują one wszelkie prawa, które można znaleźć w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Dlatego nie dziwi mnie, gdy kompozytor oprócz praw autorskich ma przenieść prawa do artystycznych wykonań, choć utwór jest napisany na orkiestrę symfoniczną. Albo gdy od chórzysty oczekuje się wyzbycia praw do utworu, który tylko będzie wraz z chórem wykonywał.

Co ciekawe, zdarza się także tworzenie praw, których w ustawie nie ma. Na przykład praw zależnych do artystycznych wykonań.

Artykuł 2 pr. aut. stanowi, że wszelkie opracowania cudzego utworu utworu, w szczególności tłumaczenie, przeróbka, adaptacja,s ą przedmiotem prawa autorskiego bez uszczerbku dla prawa do utworu pierwotnego. Korzystanie z opracowania wymaga zaś zgody twórcy utworu pierwotnego. Odpowiednich przepisów jednak trudno szukać w rozdziale dotyczącym artystycznych wykonań. Brakuje także odesłania do art. 2 pr. aut, który w związku z tym nie znajduje zastosowania do artystycznych wykonań.

Dlaczego ustawodawca zabezpiecza interesy autorów, których utwory są przerabiane, a nie czyni tego względem artystów wykonawców? Wynika to z natury tego dobra chronionego.

Wyjaśnię to na przykładzie.

Jakiś czas temu piosenkarka o pseudonimie Paulla była krytykowana w mediach za zbytnie upodobnianie się do Edyty Górniak. Rzeczywiście, słuchając utworów wykonywanych przez Paullę można było odnieść wrażenie, że śpiewa je sama Edyta Górniak. Ta druga była w tym czasie dużo bardziej rozpoznawalna, tak więc „podszywanie" się pod nią było odbierane jako korzystanie z renomy znanej piosenkarki.

Oceniając powyższą sytuację, trzeba jednak rozróżnić co najmniej trzy płaszczyzny, które mogą być brane pod uwagę. Po pierwsze, podobieństwo wykonań może wynikać ze stylu samego utworu. Często tworzy się tak, by dzieło wpisywało się w sprawdzony obszar sympatii i przyzwyczajeń publiczności. Jako przykład można wskazać piosenki „Unbreak my heart" śpiewaną przez Toni Braxton i „Im więcej Ciebie, tym mniej", którą wykonuje Natalia Kukulska. Panie śpiewają inaczej, mają inną barwę głosu, ale sama konstrukcja piosenek i ich stylistyka jest podobna. Jest to jednak sfera praw autorskich i powinna być oceniana przez pryzmat przepisów o utworach. Ponadto podobieństwa mogą się przejawiać w naśladowaniu maniery wykonawczej, którą ma każdy artysta. Charakterystyczny styl śpiewania wynika nie tylko z barwy samego głosu, ale ze sposobu jego wydobycia i korzystania z tego naturalnego instrumentu. Kto nie rozpozna od razu charakterystycznie „mruczącego" i „chrypiącego" Leonarda Cohena, ostrego tonu Marleny Dietrich czy lekko drżącego głosu Celine Dion? Bardzo zabawnie pokazuje to Jimmi Fallon w „Tonight Show" w zabawie „Wheel of Musical Impressions". Polega ona na tym, że zaproszeni goście śpiewają przypadkową piosenkę tak, jakby zaśpiewał ją wylosowany przez nich artysta. I w tym właśnie aspekcie sprawa może dotyczyć sfery artystycznego wykonania.

Trudno jednak racjonalnie wyjaśnić potrzebę objęcia prawem wyłącznym danego sposobu czy stylu śpiewania. Jest to sfera, która nie powinna być przez nikogo zawłaszczona. Takie naśladownictwo mieści się w zakresie inspiracji i nie powinno być zakazane. Ponadto nie dochodzi tutaj do charakterystycznej dla praw zależnych pośredniej eksploatacji oryginału. Jak można bowiem odróżnić twórcze elementy pierwotnego wykonania od tego kolejnego? Poza tym powtórzenie cudzego wykonania jest w praktyce niemożliwe, ponieważ każda interpretacja utworu jest na tyle związana z osobą danego wykonawcy, jego odczuciami przeżywanymi w określonym momencie, że nie ma możliwości powtórzenia ich przez inną osobę. Dlatego w doktrynie prawa autorskiego podkreśla się, że prawo wyłączne do wykonania zawsze dotyczy „tego" konkretnego wykonania, a nie „takiego" wykonania.

Po trzecie, zdarza się, że dwie osoby mają naturalnie podobne głosy. Z tej okoliczności także może wynikać znaczna tożsamość brzmienia wokalu w danej piosence, ale trudno za to już kogokolwiek winić. Co ciekawe, głos ludzki jest uznawany w doktrynie za dobro osobiste. Ze względu na ramy tego tekstu jedynie sygnalizuję ten wątek i wszystkich zainteresowanych odsyłam do literatury przedmiotu.

Jak zatem ocenić przykład z Paullą i Edytą Górniak? Z pewnością mają podobne głosy, śpiewają w podobny sposób, a w ich repertuarze wiele jest melancholijnych ballad. Wygląda na to, że panie mają podobną wrażliwość. Ale czy można z tego powodu mieć do kogokolwiek pretensje? Niech publiczność sama oceni każdą z nich i zagłosuje frekwencją na koncertach oraz liczbą odsłuchań.

Nieprzypadkowo ustawodawca nie ustanowił praw zależnych do artystycznych wykonań. Warto o tym pamiętać i nie uwzględniać w umowach nieistniejących praw. ?

Autorka jest prawnikiem, dyrygentem chóralnym. Wykłada na UMFC w Warszawie. Prowadzi blog prawomuzyki.pl. Współpracuje z kancelarią Hasik i Partnerzy

POLECAMY

KOMENTARZE