Rzecz o prawie

Sąd Najwyższy nie jest spuścizną PRL - oświadczenie prof. Adama Strzembosza w reakcji na wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego

prof. Adam Strzembosz
YouTube
Sąd Najwyższy nie jest ostoją systemu komunistycznego ani organem służącym obcym interesom - napisał prof. Adam Strzembosz, były pierwszy prezes Sądu Najwyższego, w reakcji na wypowiedź prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.

W związku z oburzającymi wypowiedziami prezesa Jarosława Kaczyńskiego dla platformy Onet oraz wieczornego programu kanału historycznego TVP w sobotę (18 marca) dotyczącymi lustracji pragnę stwierdzić, co następuje:

1. Sąd Najwyższy nie jest ostoją systemu komunistycznego ani organem służącym obcym interesom. Na podstawie ustawy z 20 grudnia 1989 r. wówczas orzekający w nim sędziowie na skutek skrócenia ich kadencji odeszli, a nowy skład wybrała powołana na podstawie tejże ustawy Krajowa Rada Sądownictwa. Było to okazją, by SN zapełnił się najwybitniejszymi sędziami i profesorami prawa, którzy z przyczyn politycznych nie mieli uprzednio szans na tego rodzaju awans. Wśród nich znaleźli się m.in. działacze "Solidarności" w sądach, a więc osoby, które wykazały się szczególną odwagą cywilną.

Wystarczy przypomnieć, że z samej tylko Warszawy do SN trafiło pięć takich osób, w tym sędzia Bogusław Nizieński. Bohater wymienionego programu telewizyjnego.

Z powodu dawnego składu SN ponownie znalazła się w tym sądzie niewielka grupka sędziów, głównie cywilistów, wobec których nie było zarzutów dotyczących ich wcześniejszego orzecznictwa. Sędziowie ci, ze względu na wiek, już odeszli z SN, a ich miejsce zajęli profesorowie i sędziowie z karierą po 1989 r., w tym absolwenci KUL. Wszyscy byli objęci lustracją i są nią nadal obejmowani, jeśli urodzili się przed 1973 r. Wszyscy sędziowie w Polsce zostali przed laty zlustrowani, tak jak prokuratorzy i adwokaci.

2. Z programu historycznego TVP poświęconego lustracji zdaje się wynikać, że SN bronił lustrowanych. Wbrew moim sugestiom postępowanie lustracyjne oparto nie na procedurze cywilnej, ale na procedurze karnej. Nic więc dziwnego, że SN był zmuszony stosować zasadę in dubio pro reo. Dlatego nie rozumiem wypowiedzi sędziego Nizieńskiego, jakoby stosowanie tej reguły obciążało SN. Sam mam inne zastrzeżenia do wyroku, w którym za okoliczność wyłączającą kłamstwo lustracyjne uznano brak szkodzenia innym osobom, a tego nigdy wykluczyć nie można, co starałem się uzasadnić w obszernej glosie opublikowanej na łamach "Rzeczpospolitej". Z wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego wynika, że z tej właśnie przyczyny gotów jest usprawiedliwić kłamstwo lustracyjne swojego ambasadora w Berlinie. Sędzia Nizieński niewątpliwie potwierdził, że w ustawie lustracyjnej brak takiej przesłanki.

Z wypowiedzi sędziego Nizieńskiego można odnieść wrażenie, że gdy wykonstruowano pierwszy sąd lustracyjny, zabrakło w sądownictwie 21 sędziów nieuwikłanych politycznie. W rzeczywistości brak było jedynie chętnych, ale też utworzenie takiego sądu specjalnego byłoby sprzeczne z polskimi zobowiązaniami międzynarodowymi. Dlatego domagałem się utworzenia wydziału lustracyjnego w sądzie apelacyjnym, a więc w sądzie powszechnym.

3. Na koniec będę prorokiem. Prezes Kaczyński poleci wprowadzić ustawę obniżającą wiek sędziów SN do 65 lat, aby na kilkudziesięciu zwolnionych miejscach obsadzić przy pomocy opanowanej KRS miernych, ale wiernych, byleby mieli 10 lat pracy prawniczej. Tak zniszczy się ostatni filar praworządności, a Polska szybkim krokiem ruszy w kierunku Białorusi.

Dlaczego doktor prawa chce dopuścić do takiej katastrofy? Gdybym Jarosława Kaczyńskiego naśladował w insynuacjach, powiedziałbym, że to wpływ jego promotora, który wrócił do Polski z ZSRR jako oficer polityczny brygady, a więc dużej jednostki wojskowej, i na którego seminarium dyskutowano niemieckie teorie prawa w pewnym okresie wykorzystywane przez system nazistowski. Nie byłoby to jednak prawdą. Jarosławem Kaczyńskim sterują uczucia dość powszechne, niemające nic wspólnego z teoriami prawniczymi.

4. Spotkałem się z sugestiami, że jestem politycznie związany z Platformą Obywatelską, bo otrzymałem Order Orła Białego z rąk prezydenta Bronisława Komorowskiego. Muszę więc przypomnieć, że wcześniej zostałem odznaczony Krzyżem Wielkim Polonia Restituta przez śp. prof. Lecha Kaczyńskiego, a Krzyżem Wielkim Orderu św. Grzegorza Wielkiego przez papieża Benedykta XVI. Chcę też przypomnieć, że to ja powołałem Bogusława Nizieńskiego na urząd Rzecznika Interesu Publicznego. Poznałem go przy tworzeniu NSZZ Solidarność w Ministerstwie Sprawiedliwości – był tam moim zastępcą. Po 13 grudnia 1981 r. władze obeszły się ze mną nieco gorzej, bo jemu cofnięto delegację do ministerstwa, a mnie Rada Państwa pozbawiła stanowiska sędziego i zostałem z dnia na dzień wyrzucony z Instytutu Badania Prawa Sądowego.

Pragnę równocześnie stwierdzić, że sędzia Bogusław Nizieński świetnie wywiązał się z roli Rzecznika i zasługuje na szacunek, którym jest obdarzony.

Adam Strzembosz

były pierwszy prezes Sądu Najwyższego

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL