Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Rzecz o prawie

Frankowicze – nabici w kredyt czy w usługę prawną?

Fotorzepa, Łukasz Solski
Slogany o oszukańczym kredycie i mafii bankowej są chwytliwe. Rzeczywistość jest bardziej skomplikowana.

Obsługa kredytobiorców frankowych w sporach przeciw bankom stała się intratnym biznesem dla kancelarii prawnych. Eksponując w mediach jedynie korzystne dla frankowiczów wyroki, zachęcają do zaprzestania spłacania kolejnych rat, inicjowania procesów sądowych, gwarantują unieważnienie umów albo ich „uzłotowienie". Obietnice te wywołują wrażenie, że sprawa jest oczywista i jednoznaczna, a uwolnienie się od zobowiązania umownego względem banku pewne. Brutalne rozczarowanie może przyjść z chwilą ogłoszenia wyroku, a – jak pokazuje praktyka – te w drugiej instancji są wciąż mało korzystne dla kredytobiorców.

Problem hipotecznych kredytów walutowych we frankach szwajcarskich stał się przedmiotem zainteresowania dziennikarzy, ekonomistów, polityków i prawników. Ci ostatni szczególnie aktywnie uczestniczą w dyskusji: pomijając już jurydyczny charakter sporu (m.in. problematyki rzekomej abuzywności postanowień umownych, skutków prawnych tej abuzywności, dopuszczalności waloryzacji zobowiązań umownych wobec zasady nominalizmu, konstrukcji klauzul indeksacyjnych, charakteru prawnego spreadu, skomplikowanych problemów na styku prawa cywilnego, konsumenckiego i bankowego oraz trudności w określeniu terminów przedawnienia), zagadnienie stanowi kolejną przestrzeń eksploatowaną przez osoby świadczące usługi prawne.

Pozory mylą

Coraz częściej zabierają głos „prawnicy specjalizujący się w sprawach frankowych", „pionierzy w powództwach przeciw bankom" czy „eksperci w tematyce kredytów walutowych", zapowiadający rychły przełom w sytuacji prawnej kredytobiorców frankowych, sygnalizujący kształtowanie się korzystnej dla nich linii orzeczniczej lub wieszczący nieuchronną i druzgocącą klęskę banków w procesach sądowych (głos zabierają bowiem głównie przedstawiciele kredytobiorców). Dyskutanci odwołują się chętnie do chwytliwych epitetów („pseudowalutowe kredyty", „chciwy bankster") oraz prezentują proste, jednostronne recepty (nieważność umów, „uzłotowienie" kredytów lub wprost zaprzestanie ich spłacania).

Powstaje wrażenie, że sprawa jest jednoznaczna: kierowane chciwością banki wciągnęły w ryzykowną grę nieświadomych konsumentów; grę nie tylko niemoralną, ale i niezgodną z obowiązującym prawem. Tymczasem analizowany problem jest od strony prawnej niezwykle złożony. Przyczyną są nie tylko niejednoznaczne przepisy rozsiane po najróżniejszych aktach prawa powszechnie obowiązującego (np. relacja kodeksu cywilnego do prawa bankowego), ale i konieczność wyważenia fundamentalnych zasad i wartości systemu prawnego (m.in. konflikt pomiędzy zasadą swobody umów i ochroną konsumenta, interesem zbiorowym i indywidualnym, rywalizacja wolności z bezpieczeństwem), jak też różnorakość postanowień umów, które akceptowali kredytobiorcy.

Każda sprawa jest inna

Śledząc wypowiedzi niektórych komentatorów, nietrudno o wrażenie, że istnieje jakiś jeden uniwersalny wzorzec „sprawy frankowej" – a w konsekwencji występować musi jedno słuszne rozstrzygnięcie sporów. W rzeczywistości jednak umowa umowie nierówna, podobnie jak naruszenie prawa przez pozwanego w jednej sprawie (np. zaniechanie dopełnienia obowiązków informacyjnych przez bank) nie oznacza jeszcze automatycznego stwierdzenia popełnienia błędu we wszystkich innych przypadkach. Ponadto, niezależnie od różnego stanu prawnego (pomijając już wielorakość wzorców umownych stosowanych przez banki, umowy zawierane były w różnych okresach, pod rządami przepisów, które podlegały nowelizacjom), sytuacja faktyczna kredytobiorców jest różna. Inna kredytobiorcy X – samotnej matki wychowującej dzieci, której trudną sytuację mieszkaniową wykorzystał nierzetelny pracownik banku, inna natomiast kredytobiorcy Y – bogatego i doskonale zorientowanego w problematyce ekonomicznej kamienicznika, którzy z nabywania kolejnych nieruchomości uczynił źródło bogacenia się (jak pokazują zresztą publicznie dostępne analizy socjologiczne, wbrew popularnemu wizerunkowi kredytobiorcy frankowego jako nieświadomego i zmanipulowanego, tych drugich wśród frankowiczów jest wielu). Mówiąc obrazowo: czy godzi się, by dobrze sytuowana osoba, będąca specjalistą w dziedzinie ekonomii, prawa i obrotu nieruchomościami, była broniona przez sąd na równi z będącym w trudnej sytuacji materialnej laikiem? Z tego też powodu mechaniczny sposób orzekania przez sądy w takich sprawach lub ustawowa, odgórna ingerencja w te stosunki prawne mogłaby zostać uznana za niezgodną z wieloma zasadami ustrojowymi, m.in. konstytucyjnymi zasadami proporcjonalności, państwa prawnego, a zwłaszcza równości.

Uwaga, to tylko hasła

Sformułowaną wyżej uwagę potwierdza analiza dotychczasowego orzecznictwa w „sprawach frankowych". Na pierwszy rzut oka panuje tu niespotykany chaos i przypadkowość. Z drugiej jednak strony – wobec skomplikowania materii prawnej oraz ekonomicznej (powództwa w sprawach frankowych stawiają sędziów sądów powszechnych przed wyzwaniem orzekania z uwzględnieniem zawiłych zjawisk makro- i mikroekonomicznych) – szczególnie dużego znaczenia nabierają okoliczności faktyczne indywidualnej sprawy, takie jak sytuacja konkretnego powoda i przewidywane społeczne skutki rozstrzygnięcia.

Możliwa do obrony jest teza, że właśnie w takich sprawach dochodzi do głosu model „orzekania słusznościowego", tj. pod pozorem abstrakcyjnych rozważań teoretyczno-prawnych i dywagacji na temat procesów ekonomicznych przedstawionych w rozbudowanym uzasadnieniu sędziowie de facto, dokonując wyważenia zasad i interesów, bazują na intuicjach i emocjach. Wynikiem tego są rozstrzygnięcia, które trudno wpisać w jedną prostą wizję prezentowaną na portalach kredytobiorców (wśród zamieszczanych tam wyroków występuje zdecydowana nadreprezentacja orzeczeń korzystnych dla jednej ze stron sporu), nie tworzą spójnej linii orzeczniczej i nie uzasadniają zapewnień, jakoby bliski był przełom w orzecznictwie korzystny dla kredytobiorców.

Slogany o „oszukańczym kredycie", „mafii bankowej", „aferze frankowej" są chwytliwe i trafiają do odbiorcy. Podnoszenie poziomu emocji stało się wodą na młyn zarówno polityków, jak i wielu prawników. Rzeczywistość jest jednak dużo bardziej skomplikowana, a nieuzasadnione zwiększanie społecznych i indywidualnych oczekiwań może prowadzić – w przypadku przegrania sprawy (co wciąż jest bardzo częste) – do utraty zaufania do wszystkich: banku, swojego prawnika, prawodawcy i sądu.

Dr Michał Jabłoński – Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, wiceprezes Fundacji Laboratorium Prawa i Gospodarki

Dr Krzysztof Koźmiński – Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, prezes Fundacji Laboratorium Prawa i Gospodarki

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL