Władza kochana dla samej władzy

aktualizacja: 19.03.2017, 17:08
Foto: Fotorzepa, Marian Zubrzycki

Jakimi motywami kierują się dzisiejsi rządzący.

REDAKCJA POLECA

Nadszedł dzień, w którym trzeba było wymienić komputer na nowy. Przeniesienie programów z jednego PC do drugiego jest dla niefachowca ogromnym wyzwaniem. Przy okazji ręcznego przenoszenia plików zauważyłem, że minęły prawie dwa lata, odkąd moje felietony ukazują się w „Rzeczpospolitej". Proponowałem w nich środowisku prawniczemu w Polsce rozwiązania, które znam z praktyki adwokackiej w Kanadzie, a według mnie nadają się do zastosowania w Polsce.

Idea poniekąd słuszna, ale wątpię, by moje felietony przyczyniły się do istotnych zmian. Polacy wiedzą lepiej i „żaden obcy nie będzie nas uczył, jak dzieci robić!". Zresztą wystarczy poczytać komentarze do większości felietonów. Polak, a szczególnie wyższy urzędnik, nie lubi być krytykowany i chociaż daleki byłem od działania „sztuka dla sztuki", politycznych wystąpień czy złośliwości, to niestety wiele osób tak moją krytykę odebrało.

Doceniłem po latach

W ciągu dwóch lat zahaczyłem o dwie różne ekipy rządzące. Raz przyklejano mi etykietkę anty-PO-PSL, a następnie, anty-PiS. Nie mieszkam w Polsce i teoretycznie, jest mi obojętne, kto tu rządzi. Jako prawnik jednak wiem, że nie ma systemu prawnego, którego nie można by ulepszyć lub zmienić. Jednym z docenionych przeze mnie dopiero po latach zagadnień, które wyjaśniali nam profesorowie na Uniwersytecie Warszawskim, jest trójpodział władzy i podstawy systemu prawa.

Prawo szariatu ma oczywiście niewiele wspólnego z prawem cywilnym, a common law inaczej reguluje sprawy, w których „wyznawcy kodeksu" nie mogą się doszukać podstawy do wydania jedynie słusznego wyroku. Ale wbrew pozorom są prawdy ogólne, które muszą istnieć w każdym systemie, żeby dobrze funkcjonował.

Najważniejsze z nich to zaufanie do ustawodawcy, od którego zależy litera prawa, do sędziów wydających wyroki i do zarządzających systemem wymiaru sprawiedliwości. Zaufanie do ustawodawcy jest pełne, gdy prawo pochodzi od Boga (patrz szariat), choć inaczej go interpretują zwykli wyznawcy islamu, a inaczej fanatycy. Jeśli natomiast jest to prawo stanowione przez ludzi, to brak zaufania do ustawodawcy, sędziów lub zarządzających wymiarem sprawiedliwości wcześniej czy później naruszy autorytet i funkcjonowanie państwa. Pisałem o trójpodziale władzy i jeśli rządzący w Polsce nie rozumieją, lub nie chcą zrozumieć, że stanowi on filar demokracji – systemu jak się mówi nie najlepszego, ale lepszego jeszcze nikt nie wymyślił – to wcześniej czy później musi nastąpić katastrofa.

Z konsekwencją godną lepszej sprawy

W felietonach temat, który drążyłem w ubiegłym roku: pogarszanie się pozycji sędziów, zszedł na drugi plan. Tymczasem rządzący z żelazną konsekwencją pracują nad osłabieniem ich autorytetu. I proszę mnie nie pytać, ile sędziowie płacą mi za felietony (a jakże, miałem takie zapytanie). Nie zgadzam się też z zarzutami, że nie wiem, o czym piszę (bo nie występowałem w charakterze strony przed sędziami w Polsce). Po pierwsze, występowałem, a po drugie, nie mam absolutnie żadnego interesu w pisaniu czegoś, o czym nie jestem do końca przekonany. A w moim przekonaniu wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, iż obecnie rządzący dążą do zbudowania Polski autokratycznej, kierowanej przez „naszych ludzi". Pierwszą „wygraną", choć okaże się ona (i nie mam tu żadnych wątpliwości) pyrrusowym zwycięstwem, było podporządkowanie obecnej ekipie Trybunału Konstytucyjnego. Według mojej oceny autorytet TK, którego wyroki z wiosny 2015 r. – czyli za rządów PO-PSL, krytykowałem, został zniszczony na lata. Ale ja nie kwestionowałem kompetencji TK, tylko jego poszczególne wyroki. Dzisiaj TK nie ma żadnego autorytetu i nawet gdyby wszyscy sędziowie Trybunału, powołani przez PiS zmienili swoje opcje polityczne, nikt przez długie lata nie będzie wierzył, że jest on niezależny i obiektywny. Stało się i stało się źle.

Rządzący wzięli się za reformę sądownictwa, czyli z jednej strony podważanie autorytetu samych sędziów, z drugiej osłabianie roli sądów, z docelową wymianą sędziów na „naszych ludzi". Gdyby nie wykłady z prawa rzymskiego, trudno byłoby mi zrozumieć ich motywy. Otóż, już od czasów rzymskich kochali władzę dla samej władzy. Nie bez kozery cesarze rzymscy kazali się ustanawiać bogami. Jeśli więc ktoś uważa, że w XXI w. jest inaczej, to niech się cofnie te dwa tysiące lat i zobaczy, jak było. Nihil novi sub sole!

I tak dzień po dniu

Właśnie do tego konieczne jest podporządkowanie sądownictwa miłościwie nam panującym. Więc zaczęto systematyczną nagonkę na sędziów, oskarżając wszystkich o sędziokrację i tworzenie nieprzeniknionej kasty – czytaj: sędziowskiej mafii. Wszystkie te ataki uzasadniane są czyjąś obsesyjną wolą zdemokratyzowania sądów i/lub podporządkowania sobie tej mafii – proszę sobie wybrać, co kto woli. Ja nie rozumiem tego, bo sądy z samej natury nie mogą być demokratyczne ani być nie powinny. Powinny wyrokować według najlepszej swojej wiedzy i jednakowo dla wszystkich. Czy każdy wyrok będzie dobry? Tylko Pan Bóg się nie myli. Cóż, kiedy nasi rządzący, wykorzystując posłuszne im media skutecznie dezawuują rolę i obiektywność dzisiejszych (nie ich!) sądów. I tak się dzieje, dzień po dniu. Cdn.

Aleksander Tobolewski jest adwokatem, od 37 lat prowadzi kancelarię adwokacką w Montrealu at@gagnetob.com

POLECAMY

KOMENTARZE