Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rzecz o prawie

Olga Łyjak, adwokat: Przekraczam granice wytrzymałości

m.p.
O swoich pasjach mówi Olga Łyjak, adwokat, prowadzi kancelarię w Zakopanem, biegaczka wysokogórska

Rz: Zostawiła pani kancelarię i apartament w Warszawie i przeprowadziła się pod Zakopane, żeby biegać po górach. Czy łatwo zostawić wszystko dla pasji?

Olga Łyjak: Wymaga to odwagi, ale pomysł dojrzewał. Zaczęłam biegać po górach i spędzałam w nich coraz więcej czasu. Coraz częœciej pracowałam zdalnie. Wtedy zaczęłam myœleć o przeprowadzce. Oczywiœcie, brałam pod uwagę, że klienci zrezygnujš z moich usług. Na szczęœcie tak się nie stało. Mam też zlecenia od klientów z Zakopanego. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że kariera zawodowa nie jest dla mnie aż tak istotna. Ciężko rezygnować z czegoœ, na co wiele lat się pracowało i włożyło mnóstwo energii. Miałam już własnš kancelarię i swoich klientów. Wczeœniej pracowałam w tych największych, z pierwszych miejsc rankingów. Przez dwie kadencje byłam radnš sejmiku województwa mazowieckiego. Prowadziłam duże, ciekawe sprawy. Stwierdziłam jednak, że mam jedno życie i warto z czegoœ zrezygnować, żeby przeżyć coœ nowego. Postawiłam na pasję, ale wcišż pracuję zawodowo. Trzeba przecież z czegoœ żyć.

Gdzie pani trenuje?

W tygodniu biegam na Butorowy Wierch albo Drogš pod Reglami. To takie lżejsze treningi. W weekend biegam dłużej i w wyższych partiach gór. Najbardziej lubię trenować w Tatrach Słowackich. Można zabrać z sobš psa i jest mniej ludzi.

Co to znaczy lżejszy trening?

Podczas takiego treningu przebiegam 10–15 km w konwersacyjnym tempie, czyli takim, że mogę z kimœ porozmawiać. Cięższe treningi rozpoczynam pięciokilometrowym spokojnym biegiem. Potem intensywnie biegnę 10 km. Ostatnie trzy pokonuję już spokojnym tempem. Latem zdarza mi się przebiec w ramach treningu 40 km w Tatrach, z dużym przewyższeniem. Zimš też czasem idę na parę godzin w góry. Wtedy pokonuję trasę około 25 km. Warunki sš ciężkie – œnieg i lód spowalniajš.

Jak to się zaczęło?

Przygodę z bieganiem zaczęłam we Wrocławiu w 2010 roku. Mój brat zapisał mnie na bieg przełajowy na 6 km. Nie byłam zachwycona, bo nie lubiłam biegać. Bieg trwał tylko 29 minut, ale to wystarczyło, żebym złapała bakcyla! Zaczęłam trenować. Nie dla zdrowia, nie dla zrzucenia paru kilogramów, zabawy czy wyciszenia, ale dla frajdy œcigania, dla endorfin i poczucia, że dałam z siebie wszystko. Zakochałam się w biegach górskich. Czuję się wtedy wolna. Pojawia się ból mięœni i zmęczenie, ale to jest przyjemne. Cały organizm pracuje, a mózg się dotlenia. Do głowy przychodzš najlepsze pomysły.

Co jest pani największym sukcesem?

Że mogę robić to, co kocham.

Dlaczego nie chce się pani pochwalić pierwszymi miejscami w zawodach?

Największš frajdę sprawia walka o jak najlepsze miejsce, a nie sama wygrana. Sukcesem jest, że dałam z siebie wszystko.

Ale chociażby przebiegnięcie 70 km po Tatrach to przecież nie spacer, na który może pójœć każdy.

Rzeczywiœcie, przebiegnięcie Biegu Ultra Graniš Tatr jest sukcesem, choć oczekiwałam od siebie więcej.

Zajęła pani drugie miejsce. To œwietny wynik.

Tak, ale nie mogłam się do biegu przygotować tak jak chciałam z powodu choroby, która męczyła mnie całš wiosnę i pół lata.

Czy bieganie w górach jest bezpieczne?

Zdarza mi się, że na wspinaczkowych fragmentach albo zimš boję się o własne życie. Na treningach jednak wszystko kontroluję. Gorzej jest na zawodach, gdy biegnie się na maksa.

Na maratonie na Gran Canarii szybko zbiegałam i poœlizgnęłam się na skale pokrytej piaskiem. Przewróciłam się i trysnęła krew. Rozcięłam kolano i policzek. A prowadziłam wœród kobiet. Krwawišc, przebiegłam jeszcze 3 km do punktu odżywczego. Myœlałam, że przyklejš mi plaster i pobiegnę dalej. Widziałam kolejne dziewczyny przebiegajšce przez punkt i popędzałam sanitariuszy, żeby szybciej mnie opatrywali. W głowie miałam tylko myœl, żeby nadrobić stratę. Jeden z sanitariuszy powiedział, że muszš mnie zawieŸć do szpitala, żeby zszyć kolano. Dopiero wtedy do mnie dotarło, że to koniec biegu i popłakałam się. Liczyłam na wygranš. Kolano bardzo bolało, rana była głęboka. Jednak emocje i adrenalina sprawiajš, że przekracza się granice wytrzymałoœci. Nie wiedziałabym o tym, gdybym nadal każdy dzień spędzała przy biurku w szklanym biurowcu.

Jakie pani ma cele w bieganiu?

Pod koniec zeszłego roku wymyœliłam, żeby pobiec w biegach Skyrunning Extreme Series. Dostałam się na dwa – Kima Trophy i Glen Coe Skyline. To bardzo trudne, prestiżowe zawody. Na Kima jest tylko 250 miejsc. Trasa ma około 52 km we włoskich Alpach i 4200 m podejœć. Czyli podczas biegu trzeba wejœć na górę o wysokoœci 4200 m i z niej zbiec. Teren jest trudny, niektóre fragmenty trasy da się pokonać jedynie za pomocš łańcuchów. Przypomina to trochę Orlš Perć. Wymagane jest więc doœwiadczenie wspinaczkowe. Większoœć trasy przebiega na wysokoœci 2500 m n.p.m. Glen Coe Skyline leży w Szkocji, nieco niżej, ale trasa jest chyba nawet trudniejsza.

—rozmawiała Katarzyna Wójcik

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL