Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rzecz o prawie

Reforma Ziobry: korupcja w sšdownictwie to problem marginalny

Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski
W polskim sšdownictwie problem korupcji jest absolutnie marginalny.

Jednym z ważniejszych elementów reformy sšdownictwa zapowiadanej przez ministra Zbigniewa Ziobrę jest zmiana w postępowaniach dyscyplinarnych sędziów i przedstawicieli innych zawodów prawniczych. Zdaniem ministra „większa transparentnoœć, œciœlejsza kontrola oraz niezależnoœć postępowań dyscyplinarnych od wpływów œrodowiska ma wzmocnić autorytet wymiaru sprawiedliwoœci i samych sędziów". Remedium ma być wyłšczenie sšdownictwa dyscyplinarnego z dotychczasowego systemu i podporzšdkowanie go politykom.

Trochę historii

Minister Patryk Jaki nie pozostawia zresztš złudzeń, jak chciałby widzieć ministerialne uprawnienia do zwalniania sędziów, którzy nie spełnili oczekiwań władzy. Przypomniał, jak pewien skazany, korzystajšc z przerwy w karze, dopuœcił się gwałtu. Z dumš stwierdził, że zamieszanych w tej sprawie funkcjonariuszy Służby Więziennej „wywalił na zbity pysk", oraz ubolewał, że sędziemu, który zastosował przerwę w karze, nic się nie stało. NajwyraŸniej minister Jaki chciałby „wywalać na pysk" sędziów, którzy orzekli niezgodnie z jego oczekiwaniami.

Warto te poglšdy porównać z kwestiš odpowiedzialnoœci sędziów za delikty dyscyplinarne w historii Polski. Już w okresie staropolskim znana była instytucja nagany sędziego, która w poczštkowym okresie stanowiła zarówno apelację od wyroku, jak i postępowanie przeciwko sędziemu, który wydał niesłuszny wyrok. Właœciwie było to pozwanie go za nieprawidłowy wyrok. Od XVI w., gdy wprowadzono prawo do zaskarżania wyroków w formie apelacji, nagana sędziego stała się typowym postępowaniem dyscyplinarnym. Tryb rozpoznawania nagany był zmienny, ale zawsze skargę rozpoznawał inny sędzia, równorzędny lub wyższego szczebla. Nikt nigdy nie wpadł na pomysł, aby naganę rozpoznawał jakiœ organ pozasšdowy, np. mianowana przez króla specjalna komisja.

Coœ się przypomina

W okresie rozbiorów ustawodawstwa państw zaborczych różnie kształtowały odpowiedzialnoœć dyscyplinarnš sędziów, jednak wspólnym mianownikiem była odpowiedzialnoœć przed sšdami (szczebla apelacyjnego i najwyższego). Nie inaczej ukształtowano odpowiedzialnoœć dyscyplinarnš sędziów w II Rzeczypospolitej (w ustawie z 1928 r.). W okresie PRL utrzymano formalnie sšdownictwo dyscyplinarne w dotychczasowej postaci. Z jednš kluczowš zmianš: od 1944 r. minister sprawiedliwoœci miał prawo usuwać z urzędu sędziego. Co ciekawe, wówczas także powoływano się na potrzebę efektywniejszego zarzšdzania sšdami. Od 1963 r. uprawnienie do usunięcia z urzędu sędziego, który „nie dawał rękojmi należytego wykonywania obowišzków", miała Rada Państwa, na wniosek ministra sprawiedliwoœci. W praktyce przedstawiciele władzy wykonawczej mogli zatem swobodnie zwalniać sędziego z urzędu, niezależnie od postępowania dyscyplinarnego, co było zresztš zgodne z ówczesnš koncepcjš jednolitej władzy państwowej. Dopiero w 1989 r. przywrócono zasadę, że sędzia może być usunięty z urzędu tylko prawomocnym orzeczeniem sšdu dyscyplinarnego.

Jedna kradzież sklepowa

Widać wyraŸnie, że w dotychczasowej historii Polski nigdy nie było koncepcji powierzenia sšdownictwa dyscyplinarnego sędziów jakimœ organom pozasšdowym. Na taki pomysł nie wpadły władze państw zaborczych ani władze PRL. Dopiero Zbigniew Ziobro doszedł do przekonania, że stan ten należy zmienić. Z kolei pragnienie Patryka Jakiego „wywalania na pysk" najpełniej spełniane było w latach 1944–1964, gdy minister sprawiedliwoœci zupełnie dowolnie mógł odwołać sędziego ze stanowiska. Pytanie tylko, czy do takich standardów powinniœmy dšżyć...

Ministrowie Ziobro i Jaki w barwnych wystšpieniach malujš obraz sšdownictwa pogršżonego w korupcji i przestępczoœci wszelakiej, w którym tylko radykalne działania mogš coœ zmienić. Jak ma się to jednak do rzeczywistoœci? Ministrowie powołujš się tu chętnie na przypadek tzw. afery krakowskiej. Zarzuty te dotyczš jednak działalnoœci gospodarczej sšdu, a nie sfery orzeczniczej, i postawione sš co do zasady nie sędziom (z wyjštkiem prezesa, co do którego toczy się postępowanie dyscyplinarne), lecz urzędnikom sšdowym, notabene podległym ministrowi sprawiedliwoœci. Nie ma tu zatem w ogóle mowy o klasycznym „kupowaniu wyroków". Drugš sprawš głoœnš w ostatnich dniach jest podejrzenie kradzieży sklepowej przez jednego z wrocławskich sędziów. Przy okazji przypomniano podobne sprawy sprzed kilku miesięcy i inne zarzuty dyscyplinarne z ostatnich lat. Oczywiœcie także w tych przypadkach sprawa nie dotyczy „kupowania wyroków", tylko czynów o charakterze pospolitym. Nie trzeba oczywiœcie dodawać, że zasada domniemania niewinnoœci nie pozwala na wycišganie zbyt daleko idšcych wniosków z postępowań będšcych w toku.

Bywa czasem wspominany prezes Milewski z Gdańska (jako „sędzia na telefon"), ale to jednak sprawa sprzed lat, dawno zakończona prawomocnym skazaniem dyscyplinarnym, więc słaby to argument na dzisiejsze czasy. W dodatku argument paradoksalny – lekiem na uległoœć sędziego wobec polityka ma być jeszcze większe podporzšdkowanie sędziów politykom. Poza tym prawie nic. Specjalny wydział w Prokuraturze Krajowej, majšcy tropić „poważne przestępstwa sędziów i prokuratorów", przez rok funkcjonowania zajmuje się prawdopodobnie jednš kradzieżš sklepowš. Bo gdyby były jakieœ inne przypadki, minister Ziobro z pewnoœciš by to ogłosił. Nie zachęcam bynajmniej bezrobotnych prokuratorów z tego wydziału do nadgorliwoœci i nacišgania prawa w celu udowodnienia swojej przydatnoœci. Ale olbrzymiej skali przestępczoœci sędziów jakoœ nie widać.

Nie inaczej było w ostatnich latach. W latach 2000–2016 toczyło się zaledwie kilkanaœcie postępowań w sprawach zarzutów o charakterze korupcyjnym. Z tego jedynie pięć zakończyło się wyrokiem skazujšcym. Bioršc pod uwagę liczbę 10 tys. sędziów i okres 15 lat można stwierdzić jednoznacznie, że problem korupcji jest w polskim sadownictwie absolutnie marginalny. I aby odeprzeć zarzut, że te dane sš wynikiem „zamiatania spraw pod dywan" przez „grupę kolesi", warto zaznaczyć, że ta skromna statystyka dotyczy także lat 2005–2007, gdy ministrem sprawiedliwoœci był Zbigniew Ziobro, a szefem Centralnego Biura Antykorupcyjnego Mariusz Kamiński.

Nic œmiesznego

Oczywiœcie nawet pojedyncze przypadki przestępstw popełnionych przez sędziów należy piętnować. Działania nielicznych czarnych owiec godzš w dobre imię wszystkich sędziów i powinny spotykać się z surowš reakcjš. Tak się zresztš dzieje, gdyż nie jest mi znana sytuacja, aby udowodnienie sędziemu przestępstwa nie skutkowało wydaleniem ze służby. Œrodowisko sędziów liczy ok 10 tys. osób i z pojedynczych, godnych potępienia przypadków nie można wycišgać uogólniajšcych wniosków o całym œrodowisku sędziowskim. Przypadki działań niegodnych, rzadsze niż w innych grupach zawodowych, na pewno nie uzasadniajš potrzeby jakichœ nadzwyczajnych działań.

Za kuriozum należy uznać wyłšczenie sšdownictwa dyscyplinarnego z systemu sšdowego. Tak bowiem chyba należy rozumieć pomysł utworzenia autonomicznej Izby Dyscyplinarnej w Sšdzie Najwyższym, właœciwej do rozpatrywania spraw dyscyplinarnych sędziów, prokuratorów, adwokatów, radców prawnych, notariuszy i komorników. Nie znamy szczegółów, nie było więc jak dotšd możliwoœci zaopiniowania projektu przez organizacje społeczne, w tym Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia. Nie wiadomo, czy w Izbie tej zasiadać majš dotychczasowi sędziowie SN, czy też „sędziowie" powołani w jakimœ specjalnym trybie spoœród osób cieszšcych się zaufaniem partii rzšdzšcej. W powišzaniu z planem, by oskarżycielami w sprawach dyscyplinarnych byli prokuratorzy podlegli przecież ministrowi sprawiedliwoœci, tworzy to mechanizm bardzo niebezpieczny dla niezawisłoœci sędziów.

Założenie, że podlegli służbowo ministrowi prokuratorzy będš lepszš gwarancjš obiektywizmu i rzetelnoœci niż niezależni sędziowie, można by potraktować jako dobry żart, gdyby nie fakt, że sš to tezy ministra sprawiedliwoœci RP. Sytuacja, w której podległy ministrowi prokurator zamiast składania zażalenia czy apelacji wzywa sędziego na przesłuchanie i próbuje stawiać mu zarzuty, nie ma już zupełnie nic wspólnego z państwem prawa. Łatwo można sobie wyobrazić, że odpowiedzialnoœci dyscyplinarnej może podlegać sędzia orzekajšcy wbrew woli rzšdzšcych, np. w prywatnych sprawach polityków partii rzšdzšcej. Tak poważny instrument nacisku wprowadzany pod płaszczykiem zwiększania zaufania do sšdów będzie w istocie końcem niezawisłego sšdownictwa w Polsce.

Autor jest sędziš Sšdu Okręgowego w Płocku, prezesem Oddziału SSP „Iustitia" w Płocku

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL