Polskie sądy znów szykują się do reformy

aktualizacja: 21.02.2016, 09:33
Foto: 123RF

Już w trakcie kampanii wyborczej Prawo i Sprawiedliwość zapowiadało gruntowną reformę wymiaru sprawiedliwości. – Sądy pracują źle, procesy trwają zbyt długo, przyszedł czas, by to zmienić – twierdzą zwolennicy reformowania. Proponują więc zmiany zarówno ustrojowe, jak i organizacyjne, w sumie ma ich być kilkanaście. Autorzy reformy stawiają na zmniejszenie stanowisk funkcyjnych albo ich ograniczenie w sądach i więcej rąk do pracy orzeczniczej. Mówi się też o podwyższeniu minimalnego wieku dla kandydatów na sędziów, jasnych kryteriach ich awansów, jawności oświadczeń majątkowych, zmianach w dyscyplinarkach i spłaszczeniu struktury sądownictwa z dzisiejszych trzech do dwóch szczebli.
O opinie na temat konkretnych propozycji zapytaliśmy głównie najbardziej zainteresowanych reformowaniem ich własnej profesji, a więc sędziów. Oto co powiedzieli:

REDAKCJA POLECA

Dariusz Wysocki, sędzia Sądu Okręgowego w Płocku

Do pracy orzeczniczej mają się wziąć prezesi sądów, którym ograniczona zostanie władza nad sędziami. Ustalono już nawet procent spraw, w jakich muszą orzekać

Powierzanie sędziemu w okresie sprawowania urzędu zadań o charakterze administracyjnym, czyli innych niż te, do wykonywania których jest powołany, może mieć charakter i wymiar jedynie wyjątkowy.

Rozwiązanie przeciwne kłóci się z porządkiem ustrojowym i pozostaje w sprzeczności z interesem wymiaru sprawiedliwości. W procesie karnym prezes sądu jest organem postępowania wyposażonym w kompetencje decyzyjne, kontrolne, kierownicze i organizacyjne. Z tego właśnie tytułu pozostaje w korpusie sędziowskim primus inter pares.

Paradoksalnie swojej kodeksowej funkcji prezes sądu (nie licząc najmniejszych sądów w Polsce) nie pełni już od lat. Zastąpił go w niej przewodniczący wydziału. Pełnić jej nie może, ponieważ prawo biurokratyczne zdominowało prawo kodeksowe.

Ustawodawcy przyświecała myśl zbiurokratyzowania struktur sądownictwa powszechnego w celu pełnego podporządkowania go ministerialnym urzędnikom. W tym modelu prezes sądu, sędziowie delegowani bezterminowo do różnych struktur pozasądowych (między innymi do Ministerstwa Sprawiedliwości) czy wizytatorzy zwyczajnie zurzędniczeli.

Barbara Zawisza, sędzia Sądu Rejonowego w Warszawie

Jawne oświadczenia majątkowe sędziów. Mają być publikowane w internecie, tak jak np. posłów

Skutkiem wprowadzenia obowiązku publikacji w internecie oświadczeń majątkowych, w co nikt nie wątpi, będzie obniżenie poziomu osobistego bezpieczeństwa sędziów. To, że na co dzień w naszej pracy stykamy się z mniej i bardziej groźnymi przestępcami, wydaje się nikogo nie interesować.

Zmiany mają zostać wprowadzone pod hasłem walki z korupcją. Ale to argument całkowicie chybiony. Takie antykorupcyjne procedury już istnieją. Wszyscy sędziowie składają szczegółowe oświadczenia majątkowe, czyli nasze dochody są pod kontrolą urzędów skarbowych. Należy wskazać w nich wszystkie dochody, posiadane nieruchomości z ich adresami, powierzchnią itp., zaciągnięte zobowiązania kredytowe, kwoty oszczędności oraz każdy składnik majątku o wartości przekraczającej 10 tys. zł. Oświadczenia przekazywane są kolegium sądu apelacyjnego oraz właściwemu urzędowi skarbowemu. One to (po analizie) oceniają, czy majątek sędziego jest proporcjonalny do uzyskiwanych dochodów. I zapewniam, że nie jest to kontrola iluzoryczna.

Urząd skarbowy, jeśli uzna, że oświadczenia zawierają nieprawidłowości czy są niekompletne, może także przekazać sprawę do prokuratury czy Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

Krystian Markiewicz, sędzia Sądu Okręgowego w Katowicach

Ma powstać Izba Ludowa w Sądzie Najwyższym. Planowane są też zmiany w postępowaniach dyscyplinarnych

Pomysł stworzenia „izby ludowej" w Sądzie Najwyższym, w której orzekałyby osoby niebędące zawodowymi sędziami, jest fatalny. Trudno znaleźć jego racjonalne uzasadnienie. Przywodzi on na myśl idee socjalizmu, kiedy nie kwalifikacje zawodowe, lecz oddanie sprawie partii decydowało o obsadzaniu stanowisk. Niesie on ze sobą poważne ryzyko upolitycznienia sądownictwa. Sprawy dyscyplinarne sędziów rozpatrywane są również przez sędziów, gdyż zarzutem dyscyplinarnym najczęściej jest rażąca i oczywista obraza prawa. Tylko doświadczeni sędziowie Sądu Najwyższego mają kwalifikacje do dokonywania takiej oceny. Sąd Najwyższy często jest surowy wobec sędziów i nie waha się orzekać kary złożenia urzędu, jednak zawsze orzeka na podstawie prawa i przeprowadzonych dowodów. W żadnym cywilizowanym systemie prawnym nie ma w sądach najwyższych niezawodowych sędziów, gdyż tu liczy się przede wszystkim profesjonalizm. Zamiast o „ludowości" w Sądzie Najwyższym można dyskutować o zwiększeniu udziału społeczeństwa w działalności sądów powszechnych. To umożliwiłoby obywatelom zrozumienie, jak ciężką pracę wykonują każdego dnia sądy, i zwiększyło zaufanie do sądów. Właśnie tu, gdzie sądy stykają się ze zwykłym człowiekiem, może się przydać spojrzenie kogoś, kto nie jest prawnikiem.

Mariusz Paplaczyk, adwokat

Podwyższenie minimalnego wieku dla sędziów do 35 lat (dziś 29)

Taka zmiana ma sens. Podniesienie minimalnego wieku sędziów, moim zdaniem, pozytywnie wpłynie na jakość wydawanych przez nich orzeczeń. Należy pamiętać, że zadaniem sędziego jest nie tylko automatyczne stosowanie tzw. litery prawa. Powinien on oceniać zaistniały stan faktyczny, między innymi opierając się na doświadczeniu życiowym. Sędzia musi ocenić wszelkie okoliczności sprawy, wziąć pod uwagę panujące w danym środowisku zwyczaje i reguły postępowania.

Zwyczaje te często mają duże znaczenie dla rozstrzygnięcia, na przykład przy określaniu, co strony miały na myśli, składając oświadczenie określonej treści czy zachowując się w dany sposób. Oczywiście może się trafić 29-letni sędzia nie tylko doskonale merytorycznie przygotowany do zawodu, ale i o dużym doświadczeniu życiowym. Zazwyczaj jednak przychodzi ono z wiekiem.

Uważam przy tym, że należy nie tylko podnieść wiek minimalny, w jakim można zostać sędzią, ale także postawić wymóg posiadania przez kandydatów na sędziów kilkuletniego doświadczenia w wykonywaniu innych zawodów prawniczych, jak to jest na przykład w Wielkiej Brytanii.

Często powtarzany argument, że zawód sędziego powinien stanowić ukoronowanie kariery prawnika, jest moim zdaniem słuszny. Rozumiem, że droga do niego może trochę potrwać, ale trzeba się na to zdecydować.

Maciej Strączyński, sędzia Sądu Okręgowego w Szczecinie

Ma się pojawić możliwość czasowego delegowania sędziów z jednostek mniejszych do tych najbardziej obciążonych

Pomysł delegowania sędziów do pomocy w najbardziej obciążonych jednostkach ma usuwać skutki wieloletniej bezczynności ministrów, którzy nigdy nie zajmowali się problemem należytego rozlokowania kadr. Stąd też mamy zaistniałą sytuację przeciążenia niektórych, głównie największych sądów.

Co roku odchodzi ze służby kilkuset sędziów i te zwolnione etaty można przenieść do innych sądów, by wyrównać obciążenie i wzmocnić kadrowo jednostki potrzebujące. Ministrów to nie obchodzi, bo przychodzą do resortu na krótko i myślą głównie o swoim wizerunku, a nie o sądach. Konstytucja natomiast zakazuje przenoszenia sędziów bez ich zgody do innej siedziby i jest to ważna gwarancja niezawisłości.

Gdyby nie to, minister lub prezes mógłby naciskać na sędziego, grożąc mu przymusową delegacją. Jarosław Gowin, kiedy był ministrem sprawiedliwości, próbował wymuszać na sędziach pracę w kilku miastach naraz, łącząc – dla pozoru – sądy. Ale to też naruszało konstytucyjny zakaz przenoszenia sędziów.

Sędziów można delegować do innego sądu, ale tylko za ich zgodą. Taką zgodę można uzyskiwać, np. przyznając sędziemu dodatek delegacyjny za to, że zgodzi się jeździć do innego miasta. Każde inne rozwiązanie naruszy konstytucję.

Andrzej Zoll, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego

Zamiast trzech szczebli sądownictwa miałyby funkcjonować dwa.

To wszystko już przerabialiśmy. I moja opinia o takiej zmianie się nie zmieniła. Oceniam ją negatywnie. Powód? Zakładając, że doszłoby do likwidacji szczebla trzeciego, czyli sądów apelacyjnych, trzeba brać pod uwagę, że w takiej sytuacji Sąd Najwyższy musiałby przejąć przynajmniej część zadań sądów apelacyjnych. W ten sposób spełniałby podwójną funkcję. I nie sądzę, że taki zabieg w czymkolwiek poprawiłby sytuację wymiaru sprawiedliwości. Podobnie jak niczego poza pozornym działaniem nie zmieni likwidacja prokuratur apelacyjnych i powołanie w ich miejsce jednostek regionalnych. Rozbijanie dobrze działającej struktury to nie jest dobry kierunek. Może należałoby inaczej rozłożyć przydział spraw, jakie wpływają do sądów; spróbować rozwiązać sprawę obciążenia, zamiast od razu likwidować. To czysto populistyczne działanie nastawione na przekaz medialny, a nie konstruktywne działanie. Rozumiem jednak, że chęć reformowania jest silniejsza niż mozolna naprawa wymiaru sprawiedliwości. Zachęcałbym jednak do poprzedzenia rewolucji rzetelną analizą istniejącego stanu rzeczy. Mamy Instytut Wymiaru Sprawiedliwości, który z powodzeniem taką solidną analizę mógłby przygotować.

Marek Celej, sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie

Sprawy mają być Rozpatrywane według kolejności wpływu, bez wyjątków

Wprowadzanie tak kategorycznych zasad może się źle skończyć. Nie możemy zapominać, że są sprawy, w których sędziowie podlegają wyłączeniu np. z powodu znajomości ze stroną czy kalibru spraw, jakie zostały im przydzielone. Od 1 września 1997 r., a więc wraz z wejściem w życie nowych kodyfikacji karnych, w pocedurze obowiązywała zasada przydzielania spraw według listy sędziów i kolejności wpływu spraw. Przewidziano od niej jednak pewne odstępstwa. Przykład? Długotrwala choroba sędziego. Powodem odstępstwa mogły być też tzw. inne ważne przyczyny. Fakt pominięcia kolejności i przekazania sprawy do referatu kolejnego sędziego musiał być odnotowany w stosownym zarządzeniu wraz z jego powodem. Byłem przewodniczącym wydziału przez wiele lat i nawet jeśli dochodziło do pominięcia sędziego w przydzielaniu spraw, nikt nie miał o to pretensji. Bo skoro sędzia dostał z przydziału kilka dużych gospodarczych spraw z rzędu, to jego referat był zagotowany. Nie było więc sensu przydzielać mu kolejnych, nawet mniejszych, spraw, bo one także wymagają przygotowania. Rozumiem intencję reformatorów. Dużo lepszym pomysłem byłoby np. wzmocnienie nadzoru nad pomijaniem kolejności. Mogłoby się temu przyglądać np. kolegium sądu albo prezes. Choć to pierwsze rozwiązanie byłoby bardziej transparentne.

Waldemar Żurek, sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie

Likwidacja funkcji przewodniczących wydziałów w sądach

Projekt likwidacji przewodniczących wydziałów w sądach to projekt likwidacji bardzo wrażliwego systemu pracy, wręcz krwiobiegu sądów.

Byłem przewodniczącym jednego z wydziałów w sądzie i wiem, na czym polega ta praca. Przewodniczący wydziałów skupiają się nie tylko na załatwianiu postępowań międzyinstancyjnych czy przydziale spraw, ale także rozstrzygają sprawy – sądzą. Sędziowie, których znam, a którzy są przewodniczącymi wydziałów, pierwsi przychodzą do pracy i wychodzą ostatni. Są ludźmi naprawdę bardzo zapracowanymi. Koordynacja i dobre zorganizowanie pracy sędziów wymaga dużego zaangażowania i umiejętności. Automatyczny system przydzielania spraw tego nie zmieni. Dobrzy sędziowie to na ogół także silne osobowości, a wśród dużej liczby sędziowskich indywidualności potrzebna jest osoba, która prace koordynuje, nadzoruje i robi to mądrze. Brak przewodniczącego wydziału może spowodować chaos czy rozluźnienie dyscypliny pracy i opóźnienia w rozstrzyganiu spraw. Gdybyśmy tworzyli system podobny do anglosaskiego, w którym sędzia ma swoje biuro i odpowiada za całość jego pracy łącznie z doborem zatrudnionych pracowników, to takie rozwiązanie miałoby sens i mogłoby się sprawdzić także w naszym kraju. W innym wypadku likwidacja przewodniczących wydziałów grozi zapaścią i chaosem w pracy sądów i liczbie załatwianych spraw. Czemu to ma służyć? Może przygotowaniu kolejnej reformy sądownictwa i większemu podporządkowaniu sądów ministrowi sprawiedliwości?

opracowała Agata Lukaszewicz

POLECAMY

KOMENTARZE