Frankowicze, poradzicie sobie sami

aktualizacja: 15.02.2017, 11:29
Tomasz Pietryga
Tomasz Pietryga

Zmuszanie jednej grupy obywateli do płacenia za błędy innej jest niesprawiedliwe i demoralizujące.

REDAKCJA POLECA

Dlatego zgadzam się z prezesem Jarosławem Kaczyńskim, który w jednym z wywiadów stwierdził, że frankowicze w sporach z bankami powinni wziąć sprawy w swoje ręce, występując na drogę sądową. Jak istotna była to wypowiedź, pokazała reakcja giełdy. Zaraz po niej walory frankowych banków zaczęły rosnąć.

Niestety, emocje, polityka i niepewność w tej sprawie są niekorzystne dla wszystkich. Konsumentów, którzy ciągle nie wiedzą, co począć, bo politycy obudzili w nich nadzieje podczas kampanii wyborczej. Banków, które działają w niepewnym otoczeniu, co nie jest dobre dla ich stabilności. I samych polityków, którzy przez część obywateli są krytykowani za nieuzasadnioną deklarację pomagania z ich podatków „chciwej" grupie innych, a przez drugą część – za mało energiczne działania wobec banków.

Taka sytuacja na dalszą metę jest nie do utrzymania.

Zgadzam się z Jarosławem Kaczyńskim jako frankowicz, który przez nieznajomość działania instrumentów finansowych dał się uwieść kuszącej reklamie i namowom pracowników banków. Wychodzę jednak z założenia, że każdy jest kowalem własnego losu i powinien ponosić konsekwencje swoich wyborów czy braku wiedzy. Finansowanie tych błędów z pieniędzy podatników wydaje mi się niemoralne.

Dyskusja, czy i co państwo ma w takiej sytuacji zrobić, trwa dość długo i chyba na obecnym etapie nie satysfakcjonuje nikogo. Być może to, co napiszę, jest uproszczeniem, ale nabieram coraz większego przekonania, że problem frankowiczów może być rozwiązany na drodze sądowej znacznie skuteczniej niż przez ustawodawcę. Na podobnej zasadzie jak rozwiązany został problem reprywatyzacji (abstrahując od afery w stolicy), gdy państwo przez całe lata nie było w stanie stworzyć stosownej ustawy.

Dziś w sądach procesy przeciwko bankom mają setki frankowiczów. Zapadły pierwsze korzystne dla nich wyroki, na rozstrzygnięcie czekają kluczowe pozwy grupowe. Inny klimat wokół sprawy tworzą dziś instytucje państwowe – UOKiK, NBP czy KNF, które inaczej niż jeszcze kilka lat temu podchodzą do sprawy rozgoryczonych obywateli, których według szacunków może być nawet 700 tys.

Pierwsze prawomocne wyroki są zatem tylko kwestią czasu. Jeżeli powstanie korzystna dla frankowiczów linia orzecznicza, może zadziałać efekt kuli śniegowej. Dziś niezdecydowani, zachęceni sukcesami innych zaczną masowo występować z roszczeniami.

Reprywatyzacja w wersji sądowej okazała się dla Skarbu Państwa znacznie kosztowniejsza niż z ustawy, a w sprawie frankowiczów może być podobnie.

Wykorzystanie sądów nie tylko może przywrócić elementarne poczucie sprawiedliwości, ale i skłonić instytucje finansowe, aby z własnej inicjatywy wypiły to, czego nawarzyły, kierując się chęcią zysku.

A rolą państwa jest stworzyć takie mechanizmy ustawowe i nadzorcze, aby podobne historie jak z frankowiczami nigdy się już w Polsce nie wydarzyły.

Zapraszam do lektury „Rzeczy o Prawie" i „Rzeczy o Prawie Ekstra".

POLECAMY

KOMENTARZE