Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rzecz o prawie

Sylwia Zarzycka: Dzięki pomaganiu życie ma sens

Sylwia Zarzycka
Fotorzepa, Robert Gardziński
Rozmowa | Sylwia Zarzycka, radca prawny, prezes Fundacji Między Niebem a Ziemiš

Rz: Czym jest dla pani pomaganie?

Sylwia Zarzycka: Na pewno pasjš. Uwielbiam pomagać. Nie traktuję tego jako obowišzku, ale jako wielkš przyjemnoœć.

Zaczęło się od małej Ali.

Na wakacjach na Pomorzu poznałam Elizę. Ujęła mnie tym, że stara się żyć normalnie, nie robi z siebie męczennicy, mimo że jest mamš bardzo chorego dziecka. Ala, córka Elizy, nie mówiła, nie chodziła, nie siedziała, nie trzymała samodzielnie główki. Tylko patrzyła i uœmiechała się. A do tego Eliza wychowywała jš sama. Zaproponowałam, że poprowadzę jej sprawę o zadoœćuczynienie, bo bardzo prawdopodobne, że nieszczęœcie Ali to efekt błędu medycznego.

Wywalczyła je pani?

Jeszcze nie. Sprawa trwa już prawie pięć lat. Wcišż jest w pierwszej instancji. Pomogliœmy wtedy dziewczynom zmienić i wyposażyć mieszkanie. Mieszkały na 11. piętrze. W budynku była wprawdzie winda, ale dochodziła tylko do 10. piętra. Eliza, żeby wyjœć z córkš na spacer, musiała jš dŸwigać. Wtedy Ala miała 11 lat i ważyła 30 kilogramów.

Poznanie Elizy wyrwało mnie z mojego komfortowego życia i otworzyło mi oczy na inne życie, które jest obok każdego z nas.

Ale nie wycofała się pani.

Nie. W miarę jak rozwijała się nasza znajomoœć, dojrzewała we mnie myœl, że chcę pomagać takim dzieciom jak Ala. Założyłam Fundację Między Niebem a Ziemiš. I tak to się zaczęło. W tej chwili opiekujemy się 50 rodzinami wychowujšcymi ciężko chore dzieci.

Przy zakładaniu fundacji nie bardzo przemyœlałam, jak będę pozyskiwać œrodki na jej prowadzenie. Na poczštku pienišdze zbierałam po znajomych – a to na wózek dla Ali, a to dla innych podopiecznych. Zaczęłam się jednak obawiać, że wkrótce znajomi przestanš odbierać ode mnie telefon, bo wcišż czegoœ od nich chciałam.

Wpadłam na pomysł, że do współpracy zaangażuję œrodowisko prawnicze. Na poczštek namówiłam prawniczki z dużych kancelarii, żeby się sfotografowały do kalendarza. Rok póŸniej zaprosiłam panów. Wiele osób usłyszało o fundacji i zaczęło się angażować w jej działalnoœć. Zorganizowaliœmy aukcję, na którš przyszli prawnicy, biznesmeni, i tak jest do dzisiaj. Co roku organizujemy dla naszych darczyńców jednš ogólnopolskš akcję charytatywnš, a z końcem roku aukcje, na których sprzedajemy przedmioty podarowane przez znane osoby – sportowców, aktorów, pisarzy czy polityków.

A co dzięki zebranym pienišdzom udało się zrobić?

Najczęœciej pomagamy samotnym matkom, bo to one w większoœci przypadków zajmujš się niepełnosprawnym dzieckiem. Kupujemy np. wózki rehabilitacyjne. Taki standardowy kosztuje 23 tys. zł. Najdroższy, który udało się nam nabyć, kosztował 84 tys. zł. Kupujemy łóżka rehabilitacyjne, pionizatory, podnoœniki i materace antyodleżynowe. Pokrywamy też koszty rehabilitacji w domu, opieki umożliwiajšcej rodzicowi pracę, wizyt u lekarzy, operacji i leków. Czasem kupujemy węgiel i jedzenie. Bo w niektórych rodzinach brakuje i na to. Wspieramy też psychologicznie rodziców.

Czy łatwo się oswoić z nieszczęœciem? Większoœć ludzi nie chce go dostrzegać.

To normalne, że nie chcemy dopuœcić do naszej œwiadomoœci, że ktoœ może tak cierpieć, a w szczególnoœci dziecko. Często, gdy przychodzę do sponsorów i chcę im pokazać film o podopiecznych, nie chcš go oglšdać. Kiedy jednak zapoznajš się z naszymi dzieciakami, otwierajš się, angażujš bardziej. I to nie tylko finansowo.

Mnie też na poczštku było ciężko, ale teraz się przyzwyczaiłam. Może mi łatwiej, bo sama byłam chora i wiem, że takie nieszczęœcia po prostu się zdarzajš. Jest to częœć naszego życia. Często postrzegamy rodziny z niepełnosprawnym dzieckiem jak przybyszów z innego œwiata. A matki, z którymi współpracuję, sš takie same jak my – wykształcone i inteligentne. Kiedyœ miały ambicje i plany zawodowe, ale urodziło im się chore dziecko. Teraz żyjš bardzo biednie, bo choroba zabrała im możliwoœci, które my mamy.

Nie wierzę, że pani nie szokuje ich sytuacja.

Czasem rzeczywiœcie szokuje. Obezwładniajšce sš sytuacje, w których z dnia na dzień dziecko przestaje chodzić. A po kilku dniach doznaje całoœciowego paraliżu. To mrozi krew w żyłach. Trudne sš też wizyty u dzieci, które sš bezwładne fizycznie, ale w pełni sprawne umysłowo, w pełni œwiadome. W trakcie takich odwiedzin czasami długo milczę, bo boję się, że się rozpłaczę. Z rodzicami dzieci jestem bardzo blisko, informujš mnie o œmierci swoich dzieci. Ostatnio ojciec po odejœciu synka chciał mi podziękować, że dzięki naszej fundacji życie Michałka stało się bardziej znoœne. Przez ostatnie cztery lata nie cierpiał i mogli godnie żyć.

W takich chwilach chyba czuje pani, że to, co pani robi, jest bardzo ważne.

Tak. W takich chwilach uœwiadamiam sobie, jak ważne jest to, co robię. Największš satysfakcję odczuwam, gdy rodzice chorych dzieci mówiš mi, że nasza fundacja daje im poczucie bezpieczeństwa. Że jak coœ się stanie, ktoœ im pomoże. Cieszę się też, gdy widzę, jak pomagajšcy się angażujš. W takich chwilach czuję, że moja praca i moje życie ma prawdziwy sens.

—rozmawiała Katarzyna Wójcik

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL