Rzecz o prawie

Alimenty - wszystko to już było

123rf
Po ubiegłotygodniowym felietonie, zamierzałem rzucić się w wir przepisów by napisać coś sensownego o sprawach alimentów na dzieci w Polsce. W międzyczasie sypnęło w prasie informacjami o niepłaceniu alimentów przez zobowiązanych i ile to kosztuje polskich podatników. Mówiąc starą gwarą bielańską - zatkała mnie kwota zaległości.

Czytam w „Rzeczpospolitej" z 22 grudnia 2016 r: „Prawie 312 tys. osób nie płaci alimentów; ich łączne zadłużenie to ponad 10,5 mld zł - wynika z danych Krajowego Rejestru Długów. Średnia wysokość długu na osobę to 33,9 tys. zł.” I dalej: „Jak wynika z danych Ministerstwa Sprawiedliwości, które przywołuje KRD, 80 proc. Polaków, którzy mają zasądzone alimenty, nie wywiązuje się z obowiązku płacenia na dzieci. W bazie danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej S.A. widnieje ich prawie 312 tys., a wartość długu sięga 10,56 mld zł. Średnio każdy z nich jest winien swoim dzieciom 33,9 tys. zł.”  A ponoć nie są to pełne dane! Strach czytać dalej!

Możliwości to tylko abstrakcja

Na zdrowy rozum tego się nie uda wytłumaczyć. Poszukałem więc, jak sprawy wyglądają w innych krajach i natknąłem się na dokumenty OECD, a w nich na różnicę, która – w moim mniemaniu ma istotne znaczenie dla wyjaśnienia  niewywiązywania się rodziców w Polsce z nałożonych alimentów na dzieci. Otóż w większości krajów – podobnie jak w Polsce, wysokość alimentów na dzieci zależy od potrzeb dziecka. Druga część to zarobki, dochód, a w rzadkich przypadkach sytuacja materialna zobowiązanego rodzica. I tu kończą się zbieżności z zachodnimi standardami, w USA, Kanadzie i większości krajów europejskich (może z pewnymi wyjątkami, na które tutaj nie ma miejsca). W Polsce bowiem, pod uwagę bierze się dochód rodzica mającego prawo otrzymywać alimenty na dzieci i zupełnie abstrakcyjne pojęcie, – jakim jest „zarobkowa i majątkowa możliwość zobowiązanego”, czyli ile jest w stanie zarobić na przykład ojciec, który ma płacić alimenty. Nie ile zarabia, ale ile może zarobić.  

 „Możliwości” zarobkowe rodzica, na którego spada obowiązek alimentacyjny są brane pod uwagę, i to mi nie pasuje. Według mnie już tu zaczynają się schody. Mowa, bowiem, nie o rzeczywistych pieniądzach (netto czy brutto), którymi dysponuje zobowiązany do płacenia alimentów, ale o zarobkach, które Słownik Języka Polskiego PWN definiuje jako… 2. «możliwość zarobienia pieniędzy»… Możliwość zarobienia - to nie pieniądze którymi dysponuje zobowiązany.

Chęci ciężkie jak bruk

Po pierwsze, należałoby ustalić ile zobowiązany potrzebuje na własne życie. Zdarza się, że zobowiązany posiada dom albo duże mieszkanie warte kilka milionów, ale mieszka z wielopokoleniową rodziną co nie oznacza, że jest w stanie płacić alimenty, ustalone na podstawie tego majątku! To jest ustalanie via sufit. Jeśli się tak podejdzie do ustalania to od razu wysokość alimentów musi być obliczona abstrakcyjnie. Nie może być tak by płatnikowi – po zapłaceniu alimentów - nie wystarczało na życie - bo znienawidzi własne dziecko. A według doniesień prasowych i medialnych od lat sądy przyjmują karkołomne czasem konstrukcje, które z możliwościami zarobkowymi może mają coś wspólnego, ale z możliwościami płatnościowymi absolutnie nic.

Ba, Sąd Najwyższy jeszcze w 1987 roku Uchwałą całej Izby Cywilnej  orzekł: „Możliwości zarobkowe i majątkowe zobowiązanego określają zarobki i dochody, jakie uzyskiwałby przy pełnym wykorzystaniu swych sił fizycznych i zdolności umysłowych, nie zaś rzeczywiste zarobki i dochody.” I sądy w Polsce tego się trzymają.  Myślę, że jakbym zaserwował sędziemu w Kanadzie taki argument to kazałby mi iść na badania – z powagi dla Sądu Najwyższego nie napiszę do lekarza jakiej specjalizacji.

Patrzę na stronę internetową MS. Jest świeżutka informacja: „Skuteczne egzekwowanie alimentów 2016-12-29. Na czwartkowym (29 grudnia) posiedzeniu Rada Ministrów zaakceptowała przygotowany w Ministerstwie Sprawiedliwości projekt nowelizacji Kodeksu karnego. Nowe rozwiązania mają umożliwić skuteczne egzekwowanie obowiązku alimentacyjnego”. I czytam po raz n-ty te same ogólniki, komunały i rozwiązania już istniejące. Krótko mówiąc nic, ale to absolutnie nic nowego. Bo co jest nowego w komunałach że: „Państwo ma obowiązek chronić dzieci, wspierać rodziny, otaczać opieką słabszych”; „Polskie przepisy…. są wyjątkowo niedoskonałe”; „Skuteczność ściągalności alimentów jest obecnie w Polsce niska”; „prawie połowa postępowań wszczętych wobec rodziców uporczywie uchylających się od płacenia alimentów została umorzona”.

Po takim wstępie propozycje „nowych” rozwiązań: „osoba, której dług alimentacyjny stanowi równowartość co najmniej trzech należnych świadczeń okresowych… podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. Jest nowość! Do tej pory o  przestępstwie decydowało uporczywe uchylanie się od płacenia, teraz będzie obiektywne kryterium – nie ma kasy, jest pudło. Następna „nowość”: „Skazani na karę pozbawienia wolności nie muszą odbywać kary w więzieniu. Mogą podlegać dozorowi elektronicznemu i normalnie pracować. Ministerstwo Sprawiedliwości wdraża program pracy więźniów…”

I dalej następny indeks dobrych zamiarów i frazesów. Toż wszystko to było! Nawet ja zacytowałem statystyki więziennictwa, że pracy dla skazanych nie ma. Więc może najpierw stworzyć te miejsca pracy, a potem wsadzać ludzi do pudła? I uprzedzając, stawiam orzechy do dolarów, że sędziowie nie będą pakować do przepełnionych więzień ludzi, którzy, czasem z nie swojej winy alimentów nie płacą. Czy Ministrowi Sprawiedliwości naprawdę brak wyobraźni?!

Ciąg dalszy tematu alimentów w następnym felietonie.

Autor jest adwokatem, od 36 lat prowadzi kancelarię adwokacką w Montrealu

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL