Z chronionego konwoju zginęło 8 mln zł

aktualizacja: 10.01.2017, 11:07
Foto: 123RF

Jak 8 mln zł zginęło bez śladu z chronionego konwoju.

REDAKCJA POLECA

W Łodzi rozpoczyna się proces sześciu oskarżonych o sensacyjny rabunek 8 mln zł bankowych pieniędzy z ochroniarskiego konwoju.

Głównym sprawcą okazał się długo przygotowywany do tej roli podstawiony ochroniarz. Policja dysponowała jego wizerunkiem z czasu kradzieży, nagraniem z kamery w bankomacie. Nosił brodę i okulary i był ogolony na łyso, ale po napadzie zmienił wygląd.

Siedem miesięcy zajęło policji zatrzymanie autora tego bodaj największego rabunku pieniędzy należących do banku w ostatnich latach. Na ich plus trzeba przyznać, że nie użyli broni i nie było ofiar.

Ochroniarz odjechał z kasą

W środę w Łodzi rozpoczyna się proces tajemniczego konwojenta oraz pięciorga jego wspólników i pomagierów.

Jak w amerykańskim filmie, 10 lipca 2015 r., w podpoznańskim Szwarzędzu spod banku jeden konwojentów odjechał vanem, którym ochroniarze przewozili ponad 8 mln zł. Na miejscu zostawił dwóch kolegów z firmy ochroniarskiej, którzy akurat weszli do banku. Ze względu na tupet sprawcy i ogromną kwotę wszczęto zaraz szerokie poszukiwania, ale odnaleziono jedynie porzucone auto, a konwojent z gotówką przepadł bez śladu. Okazało się zaraz, że pracował w firmie ochroniarskiej pod zmienionym nazwiskiem, a nawet wyglądem.

Nie zostawił odcisków ani w furgonetce, ani w firmie, w której przez pół roku pracował – chodził w rękawiczkach, co jednak nie wzbudziło podejrzeń. Nie wzbudziło, bo najwyraźniej przygotowywał się do skoku z innym osobami. Policja zatrzymała Krzysztofa W. dopiero po siedmiu miesiącach w Łodzi, gdzie mieszkał w domu jednorodzinnym, nie budząc wcześniej żadnych podejrzeń.

– Dla mnie było jasne od pierwszego momentu, że takiego rabunku nie mogła dokonać jedna osoba, a fakt, że wcześniej przez kilka miesięcy mógł swobodnie funkcjonować w firmie ochroniarskiej przewożącej bankowe pieniądze, podsuwał podejrzenie, że musiał pracować w grupie, że miał protektorów w tej firmie – wskazuje prof. Brunon Hołyst, znany kryminolog.

Przytył zgodnie z planem

46-letni Krzysztof W. okazał się krawcem z zawodu. Na długo przez zatrudnieniem w firmie ochroniarskiej zaczął zapuszczać brodę i przyjmować suplementy diety, by przytyć, zaczął też nosić okulary korekcyjne. Po rabunku zgolił brodę, schudł i zapuścił włosy.

Śledczy nie podają, w jaki sposób namierzyli sprawców. Być może, jak to w takich sprawach często bywa, trafili na nich, gdy chcieli skorzystać z pieniędzy z rabunku. Faktem jest, że namierzyli i oskarżyli w sumie siedem osób, jedna – policjant – ma odrębny proces.

Poza Krzysztofem W. prokuratura oskarżyła jeszcze drugiego konwojenta, 43-letniego Dariusza D. oraz 45-letniego Adama K., znajomego Krzysztofa W., u którego miało dojść do podziału pieniędzy. To Adam K. miał przekazać 71-letniemu Wojciechowi M. 250 tys. zł celem ich „wyprania". A ten z kolei przekazał je 47-letniej Agnieszce K., jedynej kobiecie na ławie oskarżonych, która je ukrywała, a potem wpłaciła do jednego z banków. I chyba wtedy wpadli. W każdym razie to jedyna kwota odzyskana w tej sprawie, po reszcie nie ma śladu.

Do dziesięciu lat więzienia

Wszystkim z szóstki oskarżonych grożą kary do dziesięciu lat więzienia. Pomocnikom za paserstwo dotyczące mienia znacznej wartości (art. 291 § 1 wz. 294 § 1 kodeksu karnego). Cztery osoby uczestniczące w przegotowaniu i wykonaniu rabunku, w tym Krzysztof W. mają zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej (art. 258 § 1 k.k.) i przywłaszczenia ponad 8 mln zł (art. 284 § 2 k.k.). Dodajmy, że główny bohater rabunku odpowiada także za nielegalne posiadanie znacznej ilości amunicji.

Siódma osoba – łódzki policjant Andrzej W., który miał zataić wiedzę o przestępstwie i utrudniać śledztwo – ma postawiony zarzut przekroczenia uprawnień i czeka na proces przed Sądem Rejonowym Łódź-Śródmieście.

Wciąż jest natomiast poszukiwany Grzegorz Ł., wiceprezes firmy ochroniarskiej, w której zatrudniono Krzysztofa W.

W akcie oskarżenia nie wskazano wyraźnie przywódcy grupy, ale prawnicy są zgodni, że to nie wyklucza przypisania udziału w niej.

– Gdyby był lider, to jego odpowiedzialność byłaby większa, ale wystarczy, że grupa ma plan, podział zadań, wystarczy też popełnienie jednego czynu przestępczego – wskazuje prof. Piotr Kruszyński, karnista z Uniwersytetu Warszawskiego.

Szybki jawny proces?

Prokuratura przesłuchała w śledztwie ok. 90 świadków, ale do przesłuchania w sądzie zgłosiła tylko osiem z nich, co może sugerować wolę sprawnego przeprowadzenia procesu. Wyznaczono na razie pięć dni na rozprawy, trzy w styczniu i dwa na początku lutego. Zdaniem sędziego Pawła Urbaniaka, rzecznika SO w Łodzi ds. karnych, choć trudno to dokładnie wyznaczyć, proces nie powinien trwać długo i w ciągu dwóch–trzech miesięcy może się skończyć.

Tak czy inaczej, sprawa cieszy się już dużym zainteresowaniem. Decyzja, czy będzie retransmitowania przez stacje telewizyjne, zapadnie w środę.

– Jestem jak najbardziej za jawnością procesu – mówi adwokat Jacek Kondracki.– Nigdy suche sprawozdania z procesu nie przekażą jego przebiegu tak jak transmisja. Takie informacje są elementem edukacji prawnej i sądowej społeczeństwa, ale też formą kontroli procesu sądowego i szerzej wymiaru sprawiedliwości. Ta zasada dotyczy wszystkich spraw, poza ściśle określonymi wyjątkami, a zwłaszcza spraw głośnych, bulwersujących.

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE