Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rzecz o polityce

Ostateczny kres postkomunistycznej idei

Podczas weekendowych marszów nad głowami manifestantów powiewały flagi. W niedzielę brak było jednak symboli Unii Europejskiej
PAP, Jacek Turczyk
Dlaczego ostygł euroentuzjazm nad Wisłš.

W trakcie weekendowych demonstracji ponad morzem głów powiewano rozmaitymi flagami. W sobotę polskimi i unijnymi. W niedzielę wœród biało-czerwonych barw trudno było znaleŸć niebieskš flagę z gwiazdkami.

To cišg dalszy osobliwie manifestowanego kursu PiS „przeciw Brukseli". Najpierw flagi unijne zniknęły z sali konferencyjnej budynku KPRM. – Jesteœmy aktywnym członkiem UE, mam nadzieję, że będziemy jeszcze bardziej aktywnym – tłumaczyła podczas konferencji prasowej premier Beata Szydło. – Natomiast przyjęliœmy takš zasadę, że wypowiedŸ po posiedzeniu polskiego rzšdu będzie realizowana na tle najpiękniejszych biało-czerwonych flag.

Flagi a retoryka

Zapewne podobnie estetyczne upodobania sprawiły, że flagi UE zniknęły także z Pałacu Prezydenckiego, gdy prezydent Duda poprosił o dyskretne wystawienie ich w prezydenckiej szatni.

Niefortunne gesty wpisane zostały w PiS-owskš politykę „przeciw Unii Europejskiej" i jej wartoœciom. Spekulowano na temat sekretnego planu opuszczenia UE.

Tymczasem sprawa wydaje się bardziej złożona. W 2003 roku PiS – jak PO, SLD czy PSL – popierał przecież przystšpienie Polski do UE. Przez lata Jarosław Kaczyński podkreœlał, że UE może nie jest doskonała, ale stanowi „lek na globalizację". Nawet mówišc, że demokracja możliwa jest tylko w ramach państw narodowych, powoływał się na liberała Ralfa Dahrendorfa. W efekcie wypracowano stanowisko, które Kaczyński powtórzył w 2015 r. w przedwyborczym wywiadzie: – Musimy być aktywni w Unii Europejskiej, tak by być w gronie szeœciu najważniejszych państw – przekonywał.

Jak zatem wytłumaczyć absurdalne incydenty z błękitnymi flagami? Ich symboliczne usuwanie to w końcu coœ więcej niż walka o silniejszš pozycję w ramach UE.

Emocje

„Specjalna zręcznoœć polityka polega na uœwiadamianiu sobie, jakie namiętnoœci można rozbudzić najłatwiej i w jaki sposób zapobiec temu, aby rozbudzone namiętnoœci nie zaszkodziły jemu i jego towarzyszom" – notował dawno temu Bertrand Russell.

Warto się zastanowić, czy Jarosław Kaczyński usiłuje zagospodarować politycznie ewoluujšcy wœród częœci Polaków stosunek do Zachodu. Z pragmatyzmu osuwa się jednak w eurosceptycyzm, i to najgrubszego kalibru, bo na poziomie gestów kojarzšcy się z postępkami brytyjskiego UKiP czy Frontu Narodowego.

Jakich namiętnoœci poszukuje wœród rodaków Kaczyński w 2015 roku? Aby to zrozumieć, wróćmy do punktu wyjœcia, tj. okresu jesieni ludów.

Gdy blok wschodni dożywał swoich dni, pewien amerykański intelektualista zapuœcił się za żelaznš kurtynę, by goršczkowo sporzšdzać notatki na temat panujšcego tam niewiarygodnego „stanu ducha".

Paul Berman, bo o nim tu mowa, zauważał, że mieszkańców Europy Wschodniej w trakcie rewolucji antykomunistycznej ogarnęło istne szaleństwo na punkcie niemal wszystkich wytworów amerykańskiej myœli i kultury. Stwierdzał, że œmietnik kultury popularnej miesza się z poważnymi ideami demokracji. W efekcie powstaje zdumiewajšcy amalgamat, który nie jest prawdziwym obrazem Zachodu, lecz rodzajem mitu.

Ów mit, można dziœ dodać, wyzwalał olbrzymiš mobilizację wœród społeczeństw postkomunistycznych. Częœciowo chodziło o wydobycie się z nędzy gospodarki centralnego planowania.

Jednak Berman podkreœlał, że Europejczycy ze Wschodu nie kierowali się wyłšcznie motywacjš materialnš. Przeciwnie, państwa Europy Zachodniej oraz USA odzwierciedlały dla nich lepszy œwiat także pod względem moralnym. Po 1989 r. ludzie za żelaznš kurtynš – wbrew faktom – nie tylko przypisywali Zachodowi własne wyzwolenie, ale mało tego (zdumiewał się Berman) – chcieli w ludziach z Zachodu widzieć altruistów.

Różowe okulary

W ostatnim ćwierćwieczu prezentowano zatem nad Wisłš wyidealizowany obraz Zachodu pod względem politycznym, gospodarczym czy nawet moralnym.

Niewiele było głosów tak pragmatycznych jak Bronisława Geremka na poczštku lat 90., który w rozmowie z Jackiem Żakowskim wyrażał rozczarowanie biurokratycznym oporem instytucji europejskich. Większoœć rodaków podzielała raczej wrażenia Donalda Tuska z pierwszego wyjazdu na Zachód: – Dla mnie była to rozkosz – mówił. Pragnšł zapamiętać jš do końca życia.

Nic dziwnego, że w Polsce specjalnie nie zastanawiano się nad tym, co rzeczywiœcie myœlš społeczeństwa państw Zachodu. Ze zdziwieniem odnotowano, że gdy w Polsce w referendum blisko 80 proc. głosujšcych wypowiedziało się za przystšpieniem do UE (2003), w Europie Zachodniej – niewiele póŸniej – Holendrzy (ponad 61 proc. głosujšcych!) i Francuzi (prawie 55 proc.) podziękowali za „więcej Europy" i z hukiem odrzucili projekt tzw. konstytucji europejskiej (2005).

Postkomunistyczny mit Zachodu po 1989 r. mobilizował nas do wielkich reform materialnych, społecznych i duchowych. Jako idea wyrastajšca z doœwiadczenia ubóstwa Polski Ludowej niemal bezdyskusyjnie jednoczył większoœć Polaków. To zatem ważny element historii III RP. Jednak patrzenie przez różowe okulary dobiega obecnie kresu.

Młodsi Polacy, którzy podróżujš po œwiecie bez kompleksów, do Europy majš stosunek zupełnie inny niż młody Tusk. Deklarujemy w sondażach, oczywiœcie, zadowolenie z pozostawania w UE. Jednak euroentuzjazm ostygł i rzecz wymaga uważniejszego namysłu, skoro jednoczeœnie większoœć dorosłych Polaków przeciwna jest przyjmowaniu europejskiej waluty (w 2014 r. to blisko 70 proc. badanych przez CBOS).

W tym roku stosunek do problemu uchodŸców pokazał, że sš sprawy, w których większoœć Polaków nie ma ochoty zgadzać się z odgórnš europejskš politykš (uwaga: według badań to najmłodsi badani zdecydowanie częœciej sprzeciwiali się przyjmowaniu uchodŸców z terenów objętych konfliktami zbrojnymi).

Niby kubeł zimnej wody zadziałała seria ostatnich kryzysów, w których problemem okazywały się państwa kilka lat temu stanowišce szczyt aspiracji Polaków, jak Grecja czy Hiszpania.

Zaczynajš dominować o wiele bardziej pragmatyczne kalkulacje niż kiedyœ. W tym sensie znaleŸliœmy się na Zachodzie, bo te rachuby stanowiš dzień powszedni państw znajdujšcych się w UE. Co więcej, ostatnie ćwierć wieku – i aż tak wyidealizowany obraz Zachodu pod względem politycznym, gospodarczym czy moralnym – to nie jest jakaœ odwieczna norma kulturowa.

Z łatwoœciš można dobrać elementy, by ułożyć opowieœć przeciwnš: od sarmatyzmu przez rozbiory, rozczarowania polskich elit w XIX wieku, których ukoronowanie mogš stanowić słowa Cypriana Kamila Norwida: „Europa jest to stara wariatka i pijaczka, która co kilka lat robi rzezie i mordy bez żadnego rezultatu ni cywilizacyjnego, ni moralnego. Nic postawić nie umie – głupia jak but, zarozumiała, pyszna, lekkomyœlna".

Zmierzch entuzjazmu

Pragmatyzm wobec Zachodu to jednak coœ zasadniczo innego niż manifestowany przez polityków PiS w 2015 roku eurosceptycyzm.

Po pierwsze, nawet jeœli Jarosław Kaczyński trafnie odczytuje kres postkomunistycznego mitu Zachodu, to gesty premier Szydło czy prezydenta Dudy z flagami były wysoce niefortunne dyplomatycznie.

W ten sposób nikt nie zdobędzie silniejszej pozycji w Unii. W Parlamencie Europejskim to reprezentanci brytyjskiej partii UKiP obrócili się plecami do flagi UE, gdy wykonywano „Odę do radoœci".

Z kolei francuski Front Narodowy w miastach, w których zdobył władzę, w pierwszej kolejnoœci pozbywał się właœnie błękitnych flag.

Gesty polityków PiS z ostatnich dni wpisujš się w częœć politycznej kultury Zachodu, ale tę traktowanš jako ekstremistycznš i rozsadzajšcš UE od wewnštrz.

Po drugie, do politycznego zagospodarowania pozostaje stosunek młodych wyborców, którzy nie sš tak zdecydowanymi euroentuzjastami jak ludzie od nich starsi, ale wcale z UE wychodzić nie chcš.

Zwolennicy Unii w Polsce majš zadanie trudniejsze niż kiedykolwiek w historii III RP. Przez całe lata wystarczyło powiedzieć: „na Zachodzie to by się nie zdarzyło", by zawstydzić adwersarza. Dziœ stosunek do Zachodu rewidujš eksperci, którzy niezależnie od stosunku do PiS piszš choćby, że potrzebne jest przejœcie od modernizacji imitacyjnej do modernizacji narodowej.

Krzysztof Pomian w wywiadzie dla „Kultury Liberalnej" nawołuje, by nie opowiadać o Europie bajek.

Ten, komu uda się stworzyć nowš wizję Zachodu, naturalnš jako miejsce dla Polski na mapie œwiata, ale niewolnš od sceptycyzmu, ma szansę objšć nad Wisłš rzšd dusz.

Autor jest doktorem nauk prawnych, redaktorem naczelnym „Kultury Liberalnej". Visiting scholar Uniwersytetu Oksfordzkiego (2016).

 

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL