Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rzecz o polityce

Tomasz Krzyżak o akcji "Różaniec do granic": Autentyczna modlitwa czy katoevent?

Fotorzepa, Waldemar Kompała
Spór o „Różaniec do granic".

O „Różańcu do granic" w ostatnich dniach powiedziano wiele. Sam przed kilkoma dniami zwracałem na tych łamach uwagę na fakt, że inicjatywa ta otrzymała ze strony Episkopatu i rzeszy duchownych większe wsparcie aniżeli odbywajšcy się w tych dniach tydzień modlitw w intencji uchodŸców. Być może mój tekst spowodował, że kilku krytyków „Różańca do granic" wycišgnęło daleko idšce wnioski i uznało, że akcja ta wymierzona jest w uchodŸców. Jeœli tak właœnie się stało, pozostaje ubolewać.

Faktem jest jednak, że w przestrzeni publicznej modlitwę różańcowš powišzano z rzeszš uchodŸców, która w ostatnich miesišcach szturmowała granice Europy. Doskonale znamy stanowisko polskiego rzšdu w odniesieniu do problemu uchodŸczego. Narzucona zaœ Polakom narracja w każdym uciekajšcym przed wojnš każe widzieć muzułmanina. Proste zestawienie rocznicy morskiej bitwy pod Lepatno, gdzie chrzeœcijanie zatrzymali muzułmanów i uchronili Europę przed islamizacjš, z otaczajšcš nas dookoła rzeczywistoœciš podpowiada, że modlitwa jest nie za, ale przeciwko. Niestety, organizatorom tego wydarzenia nie udało się ucišć tego typu narracji. A może za cicho się od niej odcinali?

Nie ukrywam, że podchodzę do tego typu inicjatyw z rezerwš. Nie mój model pobożnoœci. Swoje spotkanie z Bogiem wolę przeżywać w inny, bardziej indywidualny, sposób. Nie zamierzam przy tym odmawiać innym, do których to przemawia, udziału w takich imprezach. Nasz Koœciół jest piękny właœnie ze względu na różnorodnoœć. Ale nie oznacza to, że nie wolno pytać.

Nabożeństwa tego typu sš w istocie czymœ obcym w naszej pobożnoœci. Nie można ich porównywać z mszami podczas papieskich wizyt, złym porównaniem będš także duże uroczystoœci przy innych okazjach. I pewnie dlatego odnoszę wrażenie, że bardzo mocno modlitwa taka zbliża nas do nabożeństw zielonoœwištkowych. Do gigantycznych katoeventów, w których Bóg w istocie znajduje się na dalszym planie. Na pierwszy zaœ wysuwa się całš otoczkę, której najważniejszym elementem będzie jakaœ manifestacja, a także pewnego rodzaju prowokacja.

W polskiej tradycji oprócz paŸdziernika, w którym odprawia się różaniec, mamy jeszcze kilka okazji, by urzšdzić podobne katoeventy. W adwencie zamiast wczesnym rankiem wędrować z lampionami do koœcioła, zróbmy wielkie roraty na miejskich rynkach – wszak i tak za moment postawimy na nich bożonarodzeniowe żłóbki.

Wiosnš w koœciołach, kaplicach, a przede wszystkim przy przydrożnych kapliczkach odprawiane sš nabożeństwa majowe. Zróbmy jedno wielkie przez całš Polskę: od krzyża na Giewoncie aż po Hel. Wszak œw. Jan Paweł II prosił, byœmy go strzegli od Tatr aż po Bałtyk.

Coœ pokombinować można też przy okazji nabożeństwa czerwcowego. Ideologię zawsze da się dorobić. Tylko po co? Co w ten sposób pokażemy? Nasze przywišzanie do wiary, do tradycji ojców? Czy to nasza odpowiedŸ na czarne protesty? Na postępujšcš sekularyzację? Czy to właœnie jest zejœcie z kanapy, o którym podczas Œwiatowych Dni Młodzieży mówił papież Franciszek?

Te pytania można mnożyć w nieskończonoœć. A przecież idzie nie o manifestację, lecz o życie wiarš. Jak mam pogodzić fakt, że jeden z portali prawicowych jednego dnia pełen jest tekstów na temat akcji „Różaniec do granic", zachęca do tego, by wzišć w niej udział. Potem obszernie jš relacjonuje, zamieszcza zdjęcia, oburza się krytykš. Kilka dni póŸniej ten sam portal w informacji o tym, że berlińska komunikacja publiczna zamierza jako kierowców zatrudnić uchodŸców, pisze z pogardš, że „nie będš musieli porywać ciężarówek". Jak zrozumieć to, że człowiek, który jednego dnia œciska publicznie koraliki różańca, jutro publicznie opluje drugiego człowieka? Nie dziwmy się, że mówiš o nas, że jesteœmy hipokrytami. Sami na to pozwalamy.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL