Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rzecz o polityce

Marek Migalski: Unia nie chce już oswajać dzikich plemion

AFP
Nieuchronny marsz ku podziałowi Wspólnoty

Zeszłotygodniowe słowa Angeli Merkel o tym, że choć chce dobrych relacji z Polskš, to jednak nie może „trzymać języka za zębami" i nie reagować na ignorowanie przez nasz kraj zaleceń Komisji Europejskiej w sprawie przestrzegania zasad prawa, œwiadczš o tym, że kanclerz Niemiec zdecydowała o trwałym podziale Unii Europejskiej i zaakceptowaniu Europy kilku prędkoœci. Paradoksalnie, jest to dokładnie to, czego chce Jarosław Kaczyński. Czyżbyœmy zatem byli œwiadkami rozpadu wspólnoty europejskiej takiej, jakš znaliœmy do tej pory?

Deklaracja Merkel padła w dniu, w którym spotkała się ona z przywódcami Francji, Włoch i Hiszpanii. Wszystko wskazuje na to, że postanowiono tam o œciœlejszej integracji krajów strefy euro lub, mówišc bardziej precyzyjnie: państw zainteresowanych przyspieszeniem i zintensyfikowaniem procesów unifikacyjnych wewnštrz UE. Nie chcš one czekać na maruderów, takich jak Polska czy Węgry, i pragnš zacieœnienia współpracy w ramach wspólnego budżetu krajów majšcych walutę euro. Kraje te inaczej patrzš prawie na wszystko, co stanowi o współczesnej agendzie politycznej: zaczynajšc od waluty właœnie i spraw gospodarczych, poprzez stosunek do imigrantów i mniejszoœci, po relacje z USA. Dla przywódców tych państw poglšdy Kaczyńskiego czy Orbána na małżeństwo, prawa mniejszoœci, œwieckoœć państwa, prawa człowieka, wolnoœć mediów sš po prostu kuriozalne. Patrzš na nas jak na dzikich, którzy wcišż lubiš sobie potańczyć w blasku księżyca, zjeœć surowe mięso i wbić na pal przedstawiciela innego plemienia.

Napisałem „na nas", bowiem nie mogło umknšć uwadze zachodnich partnerów, że zapatrywania szefów PiS i Fideszu nie sš czymœ egzotycznym nad Wisłš i Dunajem, lecz majš szerokie poparcie społeczne. Słusznie zatem konstatujš, iż zapatrywania Kaczyńskiego na chorobotwórcze zagrożenie ze strony uchodŸców czy też poglšdy Orbána na kształt rynku medialnego sš podzielane przez większoœć Polaków i Węgrów. Zatem ich rzšdy nie sš tylko chwilowš fanaberiš wyborców, ale mogš na bardzo długo stanowić o kształcie polityk obu państw. Należy zatem wycišgnšć z tego prawidłowe wnioski.

A brzmiš one następujšco: zostawmy tych „dzikich górali", jak pisał Miłosz, samym sobie, niech robiš, co uważajš za stosowne, niech rzšdzš się na swojš modłę. Próbowaliœmy ich oswajać, oswajać dobrodziejstwami cywilizacji, zachęcać do przestrzegania zachodnich wartoœci. Ale nie udało się.

Nie oglšdajmy się

Oni wolš tkwić w okowach swych przesšdów i fobii, które zwš podstawami zdrowej rodziny, narodu i kultury europejskiej. Chcš kultywować swoje zwyczaje, obyczaje i sposoby zarzšdzania wspólnotš. Wyrzucić z Unii ich nie możemy, bo wzajemnie będš się chronić. Zatem zostawmy ich swojemu losowi. Niech zarzšdzajš własnš przestrzeniš politycznš na swoisty dla siebie sposób, a my zajmijmy się sobš. Byle tylko nie chcieli nadal korzystać z naszych pieniędzy i ochrony. Byle tylko nie przeszkadzali nam integrować się wokół tego, co my sami okreœlamy jako wartoœci europejskie, i wokół tego, co uznajemy za dobre dla naszych społeczeństw i gospodarek. WprowadŸmy zatem Unię wielu prędkoœci i nie oglšdajmy się na nich. Niech tkwiš w grey zone (szarej strefie) między nami a Rosjš. Niech kształtujš swój los według własnych wyobrażeń, nawet jeœli sš to XIX-wieczne fanaberie i nacjonalistyczne fobie.

Prawie dokładnie tego samego chce Kaczyński. Prawa do władztwa nad swoim terytorium i ludem, którym włada. Możliwoœci kształtowania ustroju Polski bez ingerencji czynników zewnętrznych. Bezkarnoœci we wprowadzaniu swojej wizji państwa i narodu. Pokonania imposybilizmu, którym to terminem okreœla wszelkie mechanizmy check and balance, charakterystyczne dla liberalnej demokracji. Pełnej suwerennoœci rozumianej jako nieograniczona niezależnoœć od zewnętrznych instytucji, wartoœci, zasad i standardów.

Unia wielu prędkoœci zapewnia mu to. Będzie mógł sobie robić w kraju nad Wisłš co mu się żywnie podoba, w pewnych rozsšdnych oczywiœcie granicach. Nikt go nie będzie zmuszał do przyjmowania euro i uchodŸców, do pluralizmu rynku medialnego czy poszanowania praw mniejszoœci seksualnych, do zachowania niezależnoœci banku centralnego czy Sšdu Najwyższego. Będzie mógł sobie tu dokonywać rewolucji moralnych i historycznych.

Prezes PiS nie uwzględnia tylko jednego: że te jego zamierzenia nie będš już finansowane z kieszeni niemieckich (i innych) podatników. Wydaje się, że Merkel, Macron i reszta zwolenników œciœlejszej integracji porzuciła plany dogadywania się z Warszawš lub, co też ważne, gry na szybkš zmianę politycznš w naszym kraju. Zaakceptowali oni, po dwóch latach prób dogadywania się, przekupywania, obłaskawiania, straszenia, że pogodzš się z tym, iż w Polsce rzšdzš troglodyci. Tyle tylko, że nie będš się już na nich oglšdać, nie będš ich finansować, a już na pewno nie będš im pozwalać na to, by współdecydowali o tym, jak wyglšdać będzie zachodnia Europa za kilka lat. Podział Unii wydaje się nieuchronny, bowiem dotychczasowe próby scalenia wszystkich 28 państw spełzły na niczym.

Odczepiš wagony?

Ów podział nie jest może dobry, ale chyba jest jedynym możliwym rozwišzaniem (przynajmniej do momentu zmiany władzy w Polsce i na Węgrzech). Zrozumiała to kanclerz Niemiec i po wygranych wrzeœniowych wyborach ruszy do realizacji tego planu. Nie chciała tego, ale jako doœwiadczony polityk musi się pogodzić z faktami. Nie jest w stanie ani przekonać (przekupić?) do swoich racji Kaczyńskiego, ani odsunšć go od władzy. Musi zatem zaakceptować to, czego on tak naprawdę chce: podział Europy. Choć nie stanie się to na warunkach, o jakich myœli lider PiS. Tu decydentem będš jednak państwa zachodnie, bo to one majš siłę sprawczš i możliwoœć przeprowadzenia swojej woli w Brukseli.

Odczepiš wagony o nazwie „Polska" czy „Węgry" i ruszš ostro do przodu. Nie będš już ich cišgnęli za sobš, a już na pewno nie będš donosili wystawnych dań do przedziałów restauracyjnych. Jeœli szeryf Kaczyński chce w swoje salonce strzelać do kelnerów, jeœli pozwala swojej „dzikiej bandzie" na wszelakie brewerie w ich wagonie, to jego prawo. Byle tylko nie zdziwił się za bardzo, gdy wyjdzie z salonki z kolejnymi żšdaniami wobec maszynisty i obsługi, że jego wagon stoi na opuszczonej stacyjce. A jedynym towarzyszem zabaw w Wielkie Imperium Lechitów nie będzie nawet Orbán, który swoim sprytem w ostatniej chwili uczepi się zapewne odjeżdżajšcego pocišgu, lecz uzbrojony lokalny bandzior o nieco wschodnim akcencie.

Autor jest politologiem z Uniwersytetu Œlšskiego, byłym eurodeputowanym PiS i PJN

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL