Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rzecz o polityce

Cezary Mech: Plan Balcerowicza zepsuł polskš gospodarkę

Czas realizacji planu Balcerowicza. Na zdjęciu: Jacek Kuroń rozdaje zupę bezrobotnym.
Reporter, Igor Sniecinski
Po co oddawać liberałom ekonomiczne stery kraju?

Z dużym zainteresowaniem odnotowałem rozpoczęcie przez „Rzeczpospolitš" dyskusji na temat implementacji planu Morawieckiego. Zapoczštkował jš artykuł Mariana Piłki. Artykuł mówi o tym, że plan Morawieckiego ma bardzo dobrš diagnozę, z której jednak nie wypływajš działania rekomendowane przez nauki ekonomiczne, lecz kontynuowana jest poprzednia polityka oparta na wspieraniu wpływowych grup interesów, którš często nazywa się planem Balcerowicza.

Ze zdziwieniem zauważyłem jednak, że nie nastšpiło pogłębienie debaty i próby wyjaœnienia paradoksu, dlaczego można nawet bardzo ostro atakować personalnie Leszka Balcerowicza, uznawać jego działania za Ÿródło wszelkiego zła i przyczynę wszystkich wypaczeń gospodarczych, i jednoczeœnie – po zwycięskich wyborach – oddawać stery gospodarcze w ręce liberałów.

Propaganda, a nie tezy

Opublikowano za to polemiczny artykuł Tomasza Dróżdża „PiS i propaganda białoruska", który nie tylko zarysowanej sprzecznoœci nie wyjaœnia, ale wprost stara się jš zaciemnić. Krytykujšc PiS i jego propagandę – sam jš uprawia. Według autora PiS jest złe nie dlatego, że kontynuuje plan Balcerowicza, lecz dlatego, że jego działania nie sš autoryzowane przez jego autora. Na potrzeby tego artykułu Marian Piłka staje się PiS-owcem, gdyż na równi z PiS-em krytykuje szkodliwš działalnoœć Leszka Balcerowicza. W efekcie, zamiast nakierowania debaty na rozwišzania programowe, zmusza się czytelnika do opowiedzenia się za jednš ze stron sporu politycznego.

Dzieje się to, mimo że autor artykułu, krytykujšc cały czas Mariana Piłkę za brak prezentowania merytorycznych argumentów, a nawet brak znajomoœci praw ekonomicznych, w swoich tezach sam stosuje propagandę aksjomatów. Staje się przy tym nietaktowny, podkreœlajšc że Marian Piłka jest historykiem. Nie informuje jednak czytelników, że jest on absolwentem jednego z prestiżowych oœrodków akademickich USA, a więc na poziomie szkolnictwa biznesowego osoby, której autorytetu autor broni.

Główny zarzut stawiany Marianowi Piłce jest zwišzany z okreœleniem polskiej gospodarki po okresie transformacji jako „neokolonialnej". Zarzut powyższy jest dziwny, gdyż tezš autora było, że plan Morawieckiego, gdy chodzi o diagnozę, jest właœciwy i kontynuujšc politykę Balcerowicza, musi w konsekwencji krytykowanš sytuację pogorszyć. Tomasz Dróżdż do opisu sytuacji Polski po terapii szokowej zawartej w planie Morawieckiego się nie odnosi, a oburzajšc się na fakty, nie wiadomo dlaczego się z nimi nie zgadza. Podczas gdy dane zawarte w planie Morawieckiego ukazujšce, że większoœć eksportu przemysłowego Polski pochodzi z organizacji gospodarczych kontrolowanych przez podmioty zagraniczne, jak i faktu, że kapitał zagraniczny jest właœcicielem ponad 2 bln zł aktywów w Polsce, w pełni usprawiedliwiajš nazwanie struktury takiej gospodarki „neokolonialnš".

Stan zależnoœci kapitałowej od zagranicy sprawia, że produkt narodowy brutto jest o 90 mld zł niższy od wytworzonego PKB, a relacja bilansu aktywów zagranicy i krajowych za granicš – w relacji do PKB – dwukrotnie przekracza wskaŸniki bezpieczeństwa ustanowione przez instytucje zagraniczne. Do tych i innych podstawowych informacji zawartych w Planie Morawieckiego należałoby się odnieœć, zanim postawi się jakikolwiek zarzut, nie tylko Marianowi Piłce, ale i wszystkim innym, którzy uznajš polskš gospodarkę po terapii, jakš zastosował Balcerowicz, za będšcš w głębokim kryzysie strukturalnym.

Obrona tej terapii z punktu widzenia wywołania nadmiernych procesów inflacyjnych œwiadczy o słaboœci wykładanych przedmiotów polityki monetarnej, finansów, jak i zarzšdzania aktywami. Gdyby wiedza o tych sferach była na wyższym poziomie, to nie wystšpiłby zarzut „inflacyjny" względem Mariana Piłki, lecz merytoryczna krytyka Balcerowicza, który za te skandaliczne procesy był odpowiedzialny.

Niepotrzebne bankructwa

Poczštkowe niedoszacowanie złotówki musiało skutkować wybuchem nadmiernej inflacji o charakterze podażowym. Która, gdy ówczesny rzšd Balcerowicza arbitralnie zmienił warunki udzielonych kredytów na powišzane z inflacjš, musiała prowadzić do niepotrzebnych bankructw podmiotów gospodarczych, którym nie pozwolono na zrolowanie swoich zobowišzań. Przyspieszyło to procesy prywatyzacyjne, lecz skutkowało zaniżaniem wartoœci sprzedawanych aktywów i to nie z powodu ich nieefektywnoœci, lecz z powodu struktury kapitałowej niedostosowanej do zmienionych warunków kredytowych.

Sztywne ustalenie kursu walutowego w sytuacji panujšcej hiperinflacji i różnicy stóp procentowych w Polsce i zagranicy prowadziło do olbrzymich strat spekulacyjnych względem kapitału zagranicznego. Gdyż spekulanci mogli osišgać kolosalne zyski bez ryzyka, pożyczajšc na niski procent za granicš i lokujšc na wysoki procent w Polsce. Również póŸniejsze stosowanie przez Balcerowicza stóp procentowych i aprecjacji waluty do hamowania inflacji, w sytuacji różnicy cen między Polskš i zagranicš (które w znacznym stopniu na poczštku sam Balcerowicz wywołał), nie tylko osłabiało polski eksport, ale też zachęcało do carry trade'u inwestorów zagranicznych kosztem wartoœci aktywów NBP. Œwiadczy to co najmniej o niekompetencji Balcerowicza, ale również o brakach edukacyjnych polskich uczelni, gdy ten oczywisty zarzut ze strony Mariana Piłki może być bezzasadnie krytykowany.

Krytyka procesu sprowadzania milionów Ukraińców w sytuacji 2,5-milionowej emigracji zarobkowej Polaków, w celu zaniżenia poziomu wynagrodzeń w kraju, œwiadczy nie tylko o słaboœci poziomu polskich kursów makroekonomicznych, ale również mikroekonomicznych. Kwestionowanie faktu, że masowa imigracja musi skutkować zaniżaniem wynagrodzeń, ukazuje, że nawet podstawowe prawo popytu i podaży siły roboczej nie jest dla wszystkich studentów zrozumiałe w ujęciu makroekonomicznym. Nie rozumiejš oni również sposobu, w jaki decyzje inwestycyjne przez przedsiębiorców sš podejmowane. Tego, że w przypadku wzrostu wynagrodzeń decydujš się oni na inwestycje zwiększajšce wydajnoœć pracy. Dokonujš więc przeszkolenia pracowników, sprawiajšc, że w konsekwencji wzrastajš inwestycje, innowacyjnoœć, jakoœć pracy pracowników, konkurencja i co najważniejsze – przyspieszany jest proces konwergencji.

Podsumowujšc, należałoby podkreœlić że podejmowane próby apoteozy Balcerowicza muszš prowadzić do konfliktu z podstawowymi prawami finansów. Polska, która w ostatnim ćwierćwieczu poniosła straty w postaci braku 4 mln dzieci do prostej zastępowalnoœci pokoleń, plus 2,5 mln emigrantów, już po 2030 r. nie będzie się rozwijać, a co dopiero „osišgnšć największy w ostatnich 300 latach sukces" (sic!). Można być w „NATO i UE" i być gospodarkš „peryferyjnš", gdy wynagrodzenia w sšsiednim kraju sš czterokrotnie wyższe. I ma rację Marian Piłka, mówišc o „stagnacyjnym wzroœcie", gdyż kieruje swoje słowa do finansistów, którzy rozumiejš, że oznacza to taki poziom wzrostu, który przy narastajšcym poziomie zobowišzań jest niewystarczajšcy do utrzymania rozwoju w dłuższej perspektywie. Gdyby kierował te słowa do historyków, to powiedziałby, że Polska odnosi pyrrusowe zwycięstwa. Jedynie propagandyœci mogš jednoczeœnie uważać, że brak swobód obywatelskich w kraju postkomunistycznym może sprzyjać wzrostowi gospodarczemu, i bezpodstawnie oskarżać adwersarzy o szerzenie propagandy komunistycznej.

Autor jest doktorem, absolwentem czteroletniego programu doktorskiego IESE, byłym zastępcš szefa Kancelarii Sejmu RP, prezesem UNFE i podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL