Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rzecz o polityce

Jarosław Kuisz: Kaczyński i Wałęsa, czyli fascynacja i nienawiść

Fotorzepa, Beata Kitowska
Zapewne można byłoby już napisać historię III RP przez pryzmat wzajemnego braku uprzejmoœci na linii Wałęsa – Jarosław Kaczyński - pisze publicysta.

W internecie furorę zrobiło opublikowane przez Lecha Wałęsę zdjęcie sprzed lat przedstawiajšce Lecha Kaczyńskiego z Czesławem Kiszczakiem. Generał wycišga dłoń do Kaczyńskiego, jakby serdecznie poklepywał go po ramieniu. Wałęsa rzecz opatrzył jednozdaniowym komentarzem: „Kolesie od kiedy współdziałali przeciw mnie". To swoista odpowiedŸ na wszczęcie postępowania, które od 29 czerwca prowadzi pion œledczy IPN w sprawie rzekomego złożenia fałszywych zeznań dotyczšcych dokumentów TW „Bolek".

Zapewne można byłoby już napisać historię III RP przez pryzmat wzajemnego braku uprzejmoœci na linii Wałęsa – Jarosław Kaczyński. Z trudem przychodzi uwierzyć, że były prezydent oddał w ręce Jarosława Kaczyńskiego własnš kancelarię, zaœ w 1990 roku ten ostatni zgłaszał kandydaturę Wałęsy na prezydenta. Fascynacja przerodziła się w nienawiœć.

Ten spór można traktować jako modelowy. W przededniu rocznicy Porozumień Sierpniowych, którš w 2005 roku – podkreœlmy – zgodnie ustanowiono œwiętem państwowym, trwa obrzucanie się błotem.

Janusz Œniadek, działacz zwišzkowy od 1981 roku, w telewizji beszta Wałęsę i Władysława Frasyniuka, którzy po upadku komunizmu „nie zdali egzaminu z solidarnoœci". Ten ostatni z kolei odpowiada, że dzisiejszy NSZZ Solidarnoœć to „agencja ochroniarska rzšdu".

Za aktorami wydarzeń z przeszłoœci dziœ w politycznym sporze ochoczo podšżajš zaœ komentatorzy œredniego pokolenia. Z grubsza rzecz bioršc, albo „Wałęsa był totalnie umoczony" (Michał Karnowski), albo „wielkiego znaczenia historycznego Wałęsy nic nie wymaże" (Tomasz Lis). Ostatnim ogniwem debaty sš inwektywy obywateli swobodnie publikowane w sieci, wœród których „Targowica" należy do bardziej wyszukanych.

Mit pierwszej Solidarnoœci zawsze niósł w sobie ambiwalencję. Oto piękne wydarzenia, takie jak pokojowe rozwišzanie konfliktu, podpisanie porozumień pomiędzy strajkujšcymi a przedstawicielami komunistycznego rzšdu, miliony osób w zwišzku zawodowym czy 16 miesięcy niezwykłego eksperymentu ustrojowego, możliwe były tylko w sytuacji odczuwanego fizycznie zagrożenia interwencjš ze strony ZSRR.

„Wejdš, nie wejdš" – zastanawiano się œmiertelnie serio. W tej sytuacji dokonywało się „samoograniczanie rewolucji", jak to nazwała Jadwiga Staniszkis.

Z czasów niewoli czy braku pełnej suwerennoœci częœć dysydentów przeniosła myœlenie w kategoriach „wszystko – nic", „my – oni". W tej wersji bezkompromisowoœć to ukoronowanie myœlenia politycznego, gwarancja czystoœci moralnej. Niewiele ma to wspólnego z codziennoœciš okresu 1980–1981, gdy w sytuacji rzeczywistego niebezpieczeństwa dzisiejsi radykałowie potrafili zacisnšć zęby dla dobra wspólnoty. Wiele wspólnego zaœ ma z degeneracjš dysydenckiego etosu.

PiS prezentuje podstawy swojego programu jako lepszš moralnie wersję 1989 roku. Skoro III RP została powołana do życia przez „złych ludzi", jak Wałęsa, niezbędna jest radykalna powtórka z historii.

Poza tym manichejska wizja polityki niemal całkowicie przesłania myœlenie w kategoriach wychowania republikańskiego czy zwykłego dawania dobrego przykładu następnym pokoleniom. „Kto nie z nami, ten przeciwko nam" przechodzi zatem na inne pokolenia.

Czarno-biała wizja polityki, od czasu, gdy SLD wypadło z gry, raczej służy tylko bratobójczym porachunkom. Aktorzy wydarzeń obsesyjnie wpatrzeni sš w przeszłoœć utkanš z doœwiadczeń z lat 80. i 90. Komu należy się pomnik, tablica czy odznaczenie – i odwrotnie, od kogo odznaczenia nie przyjmiemy.

Niepodobna przy tym dojœć, czy ważniejsze w dzisiejszych sporach pomiędzy zwolennikami III i IV RP sš banalne urazy osobiste czy poważne kwestie ideowe. Gdy spojrzymy na biografie bohaterów, rodzi się podejrzenie, że te ostatnie dodawano ex post. PiS arbitralnie wybacza komunistyczne uwikłania z przeszłoœci, o czym œwiadczy choćby niesławny kazus Stanisława Piotrowicza. Wychodzi na to, że byłemu prokuratorowi PRL można wybaczyć więcej niż osobom, z którymi w antykomunistycznej opozycji było się na „ty".

W sytuacji utrzymujšcych się sporów młodzi Polacy, urodzeni i wychowani w suwerennym kraju, mogš mieć trudnoœć ze zrozumieniem urody Sierpnia '80. Gdy przed laty pisałem ksišżkę o pierwszej Solidarnoœci, musiałem zapomnieć o tym, co wyprawiajš aktorzy tamtych wydarzeń w XXI wieku. Młodym Polakom jutro, 31 sierpnia, radziłbym zrobić to samo.

Autor jest publicystš „Kultury Liberalnej", wykładowcš WPiA UW, współkierownikiem projektu polskiego w St. Antony's College, University of Oxford.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL