Rzecz o polityce

Marek Migalski: Rewolucja obskurantyzmu

W Sejmie odwołano niedawno konferencję ruchu antyszczepionkowego.
EAST NEWS
Oszuści naukowi i polityczni wspierają się, napędzając sobie wzajemnie klientelę.

Po ostatniej nawałnicy, która zebrała krwawe żniwo, polski internet zalała fala komentarzy sugerujących, iż zrządzeniem boskim przetrwały kapliczki, choć wokół połamane były wszystkie drzewa. Autorzy tych wpisów sugerowali, że nie może to być przypadek i że stało się tak za sprawą Opatrzności: kto bowiem czcił Boga i oddawał mu należny hołd, ten mógł być spokojny o swój los.

Nie byłoby być może wielkim problemem, gdyby zwolennicy tej „teorii" pochodzili z głębokich otchłani internetu. Ale znaleźli się wśród nich także politycy partii rządzącej oraz czołowi publicyści mediów publicznych. Bezwstyd prezentowania takich poglądów, wedle których dobry Bóg zabił dwie nastoletnie harcerki, ale ocalił kapliczki stawiane na swoją cześć, musiał porażać. Także katolików, którzy tego typu „przemyślenia" mogli uważać za parodię tego, w co sami wierzą.

Kreacjonizm i ewolucja

Skąd więc wzięła się ta bezczelność w wypowiadaniu stwierdzeń jawnie głupich i obrzydliwych? Z rewolucji obskurantyzmu, z którą mamy do czynienia na całym świecie. Bo ten proces dotyka nas także dlatego, że jest doświadczeniem całego globu. Prezydent USA nie wierzy przecież w globalne ocieplenie, schlebia kreacjonistom, którzy uważają, że Bóg stworzył świat około 6 tysięcy lat temu, kokietuje najbardziej skrajne i wulgarne środowiska polityczne i ideowe. W wielu stanach USA kreacjonizm nauczany jest na równych prawach z teorią ewolucji: dzieci muszą potem same wybrać, czy prawda o pochodzeniu człowieka znajduje się w książkach Darwina, prymatologów i neurobiologów, czy też w Starym Testamencie. W Turcji właśnie powstał pomysł, by... zakazać nauczania ewolucji, stojącej w sprzeczności z tym, w co wierzy Erdogan i religijni przywódcy duchowi tego kraju.

Rewolucja obskurantyzmu objęła także nasz kraj. Coraz więcej w obiegu publicznym stwierdzeń już nie tyle motywowanych względami religijnymi, co jawnym prostactwem. Kilka dni temu TV Republika anonsowała 300-lecie koronacji obrazu NMP krzykliwym tytułem o „Maryji, która najbardziej ze wszystkich ukochała naszą Ojczyznę". W Sejmie w ostatnim momencie odwołano konferencję „antyszczepionkowców", a i to tylko dlatego, że okazało się, iż ma ona charakter komercyjny. Ale wcześniej władzom polskiego parlamentu nie przeszkadzało, iż będą gościć u siebie jawnych kłamców, którzy negują ustalenia światowej nauki.

Nauka nie zna odpowiedzi na wszystkie pytania, ale akurat na to, dlaczego wieje wiatr, jaki jest rozwój gatunkowy człowieka oraz czy działanie szczepionek szkodzi czy pomaga, znalazła już satysfakcjonujące eksplanacje. Dlaczego zatem wraz ze wzrostem wiedzy i postępami w nauce rośnie liczba tych, którzy w nie nie wierzą i wolą „fakty" oraz „teorie" alternatywne? Dlaczego mamy do czynienia z rewolucją obskurantyzmu akurat teraz? Skąd bierze się to zapotrzebowanie na wytłumaczenia głupie i prostackie?

Najlepszym chyba wytłumaczeniem jest rozwój nowoczesnych mediów, szczególnie internetu. Przed ich nastaniem kontrolę nad głównymi treściami sprawowały elity. Jeśli ktoś był wyznawcą istnienia Imperium Lechitów, które rzekomo skutecznie konkurowało ze starożytnym Rzymem, to dwie dekady temu mógł swoje rewelacje głosić na imieninach u cioci Marysi oraz opublikować w wydanej własnym sumptem broszurze o nakładzie 200 egzemplarzy. Ówczesne elity, sprawujące kontrolę nad nauką i mediami, takiego oszołoma nigdy nie wypuściłyby na szersze wody i nie dały mu możliwości prezentacji swojej „teorii". Dziś taki „naukowiec" może założyć profesjonalnie wyglądającą stronę WWW, za darmo może stworzyć konto na portalach społecznościowych i dalejże obwieszczać urbi et orbi swoje mądrości. Znajdując, co oczywista, zwolenników i propagatorów własnych „odkryć". Portale kreacjonistów, wierzących, że żyliśmy wraz ze smokami, że świat powstał tchnieniem Boga 6 tysięcy lat temu, a pochowane w skałach dowody na ewolucję zostały tam umieszczone przez Stwórcę, by nas robić w konia, są tak samo, a może nawet lepiej, zaprojektowane jak strona internetowa londyńskiego Muzeum Historii Naturalnej. Co więcej, fanatycy kreacjonizmu bardziej się poświęcają szerzeniu swojej „teorii", niż etatowi pracownicy uniwersytetów i instytutów badawczych: ci pierwsi nie mają nic innego do roboty, poza wykrzykiwaniem na cały świat ukrywanej od lat przez masonów „prawdy", podczas gdy ci drudzy muszą prowadzić pracochłonne badania i analizy.

Zdemokratyzowanie mediów, rewolucja internetowa, upoziomienie przekazu zdecydowanie pomogły obskurantystom. Dziś stają prawie na równych prawach z prawdziwymi naukowcami i prawdziwymi badaniami. Zalew informacji pozwala zawsze na taką manipulację, by „teorie" obskurantystów wyglądały na pierwszy rzut oka na prawdziwe i przekonujące (zwłaszcza dla mniej wprawnych widzów i słuchaczy). Można zatem spokojnie głosić dowolne prawdy, posługując się w tym celu zmanipulowanymi danymi i statystykami. Dla zagonionego odbiorcy mogą się one wydać bardziej wiarygodne niż sążniste i skomplikowane czasami analizy prawdziwych naukowców.

Zagubienie w świecie

Ale prócz rewolucji medialnej, która poprzedziła i niejako umożliwiła rewolucję obskurantyzmu, bardzo ważnym czynnikiem czyniącym potop prostactwa i głupoty możliwym, było komplikowanie się otaczającego nas świata. Przyśpieszenie postępu technicznego, zalew nowych informacji, urządzeń, wynalazków, wpycha współczesnego człowieka w dyskomfort poznawczy i czyni podatnym na ofertę różnego rodzaju hochsztaplerów i oszustów. Dostarczają oni prostych odpowiedzi na coraz bardziej komplikujące się pytania. Przeprowadzają łatwą ścieżką przez coraz bardziej niezrozumiały świat. Stąd ich popularność i przydatność. Ktoś, kto ma dziś w Polsce 60 lat, wyrastał z świecie nie tylko bez internetu, lotów kosmicznych, telefonów komórkowych, masowych imigracji, powszechnego przemieszczania się samolotami, ale także bez telewizji czy ogólnodostępnych pociągów czy samochodów, nie wspominając o przeszczepach serca, tomografii komputerowej czy zapłodnieniu in vitro i badaniu DNA. Ktoś taki musi czuć się zagubiony w coraz bardziej niezrozumiałym dla niego świecie. Jest więc idealnym obiektem zainteresowania oszustów naukowych i politycznych.

Bo te dwa typu hochsztaplerów idą ze sobą w parze. Ci pierwsi dostarczają ludziom tłumaczącej świat „wiedzy", a ci drudzy zapewniają wyborcom odpowiednie „rozwiązania" ich problemów. Jeśli wiatrami rządzą bóstwa, to najlepszą metodą uchronienia się przed nimi jest modlitwa. Jeśli świat powstał tak, jak to opisuje Stary Testament, to sugerowanym sposobem ocalenia siebie i ludzkości, jest postępowanie zgodne z tym, co nakazuje Nowy Testament. Jeśli szczepionki to wymysł elit mający na celu manipulację masami, to należy ich unikać, a głosować na ludzi, którzy odkryli tę „prawdę". Mechanizm jest prosty i wzajemnie się wzmacniający: obskuranci „naukowi" będą wspierać obskurantów politycznych, i vice versa. Jedynym sposobem na rozbicie tego symbiotycznego układu jest współpraca uczciwych naukowców z uczciwymi politykami. Przy współudziale uczciwych mediów. Zbyt piękne chyba jednak, by się udało. Dlatego rewolucja obskurantyzmu będzie trwać.

Autor jest doktorem politologii na Uniwersytecie Śląskim

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL