Rzecz o polityce

Talaga: Jutrzenka na rosyjskim niebie?

Prezydent Rosji Władimir Putin
AFP
Mamy do wyboru albo silny blok antyunijny kosztem koncesji na rzecz Moskwy, albo pogodzenie się z państwami prounijnymi w zamian za utrzymanie twardego kursu wobec Kremla - pisze Andrzej Talaga.

Zagęszcza się zła atmosfera w relacjach Unii ze Stanami Zjednoczonymi, co było widać wyraźnie w wymianie uprzejmości pomiędzy prezydentem Trumpem a kanclerz Merkel przed szczytem NATO. Jakby tego było mało, w Europie słabnie ostrożność wobec poczynań Kremla, przewodnictwo UE sprawuje od początku lipca Austria, najbardziej obok Węgier prorosyjski kraj UE. Polska dyplomacja stoi w narożniku. Wszystkie państwa sceptyczne wobec omnipotencji instytucji unijnych mają prorosyjskie stanowisko. Nasz rząd potrzebuje ich w sporach z UE, ale są jednocześnie koniami trojańskimi w naszych relacjach z Moskwą.

Z punktu widzenia władzy nie istnieje dobre rozwiązanie tego paradoksu. Mamy do wyboru albo silny blok antyunijny kosztem koncesji na rzecz Moskwy, albo pogodzenie się z państwami prounijnymi w zamian za utrzymanie twardego kursu wobec Kremla. Z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa wybór jest oczywisty – to drugie, jednak polityka wewnętrzna każe stawiać na eurosceptyków. W efekcie wkrótce możemy obudzić się w rzeczywistości kształtowanej bardziej przez Putina niż przez nas.

Jest wielu chętnych na reset z Moskwą: Włochy, Austria, Słowenia, Czechy, Węgry, bawarska CDU. Wszystko to potencjalni sojusznicy PiS, a jednocześnie wrogowie naszej koncepcji strategicznej mobilizowania Zachodu w celu powstrzymania Moskwy. Krew ponad stu obywateli UE zabitych w rosyjskim ataku na malezyjski samolot najwyraźniej wyschła już na tyle, by o niej zapomnieć.

W tej prorosyjskości nie chodzi nawet o wielkie interesy. Kiedy bowiem spojrzymy na statystyki, okazuje się, że Rosji próżno szukać w pierwszej dziesiątce partnerów handlowych Węgier czy Niemiec, w przypadku Austrii nie ma jej nawet w pierwszej piętnastce. Wszystkie państwa wzywające do normalizacji stosunków z Rosją świetnie sobie radzą w warunkach gospodarczego bojkotu Moskwy. Reset nie jest im bynajmniej potrzebny do rozwoju.

Atencja do Kremla to raczej uczucie podziwu dla kogoś, kto stawia się liberalnym mocom tego świata. Współrządząca Austrią Partia Wolnościowa oraz współrządząca Włochami Liga posunęły się w tej admiracji aż do podpisania porozumień o współpracy z Jedyną Rosją Putina i stały się jej stronnictwami siostrzanymi.

Potencjalni i aktualni sojusznicy Polski w UE wysługują się Kremlowi, barierą dla niego są zaś nasi antagoniści. Obecnie w Unii najsilniejszym ośrodkiem antyputinowskim jest Francja Macrona, który jednocześnie prze do ściślejszej integracji UE. Paryż byłby np. w stanie wesprzeć zablokowanie Nord Stream 2, gdyby mu się to politycznie opłacało. Dziwnym trafem pomimo wysiłków Polski nie może zakończyć się procedura nowelizacji dyrektywy gazowej, która blokowałaby ten gazociąg. Wystarczyłby zdecydowany głos Paryża, by tak się stało, ale się nie stanie, ponieważ jesteśmy z nim skłóceni.

Kto w Unii stoi wciąż na twardym stanowisku wobec Rosji, nie licząc Wielkiej Brytanii, która opuszcza Wspólnotę? Dania, Szwecja, może Holandia, państwa bałtyckie, Rumunia, Francja (przynajmniej na razie). Za jego zmiękczeniem z różnych powodów optują: Włochy, Austria, Węgry, Czechy, Słowacja, Słowenia, Cypr, Grecja. Reszta jest pragmatyczna, może opowiedzieć się za jedną lub drugą stroną w zależności od okoliczności i potrzeb, przy czym nie sposób nie zauważyć, że ewentualna zgoda na reset relacji UE z Moskwą ma dramatycznie rosnącą liczbę zwolenników.

Wprawdzie kanclerz Austrii Kurz ogłosił, że nie wprowadzi na agendę unijną zniesienia sankcji, ale młyny urabiające polityków, by tak się stało, mielą coraz skuteczniej. To zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski, a my tymczasem stoimy w rozkroku, bez pomysłu, jak naprawić relacje z jednym z dwóch filarów naszego bezpieczeństwa – UE. To jej Putin nienawidzi najbardziej, ponieważ zwarty, solidarny blok europejski jest siłą, z którą w przeszłości przegrywał. Wygrywać może tylko z podzieloną i skłóconą Europą.

Autor jest dyrektorem ds. strategii Warsaw Enterprise Institute. Artykuł oddaje jego prywatne poglądy.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL