Rzecz o polityce

Potrzebny jest odważny głos Kościoła

Para prezydencka – Agata Kornhauser-Duda i Andrzej Duda witana przez biuskupa seniora diecezji łowickiej Józefa Zawitkowskiego przed dożynkami w Spale, 2017 r.
PAP/ Marcin Obara
Politycy nie potrafią sami naprawić instytucji i relacji między sobą.

Wraz z kolejnymi odsłonami naszego ostrego konfliktu politycznego formułowane bywa oczekiwanie na tonujący, a jeszcze lepiej mediujący, głos publicznego autorytetu, jakim dla wielu z nas jest Kościół. Jak dotąd odpowiedzią Kościoła była powściągliwość i ostrożność. Owszem, hierarchowie – bardzo zresztą słusznie – zabierali głos w sprawie wrażliwości na problem uchodźców, chrześcijańskiego kształtu patriotyzmu czy ochrony życia. Na ogół jednak in gremio powstrzymywali się od komentowania spraw z bieżącej publicznej agendy. Postawa taka – jak zwracał uwagę także piszący te słowa – miała swoje mocne racje i uzasadnienia. Główną misją Kościoła jest bowiem przede wszystkim głoszenie Ewangelii po wszystkich stronach wszystkich politycznych barykad, a każda jego wypowiedź dotykająca codziennej polityki łatwo może być zinstrumentalizowana.

Powtarzając te ważne racje, trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że doszliśmy oto do miejsca, w którym odważny głos Kościoła w sprawie publicznego „tu i teraz" jest potrzebny i może okazać się pożyteczny.

Dobro wspólne, a nie polityka

Mówiąc to, zauważyć wypada, że poważny kryzys wokół Sądu Najwyższego, jakiego jesteśmy właśnie świadkami, i szerzej – nasz niepokój o praworządność, przestrzeganie konstytucji czy trójpodział władzy, nie dotyczą samej tylko polityki w znaczeniu rywalizacji o władzę, ale są poważnym symptomem głębszego kryzysu porządku publicznego i dobra wspólnego.

Mówią o tym zatroskani prawnicy, niepokój wyrażają zwykli obywatele, zwracają na to uwagę światowe media. Co więcej, zaniepokojenie w tej sprawie wyrażają nie tylko zdeklarowani krytycy obecnego obozu władzy. Warto tu przypomnieć słowa senatora z klubu senackiego PiS, do niedawna wiceministra nauki prof. Aleksandra Bobki. W wywiadzie dla Wirtualnej Polski mówił on m.in.: „Niewątpliwie istnieje poważny spór prawny. Sytuacja jest bardzo niedobra. Mamy do czynienia ze stanem anarchizacji życia publicznego – praworządność w Polsce jest na zakręcie, ponieważ najważniejsze instytucje w państwie, takie jak parlament, Sąd Najwyższy i Trybunał Konstytucyjny, nie uznają wzajemnie swojej legalności. Mamy do czynienia ze zgorszeniem".

Wyraźne światło na sytuację, w jakiej się znaleźliśmy, rzuca także nauczanie społeczne samego Kościoła. Ponieważ żadna ludzka władza, także władza ludzi o najlepszych intencjach, nie może być doskonała, każda – naucza Kościół – wymaga instytucjonalnych uregulowań i ograniczeń. Jak zatem słusznie przypomniała ostatnio Katolicka Agencja Informacyjna, w czasach nowożytnych o potrzebie podziału władzy i prawnej jej regulacji mówił i papież Leon XIII w pamiętnej encyklice „Rerum novarum" z roku 1891 i św. Jan Paweł II w niezwykle ważnej dla współczesnej demokracji encyklice „Centesimus Annus" z roku 1991. A do listy tej dodać można jeszcze „Konstytucję o Kościele w świecie współczesnym – Gaudium et spes" Soboru Watykańskiego II z roku 1965.

Wierzący, obywatele, politycy

Mówiąc krótko, wraz z pogłębiającym się niepokojem o stan państwa prawa potrzebne i uzasadnione wydaje się dziś jasne odniesienie się do tej sytuacji Kościoła. Nie chodzi tu o mediację, bo większość aktorów tego dramatu nie jest dziś chyba na nią gotowa. Idzie raczej o klarowny głos na temat dobra wspólnego w demokratycznym państwie prawa. Głos przypominający także wspólną odpowiedzialność za to państwo, i polityków, i nas wszystkich jego, wierzących i niewierzących, obywateli.

W sytuacji chaosu interpretacyjnego i konkurujących ze sobą sprzecznych politycznych narracji jako wierni mamy bowiem prawo usłyszeć i przypomnieć sobie także chrześcijański sposób myślenia o państwie i polityce jako dobru wspólnym. Nie po to, byśmy byli w ten sposób za czymkolwiek agitowani, ale po to, byśmy swój ogląd sytuacji i swoje obywatelskie sumienie kształtować mogli właśnie jako chrześcijanie, a nie tylko jako zwolennicy tej albo innej partii, czy też odbiorcy tych lub innych mediów.

Wszyscy, jako wierzący i niewierzący obywatele, potrzebujemy też w tej napiętej sytuacji spojrzenia i mądrości instytucji długiego trwania. Instytucji, która dzięki swym doświadczeniom i znajomości ludzkiej oraz społecznej natury pomoże – przynajmniej części z nas – w tym trudnym „tu i teraz" oddzielić polityczne teatrum od tego, co rzeczywiście ważne, głębokie i potencjalnie niebezpieczne dla trwania politycznej wspólnoty.

Politycy niesieni – co naturalne – swymi emocjami i ambicjami, zwłaszcza w takich kluczowych momentach, powinni wiedzieć i dowiedzieć się ponownie, że ich trudna polityczna służba i specyficzna polityczna rozgrywka jest życzliwie, ale także z uwagą i troską obserwowana. Nie tylko przez obywateli, ale także przez wielkie społeczne autorytety. Szczególnego wsparcia potrzebują dziś zwłaszcza ci, którzy po różnych stronach różnych barykad próbują bronić państwa przed pogłębiającym się konfliktem i chaosem.

Nastawać w porę i nie w porę

Wielu powtarza, że nasz wspólny palący problem rozwiązać możemy tylko sami, tu nad Wisłą. Jeśli jednak ten gordyjski węzeł ma być rzeczywiście rozwiązany, a nie przecięty siłą wraz z wieloma łączącymi nas jeszcze społecznymi więzami, to tego trudnego zadania nie można chyba zostawić samym tylko politykom.

Głos, o którym mówimy, wiąże się oczywiście z pewnym ryzykiem. Może być on politycznie instrumentalizowany, a jego intencje zrazu mogą nie być zrozumiane, zwłaszcza przez tych, którzy stawiają znak równości między Dobrą Nowiną a dobrą zmianą. Ale misją Kościoła, który patrzy poza horyzont doraźnej polityki, jest nastawanie w porę i nie w porę, także z życzliwym przypomnieniem chrześcijańskich zasad życia społecznego. I tym, którzy od Kościoła sytuują się dziś daleko, i tym, którzy czują się z nim blisko związani.

Publiczne zaś głoszenie i przypominanie takich zasad w czasie, gdy u władzy są politycy utożsamiający się z Kościołem, daje nadzieję, że wołanie takie będzie słuchane także wtedy, gdy sytuacja ta może się zmienić.

Autor jest dr hab. w Instytucie Politologii UKSW

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL