Rzecz o polityce

Talaga: Koncert egoistycznych interesów

AdobeStock
Na naszych oczach przygasa miły świat wspólnot międzynarodowych i solidarności Zachodu.

Nad Unią Europejską znowu zbierają się ciemne chmury. W polityce międzynarodowej wraca moda na grę interesów suwerennych państw. Sprzyja ona silnym oraz sprytnym. Polska nie zalicza się do pierwszej kategorii, ale w drugiej może odnosić sukcesy, byle umiała grać, kierując się wyłącznie racją stanu, a nie wyobrażeniami, uprzedzeniami i potrzebami polityki wewnętrznej.

Świat atlantycki nie wrócił wprawdzie do zasad ukształtowanych w XVII w. przez traktaty westfalskie, które dały państwom całkowitą suwerenność w polityce wewnętrznej i zagranicznej, ale zmierza w tym kierunku. Twory te paktowały ze sobą, walczyły, budowały celowe koalicje, ale ani myślały o stworzeniu międzynarodowych instytucji.

Europa mocno spękana

Rzeczywistość „westfalska" funkcjonuje dziś z powodzeniem w Azji, w Europie jednak było i wciąż jest inaczej. NATO, UE i w mniejszym stopniu inne organizacje – OBWE, Rada Europy, ONZ, Rada Nordycka itd. stworzyły interes wspólny, wypadkową interesów narodowych.

Okazało się jednak, że ma się on świetnie w dwóch sytuacjach: po pierwsze, kiedy spaja go zagrożenie zewnętrzne, jak w czasach zimnej wojny. Po drugie, kiedy trwa prosperity gospodarcze i społeczne. Obecnie nie ma ani jednego, ani drugiego.

Zagrożenie rosyjskie jest odczuwalne w Polsce oraz państwach bałtyckich, ale reszta Europy już go nie widzi, nie pełni więc ono funkcji spajającej. Trwa wprawdzie dobra passa europejskiej gospodarki, ale pokój społeczny został zdruzgotany przez ruchy migracyjne, terroryzm, nawrót nacjonalizmu. Unia Europejska nie jest już wspólnym projektem, tylko narzędziem lewarującym politykę narodową najsilniejszych państw członkowskich.

Unię Europejską czeka w najbliższych latach wielka zmiana, bowiem obecny model się wyczerpał. Z Unii wychodzi Wielka Brytania, a nowy włoski rząd kwestionuje zasady funkcjonowania wspólnej waluty i zamierza dalej zadłużać i tak już potężnie zadłużone państwo (120 proc. PKB), poniekąd na koszt bardziej zdyscyplinowanych krajów członkowskich.

Chodzi tu o dwie z czterech największych gospodarek europejskich. Polska i jej praworządność, Węgry Orbana czy nacjonaliści współrządzący Austrią to przy tym ledwie czkawka.

Trudna sztuka manewru

Polska dyplomacja znalazła się w trudnym położeniu. W Unii, ani na szerzej rozumianym Zachodzie, nie ma dziś ani jednego państwa, ani jednej instytucji, które mogłoby być we wszystkich kwestiach naszym sojusznikiem. Sytuacja zaczyna przypominać westfalską Europę, gdzie także nikt nie mógł na nikogo trwale liczyć. Wtedy znakomicie radziły sobie dyplomacje brytyjska, francuska, pruska, nie najgorzej rosyjska i austriacka, polska niestety bardzo źle. Oby i tym razem nie było podobnie.

Wielka Brytania dzieli z nami pogląd na Rosję i integrację europejską, ale wychodzi z UE. Z Węgrami łączy nas sceptycyzm wobec instytucji europejskich, ale fundamentalnie dzieli stosunek do Moskwy. Niemcy to główny odbiorca polskiego eksportu, lecz spieramy się o bezpieczeństwo energetyczne. Ze Stanami Zjednoczonymi stoimy jednym frontem w sprawach bezpieczeństwa, ale ich polityka handlowa wobec Unii godzi w polskie interesy, podobnie jak wspieranie Izraela w sporze z Polską. Przykłady można mnożyć.

Państwa kierują się własnymi celami, które mogą być niekiedy zbieżne z polskimi, a niekiedy rozbieżne. Wracamy do koncertu egoistycznych interesów, a to subtelna sztuka, w której nie ma ani stałych przyjaciół, ani wrogów, nie ma emocji, przyjaźni, obrażania się czy naiwnego zawierzania innym. Jest dobieranie sobie sojuszników do realizacji konkretnych celów lub ochrony przed konkretnym zagrożeniem.

Zapewne większość z nas nie chce żyć w takim świecie, ale on nadchodzi. To geopolityczna plansza, na której Polska odniesie sukces lub przegra. Nie jesteśmy skazani ani na jedno, ani na drugie, zdecydują talenty naszych polityków, baczmy więc, komu powierzamy tę subtelną grę o wszystko.

Autor jest dyrektorem ds. strategii Warsaw Enterprise Institute. Artykuł oddaje jego prywatne poglądy.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL