Rzecz o polityce

Marek Migalski: Rządzący zdradzają własne państwo

Protest rodziców i opiekunów osób niepełnosprawnych w Sejmie
Reporter, Grzegorz Banaszak
Protest w Sejmie anarchizuje życie publiczne

Kryzys spowodowany okupacją części korytarzy sejmowych przez rodziców osób niepełnosprawnych pokazuje, jak bardzo niesprawne i słabe jest nasze państwo. Jak niszczone są jego zasady i łamane reguły. Wreszcie jak bardzo do anarchizacji polskiego życia publicznego przyczyniają się nie tylko obywatele, ale także politycy opozycji oraz, co najgorsze i najbardziej bulwersujące, władze Rzeczypospolitej Polskiej.

Nie sposób nie współczuć matkom i ojcom wychowującym dzieci niepełnosprawne. Ich codzienny trud, borykanie się z chorobą swych podopiecznych, kłopoty finansowe są trudne do zrozumienia dla tych, którzy nie znaleźli się w ich sytuacji. Należy im się cześć i honor, a także wsparcie duchowe oraz materialne każdego z nas, w szczególności zaś instytucji państwa polskiego. Ich postulaty są słuszne i godne poparcia, a żądania nie nazbyt wygórowane.

Zła okupacja

Lecz sposób, w jaki się ich domagają, jest nieakceptowalny, bo okupacja części korytarzy sejmowych wykracza poza dopuszczalne formy walki o swoje, słuszne skądinąd, prawa. Po prostu, budynki parlamentarne nie są miejscami przeznaczonymi do przeprowadzania tego typu akcji, zwłaszcza jeśli ta okupacja kontynuowana jest przez wiele dni. Rodzice osób niepełnosprawnych mają całkowitą rację, domagając się dla siebie i dla swych podopiecznych zwiększenia świadczeń, lecz ich obecny protest jest łamaniem prawa i naruszaniem umowy między obywatelami a państwem dotyczącej tego, w jaki sposób nawet najbardziej należne postulaty społeczne winne być negocjowane.

Raz jeszcze, podkreślając zasadność i słuszność żądań protestujących obecnie w Sejmie osób, należy stwierdzić, że dochodząc swych praw łamią prawo i anarchizują życie społeczne. Żądając natychmiastowej realizacji postulatów poprzez okupację korytarzy sejmowych, przyczyniają się do zaniżania i tak niewysokich standardów naszego życia publicznego. Wiem, że to nie ich problem, i wiem, że mają ku temu poważne powody, ale fakt ten należy odnotować.

Ich zachowanie i przedkładanie ponad budowę standardów demokratycznych swych własnych, dramatycznych sytuacji życiowych jest zrozumiałe, naturalne i wybaczalne. Nikt z nas, osób, które nie znalazły się na ich miejscu, nie ma tak naprawdę prawa do ich oceny. Czym innym jednak jest zachowanie posłów opozycji, którzy wprowadzili ich do Sejmu, a teraz medialnie i politycznie wspierają protest. Ich już można, a nawet należy, rozliczać z tego, czy przyczyniają się do budowania siły państwa czy też do jego demontażu. I nie ma żadnych wątpliwości, że posłowie ci anarchizują polskie życie publiczne. Świadomie wspierają protest na korytarzu parlamentarnym, wiedząc doskonale, jak wielkim jest on problem dla władzy i jak fatalnie wyglądałoby w mediach usuwanie osób tak koczujących.

Gdyby marszałek Sejmu zdecydował się na siłowe pozbycie się z budynku rodziców oraz ich podopiecznych, podpisałby na siebie polityczny wyrok śmierci. Dlatego na razie nikt się na to nie decyduje i protestujący nadal okupują miejsce w hallu głównym polskiego parlamentu. To pokazuje słabość państwa i bezsilność polityków, nawet tak wysoko umocowanych, jak druga osoba w państwie, czyli marszałek Sejmu. Pokazuje także makiawelizm opozycji, która nie wahała się wspierać tego typu wydarzenie i grać nim przeciw rządowi.

Arkadiusz Mularczyk przed czterema laty i Joanna Scheuring-Wielgus obecnie z pewnością wykazali się wielką empatią wobec niepełnosprawnych i współczuciem dla ich potrzeb, ale jednocześnie świadomie i z premedytacją niszczą porządek państwa i obniżają jego znaczenie, przyczyniając się do anarchizacji naszej polityki.

Jeśli bowiem uznać, że mają rację i że poszkodowani przez los mogą okupować korytarze sejmowe w walce o swoje słuszne prawa, to musielibyśmy się zgodzić, że jutro jakaś inna posłanka lub inny poseł wprowadzą na nie kolejne grupy społeczne mające co najmniej takie same problemy i takie samo prawo do szukania pomocy w ich rozwiązaniu, jak obecni teraz w Sejmie. Czy naprawdę chcemy, by każdego dnia w parlamencie rozkładały się kilkunasto- lub kilkudziesięcioosobowe grupy chorych na białaczkę, raka, serce, stwardnienie rozsianie, schizofrenię? Jeśli swoje postulaty mogą w formie okupacji prezentować jedni, to dlaczego odmawiać tego innym?

To nie kpina z chorych. To krytyka tych posłów, którzy kpinę robią sobie z prawa i obyczajów publicznych i którzy swoimi działaniami przyczyniają się do psucia systemu politycznego i standardów państwa prawa.

Psucie reguł i zasad

Ale największą winę ponoszą rządzący. Większą niż posłowie opozycji, którzy wpuścili protestujących do Sejmu, i na pewno większą niż sami chorzy i ich opiekunowie. Bo co to mówi o państwie, jeśli jego głowa przyjeżdża na taką nielegalną okupację, wspiera ją, po czym wychodząc, mówi, że sprawa będzie załatwiona po ich myśli? Przecież to psucie reguł i zasad, na które się umawialiśmy. Wystarczy zorganizować głośny i medialnie widoczny protest, by nie tylko wymusić wizytę u siebie prezydenta RP, ale jeszcze uzyskać od niego obietnicę realizacji swych postulatów.

I co sądzić o premierze dużego europejskiego kraju, który, by rozwiązać poważny wizerunkowy kłopot swej partii, przyjeżdża do okupujących nielegalnie budynek państwowy z propozycją nowego podatku nałożonego na pewną część obywateli, by spełnić żądania finansowe protestujących? To poważne? To buduje państwo i zaufanie do niego? Przecież to wprost anarchizacja życia politycznego i zachęcanie innych grup społecznych do podobnych akcji. Do okupowania budynków rządowych, do zajmowania korytarzy w parlamencie, do zmuszania najważniejszych ludzi w państwie do przychodzenia do siebie i obiecywania natychmiastowego spełniania swych żądań.

Zachowanie prezydenta i premiera przypomina komunistycznych kacyków, którzy po latach byli ciepło wspominani przez niektórych obywateli, bo po dramatycznych apelach i osobistej wizycie, można było u nich wyprosić wcześniejszy przydział na mieszkanie dla kogoś potrzebującego lub ominąć kolejkę do zabiegu kardiologicznego. Wdzięczni obdarowani z sentymentem przypominali sobie takich dobrych gospodarzy jako „ludzkich panów". Zapominali jednak, że aby przyśpieszyć im kolejkę do operacji serca, kogoś owi kacykowie musieli przesunąć na koniec ogonka, a przyznając mieszkanie swojemu petentowi komuś innemu, mniej zaradnemu, musieli go nie dać.

Dziś wraca z całą mocą ten sposób rozstrzygania problemów społecznych. Najbardziej zdeterminowani, znajdujący poparcie u polityka, potrafiący rozegrać swój protest medialnie, dobiją się w mig swoich praw, a mniej obrotni będą czekać w wydłużającej się kolejce lub, w najgorszym razie, zostaną opodatkowani na rzecz tych bardziej zaradnych. Nie tak działa sprawne, demokratyczne, prawne i sprawiedliwe państwo.

O ile niszczącą standardy prawne i demokratyczne postawę protestujących można usprawiedliwić, a anarchizację życia społecznego przez posłów opozycji zrozumieć, o tyle zachowania najważniejszych polityków państwa, z prezydentem RP i prezesem Rady Ministrów na czele, nie sposób zaakceptować. Swoimi poczynaniami być może ratują swoją skórę i podnoszą osobiste notowania, ale jednocześnie niszczą państwo, które reprezentują i które ślubowali wzmacniać. Zdradzają je. ©?

Autor jest doktorem politologii na Uniwersytecie Śląskim

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL