Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rzecz o polityce

Bogusław Chrabota: Antoni Macierewicz, czyli matnia prezesa Jarosława Kaczyńskiego

Antoni Macierewicz z sojusznika Jarosława Kaczyńskiego stał się jego największym i najgroŸniejszym przeciwnikiem.
AFP
Szef MON ma się za osobę nietykalnš. Na dodatek wmówił to całej klasie politycznej

Nie ma bardziej kompromitujšcej i szkodliwej dla Polski postaci w rzšdzie Beaty Szydło niż Antoni Macierewicz. Bohater antykomunistycznej opozycji i niekwestionowany autorytet mojego pokolenia poprzez swój nieokiełzany temperament, arbitralnoœć, podejrzliwoœć i œwiadomy makiawelizm pogršża politycznie rzšdzšcš partię w błyskawicznym tempie.

Niekończšca się telenowela z Bartłomiejem Misiewiczem, skandaliczne niedotrzymywanie zobowišzań zwišzanych z zakupami na potrzeby polskiej armii, czystka wœród wyższych oficerów (i umazanie ich na dodatek błotem rzekomych uwikłań lustracyjnych), manifestacje absolutnej ignorancji, jak choćby wypowiedŸ o rzekomym odsprzedaniu przez Egipt Rosji francuskich mistrali, arbitralne i niekonsultowane decyzje, jak ta ostatnia o rezygnacji ze statusu państwa ramowego w Eurokorpusie, na koniec ostentacyjne ignorowanie prezydenta jako zwierzchnika Sił Zbrojnych to nie tylko dowody na niekompetencję i brak rozumienia zbiorowej odpowiedzialnoœci rzšdzšcych, ale również przejaw głębokiego kryzysu toczšcego od œrodka rzšdzšcš partię.

Macierewicz ma się za osobę nietykalnš. Na dodatek wmówił to całej klasie politycznej. Kręci rzšdem jak ogon psem i zapewne ma w tej kwestii sporo racji.

Doskonałe narzędzie dekomunizacji

Czy podobnie myœli Jarosław Kaczyński? To kwestia zasadnicza. Do niedawna pokutowało przekonanie, że prezes Prawa i Sprawiedliwoœci jako mistrz manewru na szachownicy polityki panuje nad swojš partiš i sojusznikami w sposób całkowity. Każda nominacja w rzšdzie miała być elementem zawiłej układanki przyczyn i skutków oraz głęboko przemyœlanej intencji.

Nie wštpię, że do niedawna myœlał też tak sam prezes. Był tak pewny swego, że gotów był złamać zapewnienia wyborcze i w przypadku Ministerstwa Obrony Narodowej powierzyć ten resort nie Jarosławowi Gowinowi, tylko człowiekowi głęboko schowanemu w kampanii, czyli Antoniemu Macierewiczowi.

Jestem gotów nawet zrozumieć intencje. Gowin, partner z koniecznoœci, ale obcišżony przynależnoœciš do Platformy, miękki, zbyt intelektualny i racjonalny. A w armii trzeba było dokonać konsekwentnej dekomunizacji, przeorać wojsko głębiej niż dotšd. Macierewicz ze swojš podejrzliwoœciš, zakodowanym głęboko antykomunizmem i mentalnoœciš czekisty wydawał się narzędziem doskonałym. Naturalna nieufnoœć prezesa cudownie skomunikowała się z obsesyjnš nieufnoœciš Macierewicza. Otrzymaliœmy nieufnoœć skwantyfikowanš, która nigdzie, a zwłaszcza w skomplikowanych strukturach zarzšdzania, nie może się przełożyć na poprawne zarzšdzanie.

Narzędzie się emancypuje

Problem w tym, że Macierewicz narzędziem był tylko przez chwilę. Zasłużył się dobrš organizacjš szczytu NATO i kilkoma obietnicami. Potem była już tylko postępujšca tragedia. Kolejne wpadki komunikacyjne. Kompletna nieudolnoœć w budowaniu wizerunku odpowiedzialnego szefa resortu, nasilajšce się konflikty w ramach oraz poza rzšdem. I oblana wybitnym krasomówstwem ignorancja, czego przejawami były przedwczesne deklaracje o budowie polsko-ukraińskiego œmigłowca bojowego, intencja zakupu istniejšcego tylko na deskach kreœlarskich szwedzkiego okrętu podwodnego A-26 czy wizja tysięcy dronów, które będš „odstraszały nieprzyjaciela w każdej sytuacji obronnej, w jakiej możemy się znaleŸć".

Musi przerażać, z jakš łatwoœciš w głowie ministra wszystko składa się w proste schematy zakupowe, produkcyjne, technologiczne i batalistyczne. Bo raczej wiadomo, że do budowy tysięcy „jednorękich bandytów" dla Totalizatora Sportowego przez podległe MON przedsiębiorstwa potrzeba czegoœ więcej niż trzech inżynierów, kontenera gumy, blachy, plastiku i zwykłych pecetów.

Rozumiem intencje ministra, ale sš jeszcze (lub ich brak) możliwoœci produkcyjne przedsiębiorstw, technologia i coœ, co wynika z lat doœwiadczeń i bez czego ani rusz, czyli know- how.

Popłoch i przerażenie

Z człowieka, który miał być posłusznym narzędziem w rękach prezesa, stał się więc doœć szybko Antoni Macierewicz poœmiewiskiem i dostarczycielem barwnych anegdot. Na dodatek zasięg rażenia broni jšdrowej z etykietš „Macierewicz" jest bardzo szeroki. Jego nazwisko i osoba nie tylko oœmieszajš rzšd w kraju i za granicš, ale antagonizujš cały układ rzšdzšcy.

W wielu gabinetach ministerialnych i sejmowych nazwisko ministra obrony budzi wyłšcznie popłoch i przerażenie, a po nich odruch bezradnoœci. „Tak, to wyjštkowy szkodnik, niestety nieusuwalny" – słyszę od wielu moich rozmówców.

Czy tak jest w istocie i co za tym przemawia? Wiele okolicznoœci oczywistych i kilka plotek. Plotki przemilczę, a wœród kwestii oczywistych sš przynajmniej dwie.

Antoni Macierewicz to główny kapłan kultu katastrofy smoleńskiej, który wcišż jest trzonem politycznej legendy PiS. Poza tym posiada polityczne zaplecze w postaci najtwardszego radiomaryjnego elektoratu Prawa i Sprawiedliwoœci i wyjštkowo o nie dba. Może nie znaleŸć czasu na spotkanie z prezydentem, ale zawsze znajdzie czas na wizytę u ojca Rydzyka, występ w Radiu Maryja czy felieton mówiony dla telewizji Trwam. O te relacje z wyborcami dba jak rasowy ogrodnik pielęgnujšcy trawę na Wimbledonie.

Zakładnik Jarosław

Jarosław Kaczyński z zawiadujšcego teatrem kukiełek zamienił się w zwykłego zakładnika Antoniego Macierewicza. To oczywiœcie żadne odkrycie, tylko wiedza na tyle powszechna, że stała się gotowym scenariuszem dla satyryków. „Ucho prezesa" w tej kwestii nawet nie dopowiada rzeczywistoœci.

Jarosław Kaczyński w oczywisty sposób boi się Macierewicza. Wie, że próba zadarcia z ministrem obrony może oznaczać jego odejœcie z partii wraz z grupš sprzyjajšcych mu posłów i częœciš najtwardszego elektoratu. To również narażenie się na gniew wyznawców religii smoleńskiej i zarzut zdrady wobec wspólnej sprawy.

Kaczyński już wie, że Macierewicz jest nieprzewidywalny i groŸny, a fronda w macierzystej partii to poczštek jej politycznego końca. Zarazem zapewne z niepokojem obserwuje kolejne poczynania bezkarnego ministra i już dostrzega, że z takš pieczołowitoœciš budowany układ rzšdzšcy rozpada się jak domek z kart. Czy odkrył już w sobie poczucie winy? Jeœli nie, to wydarzy się to bardzo szybko. Musi zrozumieć, że ustawiajšc Macierewicza na czele ważnego resortu, popełnił kardynalny błšd. Zamiast trzymać niesfornego wiceprezesa partii pod swoimi skrzydłami, dał mu spory obszar niezależnoœci, który Macierewicz przekształca powoli w swojš twierdzę. I nie dopuszcza do niej nikogo. Z sojusznika stał się przeciwnikiem. NajgroŸniejszym, jakiego dziœ ma Jarosław Kaczyński.

Drogi wyjœcia nie widać

Jak sobie poradzić z tym trudnym do zgryzienia orzechem? Prezes PiS na razie jest w matni. Sytuacja, w jakiej się znalazł, jest œmiertelna.

Z jednej strony postępujšca za sprawš Antoniego Macierewicza dewastacja wizerunku rzšdu. Œwiadomoœć wewnętrznych intryg, które knuje szef MON (wiadomo, że Macierewicz konstruuje już ekipę toruńskich profesorów, którzy mieliby zastšpić w resortach gospodarczych Mateusza Morawieckiego). Z drugiej przekonanie, że pozbycie się ministra to poczštek końca spoistoœci formacji i szybka utrata elektoratu. Co robić?

Zadaje sobie pytanie prezes i pewnie wszyscy wokół niego. Z gmachu zaœ na Klonowej dobiega szyderczy œmiech Antoniego Macierewicza i retoryczne pytania w stylu: a może sam obejmiesz fotel premiera i spróbujesz nade mnš zapanować?

Czy prezes się na to odważy? Myœlę, że równie często jak o tym myœli, dochodzi do wniosku, że niewiele to zmieni. Przejęcie KPRM nie zmieni przecież ani statusu kapłańskiego Antoniego Macierewicza, ani jego poparcia w Toruniu.

Dogadać się jakoœ z ojcem Ryzykiem? Nie, stary kapłan jest na to zbyt sprytny. Nie ma do Kaczyńskiego zaufania w nie mniejszym stopniu niż ten ostatni do Macierewicza.

Co jeszcze zostaje? Ostatniš œcieżkš jest publiczne obnażenie cynizmu i nieudolnoœci Macierewicza w kwestii smoleńskiej. Ale to bardzo niebezpieczna gra, na której prezes może wybić zęby. Czy się na taki krok – który jest jedynš œcieżkš wyjœcia z matni – zdecyduje? Mam wrażenie, że odpowiedzi na to pytanie doczekamy się już w najbliższym czasie. Š?

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL