Wizerunek Polski ucierpi na niechęci wobec uchodźców

aktualizacja: 30.03.2016, 13:41
Foto: AFP

Przegrywamy walkę o wizerunek. Zapłacą za to nasze wnuki.

REDAKCJA POLECA

Totalny sprzeciw wobec przyjmowania uchodźców na długo zaszkodzi wizerunkowi naszego kraju. Polska nie wyciąga lekcji z trudnej walki z kłamliwym określeniem „polskie obozy".

Niechęć się przebija

Jest coś dziwnego w tym, że Polska, która tak dotkliwie doświadcza, czym są negatywne stereotypy i niesprawiedliwe oceny historyczne, raz po raz dostarcza kolejnych argumentów tym, którzy je, celowo lub nie, rozsiewają. To tym bardziej zastanawiające, że przecież obecny rząd przywiązuje wielką wagę do polityki historycznej, rozumianej w znacznym stopniu jako odkłamywanie negatywnych stereotypów i przypominanie Polaków, którzy zasługują na wysokie oceny za postawę moralną w czasach próby. Takich jak podkarpacka rodzina Ulmów wymordowana przez Niemców za pomoc Żydom.

Niestety, wieści o polskich bohaterach nie przebijają się do międzynarodowej opinii publicznej (wyjątkiem jest przypominana od kilkunastu lat Irena Sendlerowa, którą dla świata odkryli jednak uczniowie z Kansas, a nie polskie instytucje). Bez trudu natomiast przebijają się wieści o polskiej niechęci do przybyszów z terenów, na których toczą się wojny.

Poszkodowana – polityka historyczna

Wspominając o wizerunku, o który Polska teraz nie dba, skupiam się na podejściu do uchodźców. Nie zajmuję się natomiast sporem o Trybunał Konstytucyjny czy o inwigilację. Zakładam, że są one przejściowe i nie staną się trwałym obciążeniem dla polskiego image'u – co najwyżej trwałym obciążeniem dla partii obecnie rządzącej.

Nie jest moją intencją porównywanie sytuacji dzisiejszych uchodźców do sytuacji Żydów w czasach Trzeciej Rzeszy. Chcę natomiast zwrócić uwagę na coś innego – na to, że stosunek do tragedii uchodźców zaczyna odgrywać podobną rolę jak stosunek do tragedii Żydów. Kształtuje oceny moralne jednych narodów wobec drugich.

Co szczególnie ważne, wpływa na postrzeganie Polaków jako nienawistnych, niechętnych obcym, okrutnych i nieczułych. I może prowadzić do niebezpiecznego rozumowania: skoro jesteśmy tacy nienawistni teraz, to może byliśmy i wcześniej. A te wszystkie stereotypy, zarzuty o powszechny antysemityzm, te „polskie obozy" – są jednak uzasadnione.

Nasza obecna polityka imigracyjna nie tylko szkodzi prowadzeniu dzisiejszej polityki historycznej. Będzie też miała wpływ na nią w przyszłości. Spowoduje, że nasze dzieci, wnuki i prawnuki, słysząc zagraniczne opinie o polskim podejściu do uchodźców w drugiej dekadzie XXI wieku, będą czuły to co my, gdy czytamy o kolejnym użyciu określenia „polskie obozy" – wściekłość i bezradność.

Z tym że polskich obozów nie było, a określenie, z którym tak trudno się walczy, pojawiło się w czasach, gdy Polska jako PRL nie mogła bronić prawdy historycznej. Natomiast sprzeciw wobec przyjmowania jakichkolwiek uchodźców jest prawdziwy.

Wiele wskazuje na to, że sposób, w jaki Europa potraktuje teraz ofiary krwawych konfliktów, będzie przedmiotem moralnych debat przyszłych generacji. Naszą postawą wobec uchodźców utrudniamy politykę historyczną przyszłym pokoleniom, utrwalając negatywny obraz Polski za granicą.

Symboliczny gest

Trudno się oprzeć wrażeniu, że niewiele trzeba było zrobić, by ten obraz nie był taki zły. Niewiele trzeba, żeby Polska nie była postrzegana jako największy w Unii Europejskiej przeciwnik przyjmowania uchodźców.

Kluczowy był moment, gdy stary Zachód pod wpływem zdjęć martwego ciałka niedoszłego małego uchodźcy w piaskach tureckiej plaży nagle otworzył się na imigrantów. Otwarcie było raczej krótkotrwałe, już prawie nikt go nie pamięta, choć nastąpiło niedawno – wczesną jesienią zeszłego roku, ale pozwoliło narodom dawnej Europy Zachodniej dobrze o sobie pomyśleć. A źle o tych, którym serca się wówczas nie otworzyły nawet na chwilę – tym z dawnej Europy postkomunistycznej. W szczególności o Polakach, bo najliczniejsi i ich sprzeciw (wyrażany przez poprzedni rząd PO–PSL) najbardziej było słychać.

Od tej pory wiele narodów Europy Zachodniej zmieniło podejście do polityki imigracyjnej, poparło zamykanie granic i sprzeciwiło się stałemu mechanizmowi podziału uchodźców w Unii Europejskiej. Ale ukształtowany pół roku temu podział na dobrych i złych, wrażliwych i niewrażliwych, wyrozumiałych wobec obcych i nienawistnych wobec nich pozostał.

Polska pod rządami PiS jeszcze go utrwala. Wciąż jesteśmy pierwsi na froncie antyimigracyjnym i wciąż o tym głośno informujemy. Reakcją szefowej rządu na zamachy terrorystów islamskich w Brukseli była deklaracja, że nikogo nie przyjmiemy. Deklarację zacytowały najważniejsze media światowe, które – i tu wracamy do klasycznej polityki historycznej – w większości nie zauważyły niedawnego otwarcia Muzeum Polaków Ratujących Żydów im. Rodziny Ulmów.

To manifestacyjne odcięcie się premier Beaty Szydło od pomocy imigrantom już krytykowałem jako odgórne przyzwolenie na brak wrażliwości na ludzkie cierpienie, co w obnoszącym się ze swoim katolicyzmem kraju musi dziwić. I niejednokrotnie namawiałem do symbolicznego gestu wobec najbardziej potrzebujących uchodźców. Właśnie gestu, bo z pomocą wszystkim potrzebującym nikt sobie nie da rady, nawet Angela Merkel.

Rachunek będzie wysoki

Do sprawy uchodźców dobrze pasuje przysłowie, że milczenie jest złotem. Przecież niechęć do przyjmowania imigrantów jest w tej chwili prawie powszechna w Europie, z ustalonego przez Unię Europejską przed wieloma miesiącami podziału 160 tys. uchodźców rozlokowano mniej niż 1 proc. Jednak politycy innych krajów zazwyczaj grają rolę zatroskanych, kluczą, są nieprecyzyjni, wyrażają gotowość. Jednoznaczną niechęć demonstruje Polska, rzuca się pod tym względem w oczy nawet bardziej niż Węgry Viktora Orbána.

Inni uprawiają hipokryzję. Biorąc pod uwagę, że sprawa uchodźców będzie prawdopodobnie oceniana jako najważniejszy problem moralny tej dekady, czynią słusznie. Zatroskanie niewiele kosztuje. Ale jego brak będzie bardzo kosztowny.

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE