Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rzecz o polityce

Massimiliano Signifredi: Bezpieczeństwo nie może być wymówkš

W lutym 2016 r. do Włoch przyleciała pierwsza grupa uchodŸców z Aleppo. Witał ich ówczesny szef MSZ, a dziœ premier Włoch Paolo Gentiloni (po prawej).
Comunita di Sant'Egidio
Czy państwu może zagrażać kobieta z dzieckiem bez nogi – pyta przedstawiciel chrzeœcijańskiej wspólnoty Massimiliano Signifredi.

W cišgu roku od uruchomienia korytarza humanitarnego przetransportowaliœcie do Włoch ok. 700 potrzebujšcych pomocy uchodŸców. A macie przywieŸć jeszcze 300 osób. Dlaczego zaangażowaliœcie się w ten projekt?

Massimiliano Signifredi ze Wspólnoty Sant’Egido w Rzymie: Nasza wspólnota powstała prawie pół wieku temu. Od poczštku łšczy modlitwę, służbę ubogim i pokój. W latach 80. otworzyliœmy we Włoszech szkołę dla cudzoziemców. Wœród pierwszych uczniów było bardzo wielu imigrantów z Polski i o tym warto pamiętać. Dziœ ta szkoła ma 10 tys. uczniów, którzy uczš się za darmo. Jednak w pewnym momencie zaczęliœmy się zastanawiać czy to wystarczy, kiedy ludzie umierajš w Morzu Œródziemnym. Inspiracja przyszła od papieża Franciszka, który w pierwszš podróż poza Rzym wybrał się na Lampedusę Byliœmy tam obecni od jakiegoœ czasu, będšc œwiadkami ogromnego cierpienia ludzi. Na Lampedusie papież jasno powiedział, że jako chrzeœcijanie nie możemy być obojętni wobec dramatu uchodŸców. To był dla sygnał, że to co robimy do tej pory nie wystarczy, że trzeba robić coœ dla tych, którzy sš zmuszeni do podróży œmierci przez Morze Œródziemne. Stšd pomysł otwarcia korytarzy humanitarnych.

Trudno wam było przekonać włoski rzšd do tego pomysłu?

Szczerze mówišc, rzšd nie miał na to ochoty. Włochy sš na granicy Europy i sš dla ludzi uciekajšcych przed wojnš swego rodzaju ziemiš obiecanš. Nasz kraj przyjšł w ostatnich latach kilka tysięcy osób, które przybyły tu nielegalnie. Stšd była pewna niechęć zwłaszcza, że wœród tych ludzi było wielu tzw. migrantów zarobkowych. Ale ogromnš ich częœć stanowiš autentyczni uchodŸcy uciekajšcy przede wszystkim przed wojnš. Oni płacš tysišce dolarów, zapożyczajšc się lub sprzedajšc majštek życia całych rodzin, by w koszmarnych warunkach, uršgajšcych godnoœci człowieka, przypłynšć do Europy i zaczšć w niej nowe życie. Wielu ginie, w zeszłym roku utonęło 5 tys. osób. My chcieliœmy pokazać, że prawdziwi uchodŸcy mogš do nas przyjechać bez potrzeby narażania życia. I przekonywaliœmy do tego nasz rzšd przez ponad rok.

Jak ostatecznie udało się przekonać rzšdzšcych?

Rzšd dostrzegł potencjał tego projektu i zrozumiał, że tylko przez korytarz humanitarny prawdziwi uchodŸcy mogš wydostać się z piekła w sposób legalny i bezpieczny. Doszło do konsensusu, nawet w przypadku partii radykalnie przeciwnych przyjmowaniu uchodŸców. Wszyscy przekonali się, że jest to odpowiedŸ na dwie potrzeby: solidarnoœci i bezpieczeństwa. Pierwszš grupę uchodŸców witał na lotnisku ówczesny minister spraw zagranicznych, a dziœ premier Włoch Paolo Gentiloni. Wydaje mi się też, że rzšdzšcy utwierdzili się w tym, że decyzja była słuszna, gdy papież Franciszek w kwietniu ub. roku z greckiej wyspy Lesbos zabrał do Watykanu trzy rodziny z szeœciorgiem dzieci.

W Polsce sš obawy, że nie jesteœmy w stanie sprawdzić uchodŸców względem bezpieczeństwa. Boimy się, że wœród nich znajdš się terroryœci, bojownicy Państwa Islamskiego. Na ile zasadne sš te obawy?

Nie można ich lekceważyć. Dlatego w naszym przypadku wnikliwa kontrola uchodŸców ma miejsce jeszcze przed przyjazdem do Europy. Przygotowujemy listę osób, która jest sprawdzana najpierw przez personel włoskiego konsulatu, a potem także przez nasze służby. Oni dokładnie badajš kim jest osoba, która chce do nas przyjechać. Wszyscy kandydaci sš kontrolowani, zostawiajš odciski palców, sš fotografowani, a ich zdjęcia rozsyłane sš do wszystkich służb w Europie. Jest to proces, który daje gwarancje bezpieczeństwa. Rozumiemy obawy, ale czy naprawdę państwo może powiedzieć, że kobieta z dzieckiem, które straciło nogę w czasie bombardowań, jest zagrożeniem dla jego bezpieczeństwa? Bezpieczeństwo nie może stać się murem, nie może być wymówkš odmawiania pomocy potrzebujšcym. Terroryœci majš œrodki na to, by pokonać mur. Autentyczni uchodŸcy pozostanš po drugiej stronie.

Do kogo w pierwszej kolejnoœci jest kierowana pomoc?

UchodŸcy sš wybierani według jasnych kryteriów, zapisanych w porozumieniu między Wspólnotš Sant’Egidio, Koœciołami protestanckimi i rzšdem włoskim. Pierwsze kryterium to ludzie najsłabsi, bardziej potrzebujšcy niż inni. Co to oznacza? Na przykład samotne matki z dziećmi, te, o których Biblia mówi: sieroty i wdowy. Ich mężowie zginęli na wojnę albo zostali porwani. W drugiej kolejnoœci sš rodziny z niepełnosprawnymi dziećmi, osoby poważnie chore, niepełnosprawni i starsi, którzy nie majš dzieci ani wnuków. Sami nie dadzš sobie rady. Nasi ludzie, którzy sš na miejscu w Libanie, wyszukujš potrzebujšcych i oferujš im możliwoœć wydostania się stamtšd. Nie wszyscy sš tym zainteresowani. Niektórzy czekajš cierpliwie na zakończenie wojny, inni marzš o podróży do Kanady. Trzeba też pamiętać o tym, że korytarz pozwala na wjazd na podstawie wizy humanitarnej tylko na teren Włoch.

Co się z nimi dzieje we Włoszech?

Otrzymujš ochronę humanitarnš z pozwoleniem na pobyt od 12 do 15 miesięcy. W tym czasie gwarantujemy im mieszkanie, naukę języka, œrodki do życia i pomoc w znalezieniu pracy. A oni integrujš się z naszym społeczeństwem i nie chcš nigdzie wyjeżdżać.

Jak wyglšda ta integracja?

Integracja jest tu kluczowa. Przede wszystkim nie może oznaczać budowy jakiœ gett w naszych miastach tak jak dzieje się to w wielu krajach Europy. Ludzie sš przyjmowani w rodzinach, wspólnotach i parafiach. Uczš się nas, a my ich. Pokazujemy im piękno naszej europejskiej kultury. Osobiœcie oprowadzam po Rzymie rodziny z Syrii, pokazuję im dziedzictwo historyczne Rzymu i cywilizacji zachodniej. Trzeba im pokazywać, że nasza kultura ma coœ do powiedzenia. I oni to rozumiejš.

Opowiem ci historię jednej z rodzin. Hasan i Nour Zahida pochodzš z Damaszku. W grudniu 2015 roku ich dom został zbombardowany i wtedy z dwuletnim wówczas synkiem postanowili uciec. ZnaleŸli się w Grecji na Lesbos. Stamtšd zabrał ich do Watykanu papież. Dwa dni po przylocie do Rzymu byli w szkole językowej, mieli mieszkanie, mieli ludzi którzy się nimi zaopiekowali. Dziœ sš samodzielni, mówiš po włosku. Nour, która jest mikrobiologiem, pracuje w szpitalu. Pozostałe rodziny też się usamodzielniły. I to jest właœnie integracja. Te rodziny w jakiœ sposób spłacajš dług wdzięcznoœci wobec włoskiego społeczeństwa. W migrantach nie możemy widzieć tylko zagrożenia. Oni sš dla nas także szansš.

Włosi chętnie angażujš się w pomoc dla uchodŸców?

Gdy zaczynaliœmy nasz projekt mieliœmy więcej ofert mieszkań niż uchodŸców. I tak jest do dziœ. I wiem, bo często przyjeżdżam do Polski, że u was jest ta samo. Macie więcej woli przyjęcia uchodŸców niż pokazujš sondaże.

Ale ochoty nie ma rzšd…

Jest to problem, bo bez zgody rzšdu korytarze humanitarne nie mogš zostać otwarte. Nie sšdzę, by negocjacje episkopat-rzšd były zamknięte, bo temat korytarzy cišgle wraca. Ja mogę tylko powiedzieć, że na kryzys uchodŸczy nie wolno patrzeć ideologicznie. Trzeba szukać najlepszych i różnorodnych sposobów pomocy.

W tym kontekœcie w Polsce podkreœla się przede wszystkim pomoc na miejscu, w Syrii, Libanie.

Najlepszš formš pomocy dla tych ludzi byłby koniec wojny, ale to jest poza naszym zasięgiem. Nie wiem czy pomoc na miejscu jest najlepsza. Wydaje mi się, że trzeba jš traktować na równi z korytarzem humanitarnym. Bo jeœli wcišż jest mnóstwo ludzi, którzy w desperacji sš gotowi zapłacić tysišce dolarów za przerzucenie ich do Europy, to jest to sygnał, że pomoc na miejscu nie odpowiada wszystkim potrzebom.

A kto płaci za korytarze humanitarne i utrzymanie uchodŸców?

Wspólnota Sant’Egidio i Koœcioły, z którymi współpracujemy. To my z darowizn, które dostajemy opłacamy im bilet na podróż do Europy i zapewniamy utrzymanie. Koszty nie sš duże, ale sš. Państwo nie płaci ani euro, zajmuje się tylko sprawdzeniem tych osób pod kštem bezpieczeństwa i sprawami konsularnymi.

Na tysišcu osób kończycie projekt?

Nie. Teraz we współpracy z włoskim episkopatem i Caritas otwierany jest kolejny korytarz dla kolejnych 500 uchodŸców. Oczywiœcie za zgodš rzšdu.

Z tego co wiem pierwsza grupa Syryjczyków z Jordanii dotarła we wtorek do Bari.

To prawda. Dwie duże rodziny trafiły do San Giovanni Rotondo. Chore dzieci majš być tam leczone w szpitalu założonym przez œw. Ojca Pio. Tam także majš trafiać inni uchodŸcy, którzy sš ciężko chorzy. Pozostali uchodŸcy z tego korytarza będš pochodzili z obozów w Etiopii. W bezpieczny sposób wyrwani z piekła zacznš nowe życie. I to jest najpiękniejsze.

Opinie

Rafał Kostrzyński, Biuro Wysokiego Komisarza NZ ds. UchodŸców w Polsce (UNHCR)

„Jak mógłbym o nich zapomnieć?" – tak odpowiedział mi Eduardo Yrezabal, gdy pytałem, czy pamięta jakichœ polskich uchodŸców. Wiedziałem, że ma powody, by pamiętać; w latach 80., gdy pracował w hiszpańskim programie przesiedleń, przez jego ręce przewinęły się ich setki. Eduardo – dziœ szef UNHCR w Rumunii – szczególnie pamiętał Polkę z małym dzieckiem. Uciekła po tym, jak w stanie wojennym aresztowano jej męża za działalnoœć w Solidarnoœci. Po dramatycznej przeprawie dotarła do Hiszpanii, a tam – dzięki pomocy Eduarda – do Międzynarodowego Komitetu Ratunkowego, który pomógł jej w przesiedleniu do USA. Po kilku miesišcach Eduardo dostał od niej list. Łamanš angielszczyznš dziękowała za pomoc i pytała, jak będzie mogła sprowadzić męża, gdy wyjdzie z więzienia.

Ten fragment rozmowy przytaczam z dwóch powodów. Żeby przypomnieć, że polskie uchodŸstwo nie jest zamierzchłš historiš. I żeby pokazać, jak ważne jest międzynarodowe zaangażowanie w pomoc tym, którzy w obawie o życie musieli uciec ze swojego kraju. Prowadzony przez Agencję ONZ ds. UchodŸców (UNHCR) program przesiedleń uznanych uchodŸców to jeden z elementów takiego zaangażowania. Nie zawsze da się pomóc „na miejscu". Około 10 proc. Syryjczyków, którzy znaleŸli schronienie w krajach sšsiadujšcych z Syriš, nie może tam otrzymać potrzebnego wsparcia. Albo wymagajš specjalistycznego leczenia, albo sš narażeni na wyzysk i przemoc. To przeważnie ciężko chore dzieci, samotne matki, osoby starsze. Potrzebujš przesiedlenia do któregoœ z krajów, które dobrowolnie zgodziły się na ich przyjęcie i udzielenie im wsparcia. Takich krajów jest 34 i należy do nich Polska. Ma przyjšć w sumie 900 uchodŸców (głównie Syryjczyków). To wprawdzie zobowišzanie sprzed kilku lat, ale aktualne. Jego realizacja stanowiłaby znakomite uzupełnienie pomocy niesionej przez polski rzšd w Libanie, Jordanii oraz Iraku. I ważny wkład w realizację zeszłorocznej deklaracji nowojorskiej w sprawie uchodŸców i migrantów – pod którš widnieje podpis polskiej delegacji.

Nieprawda, że Polacy sš wsobni, że nie chcš pomagać. Nowe inicjatywy rozmaitych organizacji czy władz samorzšdowych to dowód na to, że jest inaczej. Kiedyœ Polacy potrzebowali pomocy, teraz sami jš ofiarowujš.

Biskup Jerzy Samiec, zwierzchnik Koœcioła Ewangelicko-Augsburskiego w RP, prezes Polskiej Rady Ekumenicznej

Utworzenie polskiego korytarza humanitarnego dla uchodŸców z Syrii jest dobrym pomysłem. Inicjatywa nie jest nowatorska, taki korytarz jest już we Włoszech. Tamtejszy korytarz jest ekumeniczny, zaangażował do działania Koœcioły rzymskokatolicki, ewangelicki, a także Waldensów.

Jestem zdumiony brakiem zgody na utworzenie takiego korytarza w Polsce. Poruszaliœmy ten temat niedawno na konferencji ekumenicznej w Kamieniu Œlšskim i wszyscy byli zgodni co do tego, że deklaracja Koœcioła rzymskokatolickiego o chęci przyjęcia ok. 100 syryjskich rodzin, zapewnienia im mieszkań, zajęcia się integracjš społecznš, jest idealnym rozwišzaniem.

Rzšd jednak twierdzi, że nie jest w stanie sprawdzić osób sprowadzanych do naszego kraju, ale odnoszę wrażenie, że w tej sprawie decyzje polityków nie sš podejmowane na poziomie merytorycznym, tylko na poziomie emocji i pewnych ambicji.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL