Rzecz o polityce

Ukraińcy w Polsce: Między Banderą a Wołyniem

Pomnik Stepana Bandery we Lwowie
shutterstock
Ukraińskie miejsca pamięci nie są odpowiednio chronione

Przed polskimi placówkami dyplomatycznymi na Ukrainie odbyły się w poniedziałek demonstracje zorganizowane przez nacjonalistów z partii Swoboda przeciwko nowelizacji ustawy o IPN, która wprowadza „penalizację banderyzmu". Poprzedziła je ostra krytyka polskich władze ze strony szefa ukraińskiego IPN.

Rosja zaciera ręce

Od kilku miesięcy stosunki polsko-ukraińskie z powodu sporów historycznych znajdują się w ślepym zaułku. Iskrą stał się demontaż pomnika poświęconego UPA w podkarpackiej miejscowości Hruszowice w kwietniu ubiegłego roku. To skutkowało zablokowaniem przez Ukrainę planowanych w tym kraju przez IPN ekshumacji.

Spory historyczne rykoszetem uderzają w społeczność ukraińską w naszym kraju. Z obszernego raportu przygotowanego przez Związek Ukraińców w Polsce wynika, że coraz częściej dochodzi do naruszeń prawa, związanego z tzw. mową nienawiści.

Do raportu dołączono analizę 1,2 mln postów umieszczanych w ciągu poprzedniego roku w sieciach społecznościowych na temat Ukraińców. 800 tys. takich wpisów miało zabarwienie neutralne lub pozytywne, ale pozostałe, czyli co trzeci, niosły negatywny lub silnie negatywny ładunek emocjonalny. Te ostatnie dotyczyły głównie tematów związanych z historią.

Autorzy opracowania zwracają uwagę, że coraz częściej we wpisach internetowych stawia się znak równości między Ukraińcami i banderowcami. Ich zdaniem wpływ na „odhumanizowany obraz Ukraińców" mógł mieć film Wojciecha Smarzowskiego „Wołyń". Być może także sformułowanie z audycji nadanej w październiku 2016 r. przez Polskie Radio Koszalin, w której Wojciech Cejrowski stwierdził, że „Ukraińcy to gwałciciele i rzeźnicy".

Czy antyukraińskie akcje w Polsce są inspirowane z zagranicy? Zdaniem autorów raportu niektóre działania „są analogiczne do operacji mających na celu uzyskanie wpływu na wyniki wyborów w USA i państwach UE, a także pewnych celów Federacji Rosyjskiej". Wskazują, że mamy do czynienia z elementami wojny hybrydowej.

Efekty? Na pierwszy ogień poszły miejsca pamięci, głównie zlokalizowane blisko granicy z Ukrainą. Raport opisuje osiem przypadków dewastacji i profanacji cmentarzy oraz miejsc pamięci poświęconych UPA lub ofiarom akcji „Wisła". Autorzy zwracają uwagę, że te przypadki nie zostały publicznie potępione, a ich sprawcy – ustaleni. Przypominają, że zniszczone groby zostały wyremontowane tylko na cmentarzu w Pikulicach w Przemyślu.

Do eskalacji konfliktów doszło, gdy przedstawiciele środowisk narodowych zaatakowali uczestników procesji, zorganizowanej w czerwcu 2016 r. w Przemyślu przez Ukraińską Cerkiew Greckokatolicką. Narodowcy sprofanowali m.in. chorągiew religijną. Policja postawiła zarzuty 19 uczestnikom zajść. Z kolei w trakcie przemarszu ulicami Przemyśla w grudniu 2016 r. członkowie nacjonalistycznych ugrupowań skandowali: „Od kołyski aż po grób – polski Przemyśl, polski Lwów".

Autorzy raportu wymieniają również przypadki niszczenia flag ukraińskich na Marszu Niepodległości w Warszawie, zniszczenia krzyża w pobliżu cerkwi w Bartoszycach, a także tablic z nazwami miejscowości w języku łemkowskim w Małopolsce. Przypominają atak na konsulat honorowy Ukrainy w Rzeszowie, na którego ścianach wymalowano napis „Ukraina = OUN - UPA, Waffen SS Galitzien". Udokumentowali też kilkanaście przypadków fizycznych ataków na obywateli Ukrainy.

Według raportu antagonizmy narodowościowe na pograniczu polsko-ukraińsko-słowackim wykorzystuje Rosja. Dlaczego? Bo na niektórych demonstracjach były widziane emblematy skrajnie nacjonalistycznej i prorosyjskiej organizacji Obóz Wielkiej Polski. Jej członkowie chwalili się udziałem w obozach paramilitarnych organizowanych w Rosji, a informacje na temat antyukraińskich działań w Polsce umieszczali na portalu internetowym działającym w Donbasie.

Przy okazji narodowych demonstracji pojawiały się bannery gloryfikujące separatystyczne republiki w Ługańsku i Doniecku. Kolportowane były też ewidentnie prowokacyjne ulotki o przyłączeniu Ukrainy do Polski.

O takich działaniach przedstawiciele organizacji ukraińskich informowali ABW. Czy służba ta podjęła działania? Nie wiadomo.

Ukraińcy wygodni dla polityków?

Ukraińcy wykorzystywani są przez polskich polityków przedmiotowo.

Była premier Beata Szydło, a także Mateusz Morawiecki, opowiadając się przeciwko polityce relokacji uchodźców z Syrii, wielokrotnie używali w argumentu o przyjęciu przez Polskę „miliona uchodźców z Ukrainy" . Tymczasem w rzeczywistości władze nadały status uchodźcy zaledwie kilkorgu obywatelom Ukrainy, a kilkudziesięciu otrzymało tzw. pobyt tolerowany.

Przypomnijmy, że niemal równolegle dochodziło do niezrozumiałych wobec tej mniejszości działań ze strony MSWiA. W poprzednim roku – pierwszy raz od 28 lat – resort odrzucił wnioski organizacji ukraińskich i łemkowskich o dofinansowanie m.in. rocznicy akcji „Wisła". Organizacje te miały problemy z otrzymaniem wsparcia finansowego ze strony państwa także na inną działalność. Pisaliśmy o tym w „Rzeczpospolitej".

Lista zaniedbań wobec tej mniejszości jest dłuższa. To brak ze strony władzy jednoznacznego i zdecydowanego potępienia przejawów agresji, a z drugiej niemrawe próby ich wyjaśnienia przez organy ścigania. Zwykle takie przypadki bada lokalna policja, a sprawy są umarzane, co potęguje rozgoryczenie przedstawicieli tej mniejszości. I stwarza poczucie bezkarności ze strony skrajnie narodowych organizacji.

Nie został też podjęty dialog ze stroną ukraińską na temat legalizacji grobów i pomników ukraińskich znajdujących się na terenie Polski. To powoduje, że miejsca pamięci ciągle nie są odpowiednio chronione i mogą stać się celem ataków.

Ocieplenie kontaktów z wschodnim sąsiadem trzeba rozpocząć w kraju, bo nakręcana od dwóch–trzech lat spirala niechęci wobec Ukraińców może skutkować osłabieniem naszego bezpieczeństwa.

Czy politycy zdają sobie z tego sprawę?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL