Rzecz o polityce

Włodzimierz Cimoszewicz: Polacy brali udział w Holokauście

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
- Ustawa o IPN to jeden z wielu przykładów oszukańczego sterowania emocjami i opiniami co najmniej połowy społeczeństwa – uważa Włodzimierz Cimoszewicz, były premier.

Rzeczpospolita: Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o IPN i skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego. Jaki jest cel ustawy, o którą toczy się spór?

Włodzimierz Cimoszewicz, były premier RP, były szef MSZ i minister sprawiedliwości: Po decyzji Dudy wszyscy na świecie, nie tylko w Izraelu, otrzymali ostateczny dowód, że nie chodzi o jakiś przypadkowy przejaw szaleństwa parlamentarnego.

Kaczyński zbudował siłę swojej politycznej koterii m.in. dzięki wykorzystywaniu ignorancji dużej części społeczeństwa. Ludzie pozwalają sobą manipulować, nie są zdolni do samodzielnego i krytycznego zastanawiania się nad dowolnymi, bardziej złożonymi problemami. Ustawa o IPN to jeden z wielu przykładów oszukańczego sterowania emocjami i opiniami co najmniej połowy społeczeństwa. Wmawia się ludziom, że Polska jest nieustannie, kłamliwie atakowana i pomawiana. Patrioci powinni się temu sprzeciwiać, a miara ich stanowczości powinno być wsadzanie za kraty oszczerców. Dyżurnym przykładem są nieszczęsne „polskie obozy koncentracyjne".

A jak jest naprawdę?

Prawda jest taka, że po pierwsze, biorąc pod uwagę częstotliwość używania tego sformułowania, to nie był i nie jest wielki problem. Po drugie, przyczyną jest cudza ignorancja, a nie zła wola. Po trzecie, przeciwdziałanie dyplomacji i Polonii jest z reguły skuteczne. Po czwarte wreszcie, w walce z tym zjawiskiem od dawna korzystaliśmy ze wsparcia żydowskich organizacji na całym świecie. Wszystko to zostało odsunięte na bok po to, żeby Kaczyński prezentował się jako skuteczny obrońca Polaków nie tylko przed przywożącymi pasożyty imigrantami, ale tez żydowskimi i kryptożydowskimi oszczercami w rodzaju Grossa. Jest w tym oczywisty wątek antysemicki.

A może chodzi o ustawę reprywatyzacyjną, która nie podoba się środowiskom żydowskim, o czym mówi Patryk Jaki, oraz o walkę o władzę między ugrupowaniami prawicowymi w Izraelu, a Polska jest tylko rozgrywana?

To, że ważny problem dotyczący Holokaustu i Żydów jest obecny w polityce izraelskiej, nie powinno budzić zaskoczenia. Jest oczywiście możliwe, że tamtejsi polityczni gracze uprawiają swoja działkę populizmu i demagogii, ale trudno oczekiwać, żeby Żydzi milczeli. Insynuacje dotyczące rzekomego związku z reprywatyzacją są same w sobie świadectwem antysemityzmu ich autorów. Notabene, pomysły reprywatyzacyjne w oczywisty sposób dyskryminujące żydowskich spadkobierców są moralnie podłe, bo chodzi o mienie ofiar nazizmu i niekonstytucyjne rozwiązania. Tylko kto to stwierdzi?

Polacy brali udział w Holokauście?

Oczywiście, że brali. Mówić trzeba o tym otwarcie i uczciwie. Dzisiejsze pokolenie nie jest za to odpowiedzialne. Jeśli jednak milczy lub kłamie, to stwarza swoją własną odpowiedzialność i podważa swoją wartość moralną. Antysemityzm był i pozostaje w naszym kraju endemiczny. Różnice dotyczą tylko jego natężenia i jawności w różnych okresach. Wojenna demoralizacja, prymitywizm i chciwość, antysemityzm, wszystko to składało się na wiele tysięcy indywidualnych, a czasem zbiorowych zbrodni. Jedwabne nie było jedyne. Na Podlasiu mordowano i grabiono w wielu miejscach. Szmalcowników ograbiających Żydów i osoby im pomagające były dziesiątki tysięcy. Szacuje się, że donosy do gestapo składało co najmniej 60 tysięcy ludzi. Większość Żydów, którzy unikali getta lub z niego uciekli, została zamordowana przez cywilnych Polaków i Ukraińców.

Polakom za szmalcownictwo groziły wyroki śmierci ze strony Państwa Podziemnego i to Polacy pomogli Żydom najbardziej z państw okupowanych przez Niemcy.

Ostatnią redutą obrony człowieczeństwa i honoru naszego narodu byli ci, którzy ratowali Żydów i dzisiaj są upamiętnieni drzewkami w Yad Vashem. Wszyscy mamy obowiązek pamiętać o tych bohaterskich ludziach, ale nie wolno nam ich bohaterstwem zasłaniać zbrodni i podłości znacznie liczniejszej grupy Polaków.

Które przepisy budzą wątpliwości?

Są tam trzy kwestie. Karanie za posługiwanie się wyrażeniem o polskich obozach. Karanie za mówienie o odpowiedzialności lub współodpowiedzialności państwa lub narodu polskiego za zbrodnie nazistowskie, karanie za wybielanie nacjonalistów ukraińskich. W pierwszym przypadku, o ironio, ta ustawa nie stwarza podstawy prawnej do ścigania. Gdyby jakiś prokurator zgłupiał i chciał ścigać np. zagranicznego dziennikarza, to nic z tego nie wyjdzie. Nie jest w stanie ani przesłuchać, ani postawić przed sądem. Nigdzie za granicą to nie jest i nie będzie przestępstwem, tak więc nie wchodzi w rachubę ani postawienie przed obcym sądem, ani ekstradycja.

Czym się skończy spór z USA i Ukrainą?

Jak się robi coś głupiego i złego to warto słuchać partnerów i przyjaciół. Kiedy ktoś, nawet Rusek, mówi ci, że nie ma warunków do lądowania, to nie ląduj, bo wiadomo, czym to się skończy. Kiedy Departament Stanu mówi, że los tej ustawy może być sprawdzianem naszej zdolności do partnerstwa, to nie bredź, tylko pomyśl. Stosunki z Izraelem zostały poważnie popsute. Obawiam się, że w jakimś zakresie nieodwracalnie. Byłem pierwszym polskim premierem w historii, który złożył wizytę w Izraelu. Wiem doskonale, jakim problemem we wzajemnych stosunkach była nieufność. Cały wysiłek na rzecz budowy zaufania diabli wzięli.

Co będzie z Waszyngtonem?

Jesteśmy dla nich dość ważnym partnerem w tej części Europy, zdają sobie sprawę z rosyjskiego zagrożenia dla nich samych i to przemawia za ciągłością sojuszu. Trump jest jednak nieprzewidywalny. Jego decyzja o pilnym przeniesieniu ambasady USA do Jerozolimy jest gestem wyjątkowego poparcia dla izraelskich jastrzębi. Być może kwestie rodzinne mają w tym przypadku jakieś znaczenie. Niezwykle krytyczne stanowisko Amerykańskiego Kongresu Żydów, który od dziesięcioleci był bardzo konstruktywnym partnerem Polski, musi mieć wpływ na Kongres USA. Skutki tego będą więc raczej na pewno odczuwane w przyszłości.

Jak walczyć z „polskimi obozami śmierci"?

Mleko już się rozlało. Dotychczas wystarczały metody dyplomatyczne. Teraz Kaczyński spowodował, że pojęcie to dotarło do tysiąc razy większego grona odbiorców. Zwykli ludzie będą się nim posługiwali, a nie znając historii, będą na tym skrócie budowali swoje skojarzenia. To katastrofa nie do naprawienia przez lata.

Co pan jako szef MSZ robił w tej sprawie, bo politycy PiS twierdzą, że to oni zaczynają walkę ze zniesławianiem Polski?

Kłamią. W przeszłości tych zdarzeń nie było wiele. W pamięci utkwił mi przypadek z Kanady. Domagaliśmy się sprostowania i zaniechania w przyszłości. Tak się stało.

Podczas spotkania z ambasador Izraela Anną Azari minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz „wyraził gotowość do dalszego dialogu z Izraelem". Gra na czas?

Teraz to już gra bez sensu. Kto będzie chciał poważnie rozmawiać po aroganckim przeforsowaniu ustawy i pospiesznym jej podpisaniu?

Czy spór polsko-izraelski pokazał, że w Polsce jest problem z antysemityzmem?

Oczywiście tak. To problem trwały. Po wojnie i po 1968 roku antysemityzm stal się w pewnym sensie abstrakcyjny z braku Żydów, ale Polak potrafi. Od lat krążą listy Żydów w polityce. Kiedyś nawet ktoś ufundował billboard z podobiznami Żydów. Miałem zaszczyt tam się znaleźć. Ekscesy na stadionach, napis „Łatwopalni" w Jedwabnem i setki innych przypadków. PiS od zawsze flirtował z nacjonalizmem. Wielu z nich pewnie po prostu jest nacjonalistami. W tej atmosferze wszelkie formy rasizmu i ksenofobii muszą kwitnąć. Gołosłowne zapewnienia Dudy i Morawieckiego są bez znaczenia.

Polska brunatnieje?

Na razie to brunatne towarzystwo to wciąż margines. Znacznie poważniejsza jest bierność organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości. To może być zwykły oportunizm i lenistwo, ale może to też być realizowanie cichej i niepisanej dyrektywy. Jeśli przedstawiciele PiS mówią o brunatnych bandytach, że rozumieją ich powody, jeśli Błaszczak jako szef MSZ nie widzi problemu, gdy 11 listopada dziesiątki tysięcy ogolonych łbów wywrzaskuje swoje rasistowskie poglądy, to nie można się dziwić zwykłym gliniarzom, że nie przeszkadzają brunatnym w laniu KOD-owców czy nawet sami dadzą kuksańca babie protestującej przeciwko faszyzmowi. Polska to już kraj, gdzie znowu tropi się takich wywrotowców, jak Frasyniuk, a pamiątkowe fotki robi się z jego wrocławskim rodakiem palącym, przynajmniej na razie, kukłę Żyda.

Jak pan ocenia reakcję premiera Morawieckiego na konflikt?

Bez znaczenia od samego początku, a zwłaszcza teraz po decyzji Dudy.

rozmawiał Jacek Nizinkiewicz

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL