Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rzecz o polityce

Kazimierz Wóycicki: Kaczyński, a co potem?

Fotorzepa, Jerzy Dudek
W szeregach PiS rozpoczęła się już walka o przywództwo.

Zawiłoœci polskiej demokracji powodujš, że o wielu sprawach nie mówi się dostatecznie wyraziœcie. Zamiata się zbyt wiele pod dywan. Obecna opozycja nie ma odwagi analizować, dlaczego przegrała wybory, i winę za własnš porażkę zwala na przewrotnoœć zwycięzców. Obecna zaœ partia rzšdzšca i nowy mainstream polskiej polityki nie wyjaœniajš opinii publicznej swoich obecnych, wewnętrznych podziałów. Wprost przeciwnie. Politycy tego obozu zapewniajš, że nic się nie dzieje i sš nadal zgranš i zgodnš drużynš. Spory sš natomiast aż nadto widoczne.

Gdy prezydent mówi, że nie dopuœci do powstawania „prywatnych armii" – stwierdzenie to doœć mocne, a nawet mogšce sygnalizować coœ bardzo niepokojšcego, nikt nie ma wštpliwoœci, do kogo jest skierowane. Podobnie odmowa podpisania nominacji generalskich wskazuje jednoznacznie na jakieœ nader poważne różnice między prezydentem a ministrem obrony. Również gdy prezydent wetuje ustawy zredagowane przez ministra sprawiedliwoœci i uzasadnia to tym, że nie dopuœci do zmiany systemu prawnego w kraju, z pewnoœciš nie chodzi mu o jakieœ formalne drobiazgi.

Sytuacja ta może mieć co najmniej dwie interpretacje.

Pierwsza mówiłaby o bardzo poważnych różnicach w zapatrywaniach politycznych, ale także ideowych między prezydentem a ministrami obrony i sprawiedliwoœci. Andrzej Duda przy takiej interpretacji może być widziany jako obrońca demokratycznych pryncypiów. Zdaje się być zaniepokojony autorytarnymi skłonnoœciami co najmniej częœci rzšdu, bo trudno sobie wyobrazić, aby obaj ministrowie działali wyłšcznie na własnš rękę i stracili już zaufanie pani premier.

Druga odwołuje się przede wszystkim do narastajšcych podziałów w obozie władzy. Nie chodzi przy tym o nieistotne, z szerszej perspektywy, domniemania o słabnšcej pozycji szefowej rzšdu, która w ostatnim okresie wydaje się niemal nieobecna i bezwolna, nie chodzi też o dawniej tak aktywnego ministra spraw zagranicznych, który praktycznie znikł. Nie chodzi też o działania ministra œrodowiska, które mogš przysporzyć niemałych trudnoœci przed unijnym sšdownictwem. Sš to wszystko sprawy ważne, którymi jednak rzšd, korzystajšcy bezwzględnie z parlamentarnej większoœci, może się nie za bardzo przejmować. Domniemaniem jest jednak, że toczy się walka już nie o pozycję w rzšdzie, ale o władzę. W tle ma być słabnięcie pozycji polityka, który dotychczas władzę tę niemal niepodzielnie sprawował i która nie wspierała się na formalnym usytuowaniu w hierarchii instytucji państwowych. Mowa jest oczywiœcie o prezesie PiS Jarosławie Kaczyńskim.

Wniosek o słabnšcej pozycji Kaczyńskiego można wywieœć stšd, że nad zaistniałymi konfliktami zdaje się nie sprawować kontroli. Wczeœniej umiał zmitygować prezydenta i zaprowadzać ład we własnych szeregach. Teraz tak się jednak nie dzieje. Aktywnoœć tego polityka zdaje się koncentrować w znacznej mierze wokół miesięcznic, tak przynajmniej widzieć można sprawy z zewnštrz. W obecnym konflikcie nie bierze niczyjej strony, ale nie wydaje się, by było to wynikiem politycznego wyrachowania i dšżeniem do tego, by zachować pozycję arbitra. Konflikt Dudy z Macierewiczem i Ziobrš demoluje pozycję Kaczyńskiego.

Sprawa wyda się jeszcze poważniejsza, jeœli wsłuchać się w plotki o jego poważnych kłopotach zdrowotnych i kuracji szpitalnej. Mówi się o tym coraz częœciej, zachowujšc tylko pozornš dyskrecję, która skšdinšd w takich sprawach jest zrozumiała i w jakimœ zakresie wymagana. Domniemania te występujš jednak w natężeniu, które zmuszajš do tego, by traktować je na serio, i wypadałoby je ucišć albo też powiedzieć, jak sš poważne. Powinni to zrobić politycy zwišzani z prezesem PiS. Jeœli bowiem w plotkach kryje się ziarno prawdy, to obecne podziały sš tym bardziej zapowiedziš walki o schedę po charyzmatycznym w dużym stopniu przywódcy polskiej prawicy.

Demokracja polega między innymi na przejrzystoœci mechanizmów władzy. Jeœli spory między prezydentem a szefami dwóch kluczowych resortów majš merytoryczny charakter, winny być one jasno i zrozumiale wypowiedziane. Nikt nie powinien zaprzeczać, że one istniejš. Jeœli zaœ chodzi o spadek po słabnšcym przywódcy, opinii publicznej winno być ujawnione otwarcie wszystko, co z tym zwišzane. Spadek po obecnym przywódcy PiS trzeba by traktować jako kluczowš kwestię dla polskiej polityki. Jest to sprawa ważna dla obozu władzy, który cementowany jest talentem politycznym Kaczyńskiego. Musi się do niej z powagš odnosić również opozycja, bez jakiejkolwiek Schadenfreude.

Wszelkie rozważania nazbyt koncentrujšce się na sprawach personalnych nie dadzš pogłębionej analizy. Podziały natomiast, o których tu mowa, to nie tylko to, co dzieje się wokół Nowogrodzkiej, ale co dobrze widoczne dla każdego, niespecjalnie nawet uważnego czytelnika polskich mediów, i to przede wszystkim mediów nowego mainstreamu.

Łatwo można wyczytać, że wpływowe tygodniki „Sieci" i „Gazeta Polska" stojš za oboma ministrami i przeciw prezydentowi (niedawno niezbyt życzliwie zauważyły m.in., że podobno duży wpływ na Andrzeja Dudę ma jego żona), inaczej niż tygodnik „Do Rzeczy" majšcy zdecydowanie przeciwne stanowisko. Po stronie prezydenta opowiedział się były premier Jan Olszewski wraz Ruchem Odbudowy Polski, czyli œrodowisko œciœle zwišzane z PiS. Opowiedziała się też Zofia Romaszewska, osobistoœć o niemałym dla œrodowiska PiS znaczeniu. Robi wrażenie, jakby niemal każdy w obecnym mainstreamie czuł zobowišzanie, by opowiedzieć się po jednej lub po drugiej stronie, z pomocš słownictwa i emocji, jakie jeszcze nie tak dawno wywoływała wyłšcznie była władza i obecna opozycja.

Podział i konflikt staje się więc widoczny wszem wobec, choć nie wiadomo, jak dalece może się on rozwinšć. Jeœli jest to „tylko" konflikt ideowy, może być on szybko zażegnany, tym bardziej jeœli prezydent wykaże brak zdecydowania i charakteru. Jako obrońca demokracji nie jest on też zbyt przekonujšcy, przynajmniej w oczach opozycji, która zarzuca mu wielokrotne sprzeniewierzenie się konstytucji. Jeœli jednak jest to walka o władzę w samym obozie władzy, to kandydatów do niej wœród obecnie rzšdzšcych jest więcej. Zwykły też instynkt może podpowiadać prezydentowi, że już niezależnie od ideowych zasad nie należy odpuœcić, bo i jego polityczne losy się tutaj ważš. Ma nie wielu koalicjantów, wœród których wymienić trzeba pewnie wicepremiera Morawieckiego, wcišż zapowiadajšcego, że wyprowadzi kraj na œcieżkę przyspieszonego rozwoju. Zarazem Andrzej Duda ma przeciwko sobie dwóch polityków zawłaszczajšcych istotne narzędzia władzy, nierobišcych sobie wiele z zasad państwa prawa i demokracji, a do tego o osobowoœciach wyraŸnie trudno znoszšcych, że nie stojš czele hierarchii władzy.

Kto wygra pojedynek o władzę na górze, dzisiaj nie wiadomo. Ważniejsze jednak staje się pytanie, jak na tę sytuację, jeœli trwać będzie nieco dłużej i stanie się powszechniej widoczna, zareaguje elektorat PiS. Wcišż jest on dostatecznie liczny, aby być zasadniczym czynnikiem politycznych wyborów Polski. Może się podzielić i częœć pójdzie pod pałac popierać prezydenta. Może też uznać go za podobne zło, za jakie wczeœniej uznano „liberałów", PO itd., i wrzucić go do tego samego worka.

Wiadomo też z dużš dozš prawdopodobieństwa, że sytuacja podobna w jakikolwiek sposób do tej sprzed jesieni 2016 roku już nie powróci (taka płonna nadzieja decyduje o słaboœci dużej częœci opozycji). Obecne konflikty wewnštrz obozu władzy mogš zapowiadać tworzenie się jakiejœ nowej, trudnej do przewidzenia konstelacji politycznej. O tym, jaka ona będzie, zdecydujš różne formy aktywnoœci (albo też biernoœci) społecznej. I chodzi tu wszelkš aktywnoœć, niezależnie od przynależnoœci partyjnej czy sympatii politycznych, czy to poprzez demonstracje uliczne, organizowanie się w partiach, głosy w mediach społecznoœciowych, czy w ostatecznej instancji dzięki kartce wyborczej. Takš rolę społeczeństwu odebrać może tylko dyktatura.

Społeczeństwo polskie jest w istocie mało rozpoznane, gdy chodzi o jego preferencje polityczne i opcje ideowe, warto więc to właœnie jemu przede wszystkim się przyglšdać.

Autor jest wykładowcš UW, autorem wielu ksišżek, m.in. „Niemiecki rachunek sumienia. Niemcy wobec swojej przeszłoœci 1933–1945".

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL