Bartłomiej Misiewicz, rzecznik ministra obrony narodowej i szef jego gabinetu politycznego, miał być odwołany już dwa tygodnie temu. Domagać się miał tego od Antoniego Macierewicza sam prezes PiS Jarosław Kaczyński.
Było to po publikacji „Faktu", który opisał nocną wizytę rzecznika w klubie w Białymstoku. Przedstawione tam ekscesy były kroplą, która przelała czarę. Potwierdza nam to bliski współpracownik Kaczyńskiego. – Prezes prosił, by schować Misiewicza i go nie eksponować, co można też odczytać jako pożegnanie z MON – mówi nam współpracownik.
Sprawę odwołania najbardziej zaufanego człowieka Antoniego Macierewicza – 27-letniego Misiewicza, który od roku przysparza i partii, i rządowi wizerunkowych kłopotów – postawiła na ostrzu noża także Beata Szydło. – Między panią premier a Macierewiczem jest zauważalne napięcie, które już można nazwać konfliktem – mówi nam jeden z polityków PiS.
Elżbieta Witek z KPRM zapewnia nas jednak, że nie ma sporu między Szydło a szefem MON.
Według informacji „Rzeczpospolitej" w PiS pochylano się nad „problemem Macierewicza". – Sondowano nawet, czy nie wsadzić go na fotel marszałka Sejmu – zdradza nam polityk blisko Kancelarii Premiera. Działacze PiS typują na jego zastępcę ministra Henryka Kowalczyka lub Bartosza Kownackiego, obecnego wiceministra obrony.