Trump odkrył znaczenie Polski

aktualizacja: 13.07.2017, 15:11
Damon Wilson
Damon Wilson
Foto: materiały prasowe

Prezydent się uczy. Już po wygranych wyborach zrozumiał, jak bardzo interesy Rosji i USA są sprzeczne i jak ważny jest dla Ameryki sojusz z krajami Europy Środkowej. Dlatego przyjechał do Warszawy – mówi Jędrzejowi Bieleckiemu Damon Wilson, wiceszef Atlantic Council.

REDAKCJA POLECA

Rzeczpospolita: Przemówienie Donalda Trumpa w Warszawie było pełne patetycznych pochwał pod adresem Polski. Prezydentowi chodziło o uzyskanie entuzjastycznej reakcji publiczności, aby zatrzeć złe wrażenie spodziewanych protestów dzień później na szczycie G20 w Hamburgu czy myśl jest głębsza – znalezienie nowego sojusznika w Europie w sytuacji, gdy Niemcy i Francja odnoszą się z coraz większą rezerwą do Waszyngtonu, a Wielka Brytania w ogóle wychodzi z Unii?

Damon Wilson: Ani jedno, ani drugie. Prezydent chciał pokazać, jak ważna dla Ameryki jest Polska, ale także szerzej Europa Środkowa wobec narastającego zagrożenia ze strony Rosji. Mówimy przecież o krajach, które są szczególnie przywiązane do mocnych więzi transatlantyckich i które, jak Polska, poważnie traktują swoje zobowiązania wobec NATO dotyczące wydatków na obronę. W przemówieniu Trump mówił o roli patriotyzmu, wartości rodzinnych, które pomogły przetrwać Polakom. Ale wspominał też o tym, że silne Niemcy są potrzebne do utrzymania jedności Europy, co z kolei jest korzystne dla całego świata. Ta administracja nie chce więc powrotu do podziału na „starą" i „nową" Europę, nie chce dzielić Unii. Przeciwnie, przecież tydzień po wizycie w Warszawie prezydent weźmie udział w obchodach rocznicy zdobycia Bastylii w Paryżu.

Jak to, przecież Trump wielokrotnie mówił w kampanii wyborczej o konieczności poprawy stosunków w Rosją, może nawet globalnym porozumieniu z Władimirem Putinem kosztem interesów Europy Środkowej...

Cóż, mamy prezydenta, który uczy się w trakcie sprawowania swojego urzędu. Który uświadamia sobie, jakie zagrożenia dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych stanowi Rosja. To jest także prezydent, który poznał kraje Europy Środkowej, spotykając się w trakcie kampanii z wyborcami, których korzenie stąd właśnie pochodzą. To miało dla niego duże znaczenie. Trump doszedł więc do wniosku, że to jest grupa państw, z którymi Ameryka powinna zacieśnić współpracę, ale w ramach Unii Europejskiej, w ramach NATO. Zrozumiał, że sensowne porozumienie z Rosją nie będzie możliwe, jeśli naruszy interesy państw Europy Środkowej.

Tyle że poza retoryką Trump nie wyszedł poza decyzje, które w sprawie tego regionu podjął Barack Obama: wysłanie amerykańskich wojsk, zgoda na eksport skroplonego gazu, aby przełamać monopol Gazpromu...

Te dwie decyzje Baracka Obamy, w sprawie wysłania wojsk do Polski i innych krajów Europy Środkowej oraz zezwolenie na eksport LNG, co zresztą zainicjował Kongres, są rzeczywiście fundamentalne. Ale jednocześnie nie można zapomnieć, że Obama podjął je pod sam koniec swojej prezydentury. Teraz jesteśmy zaś dopiero u progu kadencji Trumpa, kiedy nie jest jeszcze jasne, co zamierza zrobić. Nie sądzę nawet, aby sama ekipa prezydenta wiedziała już, jaka będzie jej ostateczna strategia. Mamy na razie tylko pierwsze sygnały. Ale mimo to podróż do Polski ujawniła kilka podstawowych rzeczy. Pierwsza to zapewnienia, że Ameryka nie podejmie żadnych decyzji ponad głowami państw Europy Środkowej, że rozumie, na czym polegał błąd Jałty. Po wtóre, że to jest region, który jest bardzo bliski Stanom Zjednoczonym, z którym Amerykanie mają wyjątkowe stosunki. I po trzecie, gdy chodzi o konkretne decyzje, nie było przecież od początku jasne, że ta administracja automatycznie będzie kontynuować politykę długoterminowego rozmieszczenia amerykańskich sił wojskowych na wschodniej flance NATO, z pewnością nie można było wyciągnąć takiego wniosku z kampanii wyborczej. A jednak teraz w budżecie Pentagonu nie tylko utrzymano, ale wręcz zwiększono środki na ten cel w stosunku do tego, co było za prezydenta Obamy. Amerykanie będą więc obecni w Polsce nie rok czy dwa tylko dużo dłużej. To staje się teraz bardzo jasne. Czy to oznacza, że Waszyngton ma już ustaloną strategię działania wobec Rosji? Nie, to jeszcze nie ten etap. Ale w relacji z Rosją to przecież mogło wyglądać znacznie gorzej, Trump mógł też w Warszawie zachęcać Polskę do dystansowania do Niemiec. Nic z tego się jednak nie zdarzyło. Przyznaję jednak, że ta administracja będzie musiała zrobić dużo więcej, aby wspierać jedność europejską, podkreślać, że jest to w interesie Ameryki.

Czego dokładnie nauczył się Trump o Rosji w czasie pięciu miesięcy, jakie minęły od objęcia przez niego prezydentury? Zrozumiał, że strategiczne interesy Kremla są sprzeczne w interesami USA na Bliskim Wschodzie czy na Ukrainie?

– Trump nie jest aż tak naiwny, aby wcześniej zupełnie sobie z tego nie zdawać sprawy. Ale jednocześnie było dla mnie niepokojące, że do tej pory prezydent jasno nie mówił o polityce agresji Rosji na Ukrainie. Wspomniał o tym dopiero tak jasno w Warszawie, dlatego to przemówienie jest istotne. Tym bardziej że mówił też o destabilizacji przez Kreml Syrii i szerzej Bliskiego Wschodu, a także o próbach Moskwy uczynienia z Europy Środkowej zakładnika rosyjskiej polityki energetycznej. Ale już wcześniej mimo przyjaznych deklaracji prezydenta wielu ludzi w jego ekipie zdawało sobie sprawę z zagrożenia, jakie stanowi Rosja dla naszych interesów, naszych sojuszników. Ważna sprawa: prezydent wiele uczy się także z rozmów z innymi przywódcami. Theresa May powiedziała mu, że nie chce, aby inne kraje poszły za przykładem Wielkiej Brytanii i wyszły z Unii, nie chce, aby Wspólnota się rozpadła. To zrobiło wielkie wrażenie na prezydencie. Podobnie, kiedy usłyszał od prezydenta Polski i prezydent Chorwacji, jak Rosja próbuje wykorzystać niestabilność na Bałkanach i w Europie Wschodniej, jak prowadzi ćwiczenia wojskowe „Zapad" – to ma wpływ na jego politykę.

A może po prostu Trump musi prowadzić twardą politykę wobec Rosji z powodu narastającego skandalu w sprawie związków jego sztabu wyborczego z Kremlem, bo inaczej zostanie oskarżony o zdradę?

Zgoda: prezydent ma bardzo ograniczone pole manewru, gdy idzie o to, co może zrobić w stosunkach z Rosją. Ta administracja po prostu nie może zawrzeć złego porozumienia z Moskwą. W Senacie twarde sankcje wobec Rosji zostały przyjęte stosunkiem 98 do 2! Podobnie za przyjęciem Czarnogóry do NATO głosowało 97 senatorów! Zarówno wśród republikanów jak i wśród demokratów panuje absolutna zgoda, że Moskwie trzeba się postawić i to także wiąże ręce Białego Domu.

Szef rosyjskiej dyplomacji Sergiej Ławrow ostrzega, że jeśli Trump szybko nie odwoła decyzji Obamy o przejęciu rosyjskich ośrodków dyplomatycznych w USA, Moskwa odpłaci się tym samym. Zmierzamy do dalszego pogorszenia stosunków amerykańsko-rosyjskich?

To całkiem możliwe. Te relacje będą w każdym razie pełne wstrząsów, pełne nieprzewidywalnych zwrotów akcji, co jest wyjątkowo niekorzystne dla Putina.

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE