Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rozmowy czwartkowe

Petit: Europa zawsze budowała się w bólach

materiały prasowe
W drużynie rugby sš potrzebni różni zawodnicy i dla każdego jest jakaœ praca do wykonania. To obraz pluralistycznego społeczeństwa. Dlatego chcę zasady tej gry przenieœć do polityki – mówi kandydat do Zgromadzenia Narodowego z ramienia partii prezydenta Macrona Frédéric Petit.

Rz: Startuje pan w zaplanowanych na przyszłš niedzielę francuskich wyborach parlamentarnych, ale pana okręgiem wyborczym jest między innymi… Polska. Jak pan to wyjaœni?

Frédéric Petit: Kilka lat temu uznano, że Francuzi z zagranicy sš bogactwem narodowym, wnoszš istotny wkład w rozwój ojczyzny, dlatego majš prawo wybrać swojego posła. W 2012 r. utworzono 11 okręgów dla nieco ponad trzech milionów obywateli żyjšcych poza granicami Francji.

Jak by pan scharakteryzował swój okręg wyborczy?

To Europa Œrodkowa plus Niemcy. Według mnie to serce Europy. Europa Œrodkowa to moje DNA. Znam te kraje, mam tu kolegów, moja dorosła córka pracuje w Warszawie, jest dwujęzyczna i dwukulturowa. Kocha Polskę, ale zarazem, en m?me temps [ulubiony zwrot używany w kampanii prezydenckiej przez Emmanuela Macrona – przyp. red], kocha Francję. Mogę więc powiedzieć, że Europa Œrodkowa to jest też moje życie.

Od kiedy?

Polskę odkryłem pod koniec lat 80: poznałem wtedy Agnieszkę Małeckš z Krakowa. Jesieniš 1989 r., żeby się jej oœwiadczyć, przyjechałem z Metzu do Krakowa na rowerze, właœnie walił się mur berliński… Po œlubie zamieszkaliœmy w Metzu, gdzie od 1994 r. pracowałem w niemiecko-francuskim centrum spotkań młodzieżowych.

Metz to pana rodzinne miasto?

Urodziłem się w Marsylii, ale wychowywałem się właœnie w Metzu, gdzie skończyłem matematykę. Po studiach odbyłem służbę cywilnš w Kamerunie (to było w epoce obowišzkowej służby wojskowej, którš można było zamienić na służbę cywilnš). Wróciłem do Metzu, gdzie podjšłem pracę w oœrodku pomocy społecznej w zaniedbanej dzielnicy. Trudnoœci wynikały głównie z różnic kulturowych - mieszkali tam ludzie pochodzšcy z różnych stron œwiata.

Mer chciał zamknšć oœrodek, bo nie widział efektów – dopłacał z budżetu, a mieszkańcy byli cišgle skłóceni. Zgromadziłem grupę ludzi, którzy chcieli uratować centrum, bo uważali, że może ono być narzędziem w rozwišzywaniu problemów dzielnicy. Moja ekipa była złożona z ludzi tak różnych, jak proboszcz, członek Komunistycznej Partii Francji, działacz Partii Pracujšcych Kurdystanu, imam z meczetu tureckiego. Ideologicznie się nie zgadzali, ale żyli w tej dzielnicy, bezpoœrednio bšdŸ poœrednio dotykały takie problemy, jak bezrobocie, opieka nad dziećmi itd. Obiecaliœmy merowi, że w cišgu dwóch lat uporzšdkujemy sytuację.

Udało się?

Rozwišzywaliœmy na bieżšco sytuacje kryzysowe, a zarazem szukaliœmy głębszych przyczyn problemów. Stworzyliœmy oœrodek przekwalifikowania zawodowego, organizowaliœmy największe w naszym departamencie wakacje dla dzieci, w końcu stworzyliœmy nawet kółko filozoficzne. To było pasjonujšce, pracowałem tam 11 lat.

I to wtedy pan wszedł do polityki?

Nie, najpierw rozpoczšłem karierę menedżera. Pracowałem w branży ciepłowniczej we Francji, potem trzy lata na Litwie, a następnie dwa lata w Zielonej Górze. W 2005 r. przeprowadziłem się do Krakowa, gdzie zwišzany byłem z Onyx Polska, firmš z branży zagospodarowania odpadów. W tym czasie byłem ekspertem w komisjach sejmowych – powstawała wtedy ustawa o gospodarce odpadami. Byłem też przewodniczšcym Zwišzku Pracodawców Gospodarki Odpadami. Potem przez dwa lata pracowałem na swój rachunek (miałem między innymi kilka misji na Ukrainie). Potem Grupa Consolis zatrudniła mnie w Egipcie, od 2015 zarzšdzałem fabrykami tej firmy w Europie Œrodkowej. Od ubiegłego roku pracuję jako interim menedżer (specjalista w zarzšdzaniu przedsiębiorstwem, zazwyczaj angażowany czasowo do specjalnych projektów – RG). Zrobiłem też uprawnienia mediatora we Francji.

Przez lata grał pan amatorsko w rugby. Co jest pocišgajšcego w tym sporcie?

Kocham rugby, ponieważ to jest sport, który wymaga stworzenia zespołu z bardzo różnorodnych ludzi. Potrzeba niskich i wysokich, krępych i szczupłych... Dla każdego jest jakaœ praca do wykonania, a wszyscy tworzš kolektyw – to trochę obraz pluralistycznego społeczeństwa. Zaczšłem grać we Francji, a potem kontynuowałem w krajach, gdzie pracowałem, a w Egipcie stworzyłem nawet drużynę młodzieżowš.

I zasady rugby chce pan teraz przenieœć do polityki? Kandyduje z ramienia ugrupowania La République En Marche, któremu przewodzi nowy prezydent. Entuzjaœci Emmanuela Macrona zachwycajš się jego programem, wizjš kraju, która ma wszystko odmienić. Mam wštpliwoœci, bo poza tym, że rzeczywiœcie przełamał uœwięcony we Francji podział lewica – prawica, na razie nie widzę nowej jakoœci. Gdzie ona jest?

Pierwsze duże przedsięwzięcie w planie Macrona to reforma edukacji. To sprawa fundamentalna. Myœlałem o tym w podobny sposób od wielu lat. Gdy pracowałem w Metzu w centrum pomocy społecznej, mówiłem współpracownikom: „Trzeba z powrotem ustawić szkołę na œrodku miasteczka” [parafraza francuskiego przysłowia – „Trzeba z powrotem ustawić koœciół na œrodku miasteczka – przyp. red].

Na czym polega kryzys francuskiej szkoły?

Mamy bardzo dobry system, który integrował, jak to się u nas mówi „wszystkie dzieci Republiki”. Został on jednak stworzony 120 lat temu i okazał się nieodporny na niektóre zjawiska współczesnoœci: na Internet, na globalizację gospodarki, na demografię (Francja ma najwyższy przyrost naturalny w Europie). W obliczu tych wyzwań Macron mówi: więcej autonomii dla kierowników placówek szkolnych, państwowe gwarancje dla pożyczek zacišganych przez szkoły na cele inwestycyjne, klasy szkolne w trudnych dzielnicach maksymalnie z 12 uczniami.

Co jeszcze jest nowego w projekcie Macrona?

Odbudowa Unii Europejskiej. To, że mamy w Unii konflikty, nie jest jeszcze nieszczęœciem. Rzecz w tym, żeby te konflikty były ożywcze, dały nowš energię Europie – i Macron tak to widzi.

Prezydent Hollande postulował mniej więcej to samo, a mu nie wyszło. Dlaczego miałoby się udać Macronowi?

Sš dwie istotne różnice pomiędzy możliwoœciami działania Hollande’a i Macrona. Po pierwsze - siła polityczna: Hollande jej nie miał, bardzo szybko okazało się, że nominalna większoœć nie jest większoœciš realnš. Macron ma szansę mieć większoœć realnš. Po drugie - stosunek do dwupartyjnoœci: Hollande był jej więŸniem, Macron jš przekroczył.

Nowy prezydent chce zacieœnienia współpracy i kładzie nacisk raczej na wspólne polityki europejskie (wymiar wspólnotowy UE) niż współpracę między państwami (wymiar międzyrzšdowy). To oznacza zmiany instytucjonalne, poczynajšc od wzmocnienia strefy euro?

W strefie euro nie wystarczy nam już Europejski Bank Centralny, potrzebujemy czegoœ solidniejszego, np. wspólnego ministra finansów.

To recepta na pozostawienie pewnej liczby państw członkowskich - w tym Polski - poza tym twardym jšdrem Unii. Tym bardziej, że Polska sama się izoluje. Jak pan na to patrzy oczami człowieka majšcego œrodkowoeuropejski DNA?

Polska, Węgry stwarzajš problem – nie ulega wštpliwoœci. Macron mówi: nie jestem przeciwko Polsce, nie jestem przeciwko Węgrom, mam spór z rzšdem polskim i z rzšdem węgierskim. To jest ważne rozróżnienie. Uważam, że Europa zawsze budowała się w bólach i to się nie zmienia. Eurosceptycyzm mamy także we Francji, gdzie w ostatnich wyborach 40 proc. elektoratu wybrało kandydatów skrajnych [chodzi o sumę głosów oddanych na Jean-Luca Melenchona i na Marine Le Pen – przyp. red].

Wielu Francuzów mówi: wybór Macrona stwarza szanse na przełamanie barier rozwoju Francji. Jaka jest najważniejsza z tych barier?

System partyjny. Partie składały się z aparatczyków, a funkcjonalnie działały jako maszyny wyborcze. Tym ludziom nie chodziło o rozwišzywanie problemów, ale o wstawianie swoich protegowanych na wpływowe stanowiska. Macron mówi: liczy się wyłšcznie o rozwišzywanie problemów. Dlatego to mnie tak pocišga.

Na 4 i 18 czerwca zaplanowano dwie tury wyborów parlamentarnych dla Francuzów zamieszkałych za granicš (11 i 18 czerwca dla mieszkajšcych we Francji). Obywatele V Republiki wybiorš 577 członków Zgromadzenia Narodowego. Od tego, jaki wynik osišgnie ugrupowanie La République En Marche prezydenta Emmanuela Macrona zależš losy zapowiedzianych przez niego reform. Najnowsze sondaże dajš ugrupowaniu prezydenta oraz jego politycznym sojusznikom ok. 30 proc. poparcia.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL