Rolnictwo

Już po ptasiej grypie

Fotorzepa, Michał Walczak
Wyczekany koniec epidemii pozwoli polskim firmom wrócić na rynki Chin, Japonii czy Afryki.

Czwartek 20 lipca to ważna data dla polskich producentów drobiu. Tego dnia minęły obowiązkowe trzy miesiące kwarantanny od likwidacji ostatniego ogniska ptasiej grypy w Polsce. Będzie więc można wznowić eksport na rynki pozaunijne.

Wirus trafił do nas w grudniu 2016 r. i od razu odbił się na sprzedaży drobiu. Polska jest jego największym producentem w Unii Europejskiej. Wprawdzie ok. 80 proc. mięsa drobiowego eksportujemy na rynki Wspólnoty, ale kraje pozaunijne są coraz ważniejszym odbiorcą, tym bardziej że w Azji czy RPA dobrze sprzedają się części, w których Europa nie gustuje, czyli grzebienie, kurze łapki czy skrzydełka. I te właśnie rynki – Chiny, Japonia, Wietnam, Filipiny, RPA – zamknęły się dla Polaków.

– Na Chiny jeszcze czekamy i negocjujemy – mówi „Rzeczpospolitej" Krzysztof Jażdżewski, zastępca głównego lekarza weterynarii, który nadzoruje negocjacje z krajami importującymi polski drób. – RPA powinna w krótkim czasie zareagować, myślę, że Wietnam też niedługo przywróci eksport. Na razie powoli otwierają się mniejsze rynki, Macedonia, Filipiny, a także Izrael – dodaje.

65 ognisk choroby

W Polsce wykryto 65 ognisk choroby, ostatnie – 20 kwietnia. Kraje unijne stosują regionalizację – wykluczają jedynie import z tzw. strefy zagrożenia, w promieniu 10 km wokół „zarażonej" fermy. – Kilkadziesiąt ognisk brzmi strasznie, ale było to problematyczne jedynie w wypadku państw trzecich – mówi „Rzeczpospolitej" Łukasz Dominiuk, dyrektor generalny Krajowej Rady Drobiarstwa. Kraje spoza UE przyjęły różne strategie. – Chiny stwierdziły, że regionalizacja ich nie interesuje i całkowicie zakazały importu. Białoruś narzuciła regionalizację na poziomie województw, a Zjednoczone Emiraty Arabskie akceptują unijne rozwiązania – wyjaśnia.

Tęsknota za Chinami

Na chińskie rozporządzenie znoszące zakaz importu czeka sześciu polskich eksporterów, którzy już tam wysyłali mięso drobiowe, i ok. 20 kolejnych, którzy są w trakcie wyrabiania zezwoleń. Jednym z nich był Superdrob. – Bardzo się cieszymy na koniec ptasiej grypy – mówi Jan Wolff, dyrektor ds. eksportu. – To był dla nas bardzo ważny rynek. Pod koniec roku prowadziliśmy też rozmowy z Japonią, wszystko było na dobrej drodze – mówi. Japonia także szybko zabroniła eksportu z Polski, więc do kontraktu nie doszło. – Teraz musimy wszystko odbudować, czekamy z niecierpliwością, aż nasze władze doprowadzą do porozumienia z Chinami – mówi.

Na to czeka cała branża. Dlaczego rynki nie zostaną otwarte od razu, od jutra? Krzysztof Jażdżewski informuje, że nie wszystkie kraje znoszą ten zakaz automatycznie, a przez okres wakacji niewiele będzie się działo. – Rozumiem oczekiwania eksporterów, ale muszą pamiętać, że nie zawsze po drugiej stronie jest partner tak samo chętny do rozmów jak my.

W ciągu siedmiu miesięcy polskiej nieobecności na niektóre rynki trafiła już konkurencja. – W RPA jest teraz trudniej, wprowadzili cła dla mięsa z Europy, mocno rozpychają się tam Amerykanie – mówi Łukasz Dominiuk z KRD.

Ani RPA, ani Wietnam czy Japonia jeszcze nie wznowiły importu. Łatwiej może być w Chinach. – Obecnie jedynie trzy państwa mają tam uprawnienia eksportowe. Nie ma kto nas z tego rynku wypchnąć – dodaje Dominiuk.

Wartość polskiego eksportu drobiu od stycznia do kwietnia 2017 r. wzrosła o zaledwie pół procent w porównaniu z blisko 10 proc. wzrostu w tym samym okresie 2016 r.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL