Rodzina

Nietrudno pozbawić ojca kontaktów z dzieckiem

Coraz częściej spotykanym przykładem utrudniania kontaktów z dzieckiem jest stawianie zarzutu molestowania.
shutterstock
Pomysłowość zdradzonych małżonków zadziwia.

Wydawać by się mogło, że jest co najmniej oczywiste, iż dziecku potrzebny jest kontakt z obojgiem rodziców lub że kontakt ten stanowi prawo dziecka zagwarantowane nie tylko normami prawa polskiego, ale również międzynarodowego. Tymczasem zadziwia, do czego można się posunąć, aby wykazać całkowitą „zbyteczność" drugiego z rodziców w życiu dziecka.

Ustawodawca nieprzypadkowo wprowadził obok prawa również obowiązek kontaktu, chcąc podkreślić, że spotkania te nie są dowolne, a także wzmocnić pozycję rodzica oraz dziecka w relacji z drugim rodzicem – na ogół utrudniającym kontakt. Wyprowadzenie się z domu drugiego rodzica, a następnie brak kontaktu z nim jest najboleśniejszą dla dziecka konsekwencją końca miłości dorosłych.

Wszystko to w efekcie prowadzi często do pozbawienia dziecka nie tylko właściwego modelu rodziny, ale przede wszystkim prawidłowego obrazu roli mężczyzny i kobiety, skoro od tego momentu wychowywane jest tylko przez jedno z nich.

Drzwi muszą być otwarte

W większości przypadków, jeśli kontakty nie zostały ustalone podczas postępowania rozwodowego lub gdy rodzice nie byli nigdy małżeństwem – sprawa o ich ustalenie wcześniej czy później, a przeważnie wcześniej, trafi na wokandę. Rzadko kiedy bowiem matka i ojciec wykażą się taką dojrzałością, aby dobrowolnie ustalić sposób widywania się tego z rodziców, który po rozstaniu na co dzień z dzieckiem nie mieszka. Równie rzadko rodzice korzystają w tych sprawach z pomocy mediatora i możliwości zawarcia przed nim ugody w sprawie właściwych kontaktów. W efekcie więc sprawa o kontakty albo od razu trafi do sądu, albo też będąc rozstrzygana już wcześniej, i tak do niego powróci (oby tylko jednokrotnie).

Spośród tych orzeczeń pewna ich część nie zostanie wykonana wcale lub też doprowadzenie do zrealizowania ich w pełni będzie i tak niemożliwe. Ustawodawca, wprowadzając przepisy o sumie przymusowej mającej, w skrócie mówiąc, stanowić finansową dolegliwość wobec rodzica nieprzestrzegającego harmonogramu spotkań, uczynił to nad wyraz sprawiedliwie. Sformułowanie ustalające karę finansową skierowane jest bowiem zarówno do rodzica, który nie otworzył drzwi swego domu o wyznaczonej w orzeczeniu sądu godzinie (lub też wcale ich nie otworzył), jak i do tego, który za późno albo w ogóle na wizytę nie przybył.

Jednakże niewłaściwe wykonywanie orzeczeń przez osoby uprawnione do kontaktu jest statystycznie nieznaczne. Dlatego chociaż sumy finansowe przymuszające do postępowania zgodnego z treścią orzeczenia są skierowane do obojga rodziców, w praktyce powinny zapewniać przede wszystkim skuteczność spotkań ojca z dzieckiem, a nie możliwość penalizowania jego spóźnialstwa na wniosek matki.

Chore akurat w dniu wizyty

Jedno nie ulega wątpliwości: realizacja prawa i obowiązku kontaktów nawet po prawomocnym orzeczeniu sądu musi być trudna, jeżeli istnieje konflikt pomiędzy rodzicem, z którym dziecko mieszka, a tym, który jest uprawniony do spotkań. Kłopotliwość takiej sytuacji można zrozumieć, ale bezwzględne utrudnianie dziecku kontaktu z drugim z rodziców już nie. Statystycznie w Polsce nadal stroną pokrzywdzoną w większości spraw są ojcowie. Ponieważ zwykło się uważać, że to matka wie, co jest dla dziecka najlepsze, ona również często oczekuje wykazania przez ojca, że taki kontakt powinien mu przysługiwać. Jeszcze gorzej jest, gdy dozuje wystarczającą – jej zdaniem – ilość spotkań lub całkowicie je uniemożliwia.

Niemożność spotkania niejednokrotnie uzasadniana jest chorobą dziecka, co złośliwie ująwszy, ma tę „zaletę", że kontakt taki jest nieegzekwowalny i nie jest możliwe ukaranie za jego brak. Pomimo przyzwolenia na takie postępowanie – zwykle matka pielęgnuje chore dziecko – należy zastanowić się, dlaczego choroba ta miałaby w zasadzie wykluczać wykonanie postanowienia sądu o kontaktach.

W przypadku często chorującego dziecka oznaczać by to musiało swobodne (rzec nawet można: „bezkarne"), regularne odmawianie spotkań np. w każdym kolejnym miesiącu, jeśli nie częściej. Tymczasem, pomijając już fakt, że dziecku będzie z całą pewnością przyjemniej, gdy wiec, że oboje rodzice troszczą się o niego, to nie ma przeszkód, aby rodzic ten odbył z nim krótkie spotkanie, chociażby siedząc i trzymając przez kwadrans dziecko za rękę, podczas gdy ono śpi czy nawet gorączkuje. Choroba dziecka – a w większości de facto niesprawdzalne twierdzenie matki o jej pojawieniu się właśnie w dniu, gdy miało dojść do kontaktu, jest tylko jednym ze sposobów konsekwentnego eliminowania ojca z życia dziecka.

Przyczyn takiego postępowania jest wiele. Rodzic utrudniający kontakty może faktycznie wierzyć w to, że częsty bądź nawet jakikolwiek kontakt z drugim z rodziców nie jest zgodny z dobrem dziecka. Może jednak, posługując się tym argumentem, w istocie chcieć odegrać się na byłym partnerze życiowym, co ma pomóc ukoić cierpienie po rozstaniu. W konsekwencji niewidzenie się z synem lub córką staje się karą za przykładowe niedochowanie wierności małżeńskiej.

Sytuacja jeszcze bardziej się komplikuje, gdy u boku rodzica domagającego się kontaktu z dzieckiem zaczyna przebywać nowy partner lub partnerka. Obawa, że w drugim z przypadków zacznie ona zajmować miejsce matki, jest tak silna, że skłania ją do sięgania nawet po najbardziej dotkliwe środki.

Matka postawi na swoim

Niechlubny przykład, coraz częściej spotykany w praktyce, to stawianie zarzutów molestowania seksualnego. Wszczęcie tej machiny ma dalekosiężne skutki wstrzymujące możliwość spotkań. Zarzut taki z miejsca właściwie eliminuje przebywanie z dzieckiem sam na sam – nikt bowiem nie będzie chciał ryzykować, że takie podejrzenia mogą okazać się prawdziwe. W efekcie jednak możliwość swobodnego, a przeważnie w ogóle jakiegokolwiek kontaktu zostaje wyeliminowana – czasem na dwa lata lub więcej. Okres, przez który podejrzany ojciec nie widzi się z dzieckiem, uzależniony jest bowiem od umorzenia sprawy przez prokuraturę, o ile okaże się, że zarzuty molestowania zostały podyktowane bezsilnością rodzica chcącego doprowadzić do przerwania kontaktów.

Częstokroć okazuje się, że zarzut taki pojawia się z chwilą, gdy sąd rozszerza ilość spotkań np. o możliwość zabierania dziecka na weekendy wraz z noclegiem.

Zarówno przykład wspomnianych karygodnych praktyk, jak i każdy inny sposób odwlekania kontaktów rodzica z dzieckiem najpierw o miesiące, a następnie o lata przyczynić się może do usankcjonowania tego stanu faktycznego. Im dłużej bowiem dziecko przebywa z dala od rodzica, tym bardziej rodzic ten staje się mu obcy. Na skutek tego, w czasie kolejnych badań zleconych przez sąd rodzinny, okazuje się, że dziecko wysłuchiwane przez sędziego lub psychologa na okoliczność ustalenia kontaktów nie ma już potrzeby ich utrzymywania. Faktyczny brak więzi ojca z dzieckiem zostaje tym samym usankcjonowany. Czas w tych sprawach gra zatem na szczególną niekorzyść rodzica.

Nie dotyczy to zresztą jedynie tak drastycznego przykładu jak zarzut molestowania seksualnego. Wystarczy bowiem, aby przez samo „niewpuszczanie do domu" drugiego z rodziców doszło do psychicznego odseparowania dziecka. To stwarza ryzyko, że gdy będzie już starsze na tyle, aby móc wyrazić swoją niechęć do spotkań w tym przypadku z ojcem, będąc pod wpływem matki, z którą mieszka, taką niechęć właśnie zadeklaruje. W ten sposób dojdzie do przypieczętowania potrzeb matki przez nieświadome całego procederu dziecko.

Dobro zagrożone

Nie powinno budzić wątpliwości, że zachowanie rodzica niedopuszczającego do stworzenia, a co gorsza kontynuowania relacji drugiego z rodziców z dzieckiem już samo w sobie stanowi o nieudolności sprawowania władzy rodzicielskiej. Dlatego też uporczywe utrudnianie kontaktu np. ojcu z dzieckiem poprzez celowe udaremnianie spotkań to nic innego niż wypełnianie przez matkę ustawowej przesłanki „zagrożenia dobra dziecka" uzasadniającej każdorazowo ingerencję sądu na podstawie art. 109 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Co więcej, postępowanie w tym przedmiocie sąd może wszcząć z urzędu, jak wynika z art. 570 kodeksu postępowania cywilnego.

Dla jasności wskazać należy, że pod pojęciem dobra dziecka należy rozumieć m.in. sytuację zakładającą, że dziecko wychowuje się w rodzinie w atmosferze miłości, w warunkach zapewniających zaspokojenie jego potrzeb i rozwój osobisty. Nie wymaga dogłębnej dedukcji stwierdzenie, że celowe utrudnianie kontaktów rodzicielskich takie dobro dziecka narusza. W konsekwencji znane są przypadki, gdy sądy z urzędu w sytuacji uporczywego uniemożliwiania spotkań wszczynają postępowanie o ograniczenie władzy rodzicielskiej (na ogół matce).

Wydaje się, że w takich okolicznościach ojcowie powinni „masowo" dochodzić zadośćuczynienia za doznaną krzywdę. Sądy wielokrotnie hojnie wynagradzają cierpienia i różnorakie uszczerbki, czy to na zdrowiu czy psychice, czyniąc to zwłaszcza w sprawach ubezpieczeniowych. Dlatego niewłaściwa byłaby powściągliwość w sprawach o takiej wadze – o naruszenie więzi rodzica z dzieckiem. A nie ma przecież osoby bliższej w rodzinie niż dziecko rodzicowi. Może zatem poprzez odszkodowania dla skrzywdzonych udałoby się doprowadzić do przeforsowania tego, co powinno funkcjonować z natury rzeczy.

Autorka jest prawnikiem, doktorantem, ?mediatorem sądowym

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL