Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rodzina

Nietrudno pozbawić ojca kontaktów z dzieckiem

Coraz częœciej spotykanym przykładem utrudniania kontaktów z dzieckiem jest stawianie zarzutu molestowania.
shutterstock
Pomysłowoœć zdradzonych małżonków zadziwia.

Wydawać by się mogło, że jest co najmniej oczywiste, iż dziecku potrzebny jest kontakt z obojgiem rodziców lub że kontakt ten stanowi prawo dziecka zagwarantowane nie tylko normami prawa polskiego, ale również międzynarodowego. Tymczasem zadziwia, do czego można się posunšć, aby wykazać całkowitš „zbytecznoœć" drugiego z rodziców w życiu dziecka.

Ustawodawca nieprzypadkowo wprowadził obok prawa również obowišzek kontaktu, chcšc podkreœlić, że spotkania te nie sš dowolne, a także wzmocnić pozycję rodzica oraz dziecka w relacji z drugim rodzicem – na ogół utrudniajšcym kontakt. Wyprowadzenie się z domu drugiego rodzica, a następnie brak kontaktu z nim jest najboleœniejszš dla dziecka konsekwencjš końca miłoœci dorosłych.

Wszystko to w efekcie prowadzi często do pozbawienia dziecka nie tylko właœciwego modelu rodziny, ale przede wszystkim prawidłowego obrazu roli mężczyzny i kobiety, skoro od tego momentu wychowywane jest tylko przez jedno z nich.

Drzwi muszš być otwarte

W większoœci przypadków, jeœli kontakty nie zostały ustalone podczas postępowania rozwodowego lub gdy rodzice nie byli nigdy małżeństwem – sprawa o ich ustalenie wczeœniej czy póŸniej, a przeważnie wczeœniej, trafi na wokandę. Rzadko kiedy bowiem matka i ojciec wykażš się takš dojrzałoœciš, aby dobrowolnie ustalić sposób widywania się tego z rodziców, który po rozstaniu na co dzień z dzieckiem nie mieszka. Równie rzadko rodzice korzystajš w tych sprawach z pomocy mediatora i możliwoœci zawarcia przed nim ugody w sprawie właœciwych kontaktów. W efekcie więc sprawa o kontakty albo od razu trafi do sšdu, albo też będšc rozstrzygana już wczeœniej, i tak do niego powróci (oby tylko jednokrotnie).

Spoœród tych orzeczeń pewna ich częœć nie zostanie wykonana wcale lub też doprowadzenie do zrealizowania ich w pełni będzie i tak niemożliwe. Ustawodawca, wprowadzajšc przepisy o sumie przymusowej majšcej, w skrócie mówišc, stanowić finansowš dolegliwoœć wobec rodzica nieprzestrzegajšcego harmonogramu spotkań, uczynił to nad wyraz sprawiedliwie. Sformułowanie ustalajšce karę finansowš skierowane jest bowiem zarówno do rodzica, który nie otworzył drzwi swego domu o wyznaczonej w orzeczeniu sšdu godzinie (lub też wcale ich nie otworzył), jak i do tego, który za póŸno albo w ogóle na wizytę nie przybył.

Jednakże niewłaœciwe wykonywanie orzeczeń przez osoby uprawnione do kontaktu jest statystycznie nieznaczne. Dlatego chociaż sumy finansowe przymuszajšce do postępowania zgodnego z treœciš orzeczenia sš skierowane do obojga rodziców, w praktyce powinny zapewniać przede wszystkim skutecznoœć spotkań ojca z dzieckiem, a nie możliwoœć penalizowania jego spóŸnialstwa na wniosek matki.

Chore akurat w dniu wizyty

Jedno nie ulega wštpliwoœci: realizacja prawa i obowišzku kontaktów nawet po prawomocnym orzeczeniu sšdu musi być trudna, jeżeli istnieje konflikt pomiędzy rodzicem, z którym dziecko mieszka, a tym, który jest uprawniony do spotkań. Kłopotliwoœć takiej sytuacji można zrozumieć, ale bezwzględne utrudnianie dziecku kontaktu z drugim z rodziców już nie. Statystycznie w Polsce nadal stronš pokrzywdzonš w większoœci spraw sš ojcowie. Ponieważ zwykło się uważać, że to matka wie, co jest dla dziecka najlepsze, ona również często oczekuje wykazania przez ojca, że taki kontakt powinien mu przysługiwać. Jeszcze gorzej jest, gdy dozuje wystarczajšcš – jej zdaniem – iloœć spotkań lub całkowicie je uniemożliwia.

Niemożnoœć spotkania niejednokrotnie uzasadniana jest chorobš dziecka, co złoœliwie ujšwszy, ma tę „zaletę", że kontakt taki jest nieegzekwowalny i nie jest możliwe ukaranie za jego brak. Pomimo przyzwolenia na takie postępowanie – zwykle matka pielęgnuje chore dziecko – należy zastanowić się, dlaczego choroba ta miałaby w zasadzie wykluczać wykonanie postanowienia sšdu o kontaktach.

W przypadku często chorujšcego dziecka oznaczać by to musiało swobodne (rzec nawet można: „bezkarne"), regularne odmawianie spotkań np. w każdym kolejnym miesišcu, jeœli nie częœciej. Tymczasem, pomijajšc już fakt, że dziecku będzie z całš pewnoœciš przyjemniej, gdy wiec, że oboje rodzice troszczš się o niego, to nie ma przeszkód, aby rodzic ten odbył z nim krótkie spotkanie, chociażby siedzšc i trzymajšc przez kwadrans dziecko za rękę, podczas gdy ono œpi czy nawet goršczkuje. Choroba dziecka – a w większoœci de facto niesprawdzalne twierdzenie matki o jej pojawieniu się właœnie w dniu, gdy miało dojœć do kontaktu, jest tylko jednym ze sposobów konsekwentnego eliminowania ojca z życia dziecka.

Przyczyn takiego postępowania jest wiele. Rodzic utrudniajšcy kontakty może faktycznie wierzyć w to, że częsty bšdŸ nawet jakikolwiek kontakt z drugim z rodziców nie jest zgodny z dobrem dziecka. Może jednak, posługujšc się tym argumentem, w istocie chcieć odegrać się na byłym partnerze życiowym, co ma pomóc ukoić cierpienie po rozstaniu. W konsekwencji niewidzenie się z synem lub córkš staje się karš za przykładowe niedochowanie wiernoœci małżeńskiej.

Sytuacja jeszcze bardziej się komplikuje, gdy u boku rodzica domagajšcego się kontaktu z dzieckiem zaczyna przebywać nowy partner lub partnerka. Obawa, że w drugim z przypadków zacznie ona zajmować miejsce matki, jest tak silna, że skłania jš do sięgania nawet po najbardziej dotkliwe œrodki.

Matka postawi na swoim

Niechlubny przykład, coraz częœciej spotykany w praktyce, to stawianie zarzutów molestowania seksualnego. Wszczęcie tej machiny ma dalekosiężne skutki wstrzymujšce możliwoœć spotkań. Zarzut taki z miejsca właœciwie eliminuje przebywanie z dzieckiem sam na sam – nikt bowiem nie będzie chciał ryzykować, że takie podejrzenia mogš okazać się prawdziwe. W efekcie jednak możliwoœć swobodnego, a przeważnie w ogóle jakiegokolwiek kontaktu zostaje wyeliminowana – czasem na dwa lata lub więcej. Okres, przez który podejrzany ojciec nie widzi się z dzieckiem, uzależniony jest bowiem od umorzenia sprawy przez prokuraturę, o ile okaże się, że zarzuty molestowania zostały podyktowane bezsilnoœciš rodzica chcšcego doprowadzić do przerwania kontaktów.

Częstokroć okazuje się, że zarzut taki pojawia się z chwilš, gdy sšd rozszerza iloœć spotkań np. o możliwoœć zabierania dziecka na weekendy wraz z noclegiem.

Zarówno przykład wspomnianych karygodnych praktyk, jak i każdy inny sposób odwlekania kontaktów rodzica z dzieckiem najpierw o miesišce, a następnie o lata przyczynić się może do usankcjonowania tego stanu faktycznego. Im dłużej bowiem dziecko przebywa z dala od rodzica, tym bardziej rodzic ten staje się mu obcy. Na skutek tego, w czasie kolejnych badań zleconych przez sšd rodzinny, okazuje się, że dziecko wysłuchiwane przez sędziego lub psychologa na okolicznoœć ustalenia kontaktów nie ma już potrzeby ich utrzymywania. Faktyczny brak więzi ojca z dzieckiem zostaje tym samym usankcjonowany. Czas w tych sprawach gra zatem na szczególnš niekorzyœć rodzica.

Nie dotyczy to zresztš jedynie tak drastycznego przykładu jak zarzut molestowania seksualnego. Wystarczy bowiem, aby przez samo „niewpuszczanie do domu" drugiego z rodziców doszło do psychicznego odseparowania dziecka. To stwarza ryzyko, że gdy będzie już starsze na tyle, aby móc wyrazić swojš niechęć do spotkań w tym przypadku z ojcem, będšc pod wpływem matki, z którš mieszka, takš niechęć właœnie zadeklaruje. W ten sposób dojdzie do przypieczętowania potrzeb matki przez nieœwiadome całego procederu dziecko.

Dobro zagrożone

Nie powinno budzić wštpliwoœci, że zachowanie rodzica niedopuszczajšcego do stworzenia, a co gorsza kontynuowania relacji drugiego z rodziców z dzieckiem już samo w sobie stanowi o nieudolnoœci sprawowania władzy rodzicielskiej. Dlatego też uporczywe utrudnianie kontaktu np. ojcu z dzieckiem poprzez celowe udaremnianie spotkań to nic innego niż wypełnianie przez matkę ustawowej przesłanki „zagrożenia dobra dziecka" uzasadniajšcej każdorazowo ingerencję sšdu na podstawie art. 109 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Co więcej, postępowanie w tym przedmiocie sšd może wszczšć z urzędu, jak wynika z art. 570 kodeksu postępowania cywilnego.

Dla jasnoœci wskazać należy, że pod pojęciem dobra dziecka należy rozumieć m.in. sytuację zakładajšcš, że dziecko wychowuje się w rodzinie w atmosferze miłoœci, w warunkach zapewniajšcych zaspokojenie jego potrzeb i rozwój osobisty. Nie wymaga dogłębnej dedukcji stwierdzenie, że celowe utrudnianie kontaktów rodzicielskich takie dobro dziecka narusza. W konsekwencji znane sš przypadki, gdy sšdy z urzędu w sytuacji uporczywego uniemożliwiania spotkań wszczynajš postępowanie o ograniczenie władzy rodzicielskiej (na ogół matce).

Wydaje się, że w takich okolicznoœciach ojcowie powinni „masowo" dochodzić zadoœćuczynienia za doznanš krzywdę. Sšdy wielokrotnie hojnie wynagradzajš cierpienia i różnorakie uszczerbki, czy to na zdrowiu czy psychice, czynišc to zwłaszcza w sprawach ubezpieczeniowych. Dlatego niewłaœciwa byłaby powœcišgliwoœć w sprawach o takiej wadze – o naruszenie więzi rodzica z dzieckiem. A nie ma przecież osoby bliższej w rodzinie niż dziecko rodzicowi. Może zatem poprzez odszkodowania dla skrzywdzonych udałoby się doprowadzić do przeforsowania tego, co powinno funkcjonować z natury rzeczy.

Autorka jest prawnikiem, doktorantem, ?mediatorem sšdowym

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL