Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Reprywatyzacja w Warszawie

Czy „kolekcjoner kamienic” dopuścił się oszustwa?

PAP, Jacek Turczyk
Prokuratura bada, czy handlarz roszczeń naciągnął mężczyznę, który sprzedał mu prawa do cennego gruntu. Rok później popełnił samobójstwo.

Dramatyczną historię Mariusza R. „Rzeczpospolita" opisała we wtorek. Ten cierpiący na zaburzenia psychiczne mężczyzna sprzedał Markowi M., zwanemu „kolekcjonerem kamienic", spadek oraz prawa i roszczenia do cennych nieruchomości w stolicy. Rok później R. odebrał sobie życie.

Warszawska Prokuratura Okręgowa bada, czy ktoś przyczynił się do jego śmierci, a Prokuratura Regionalna chce unieważnienia umów, które podpisał R., wyzbywając się majątku za symboliczną sumę.

Z kolei śledczy z Wrocławia – jak dowiedziała się „Rzeczpospolita" – drążą inny wątek: czy mężczyzna został wykorzystany przez handlarza.

– Badamy sprawę zakupu roszczeń do nieruchomości od Mariusza R. i czynimy ustalenia, czy nie doszło w tym zakresie do popełnienia oszustwa – mówi Katarzyna Bylicka, rzeczniczka Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu.

Wątpliwości wszystkich śledczych budzi suma, za jaką handlarz kupił od R. prawa do spadku oraz roszczenia wynikające z „dekretu Bieruta" do nieruchomości Opoczyńska 4B oraz Folwarku Służewiec.

Nie bez powodu – odszkodowanie w związku z działką i kamienicą przy ul. Opoczyńskiej szacuje się na 7,2 mln zł. Z kolei w przypadku Folwarku Służewiec roszczenia reprywatyzacyjne dotyczą 31 ha (R. miał prawa do połowy).

Marek M. zapłacił Mariuszowi R. zaledwie 1,5 tys. zł. Z odręcznej umowy wynika, że dał mu też 100 tys. zł – ale śledczy twierdzą, że brak na to dowodu. A bliscy R. – jego matka i dzieci – utrzymują, że także po sprzedaży jego sytuacja finansowa wcale się nie poprawiła.

W tym śledztwie na razie nikt nie ma zarzutów. Ta sprawa jest wyjątkowa o tyle, że Mariusz R. cierpiał na chorobę afektywną dwubiegunową. Ale Marek M. skupował roszczenia też do innych stołecznych nieruchomości.

– Badamy 44 adresy nieruchomości, których Marek M. był beneficjentem – przyznaje Piotr Kowalczyk, prokurator regionalny we Wrocławiu.

Dla bliskich Mariusza R., w tym jego dzieci, niesłychanie ważny będzie fakt, czy umowy, którymi sprzedał prawa i roszczenia do majątku, zostaną uznane za nieważne – o to już wystąpili stołeczni śledczy.

– Te umowy są sprzeczne z zasadami współżycia społecznego, zwłaszcza z zasadą uczciwości i przyzwoitości. W chwili ich zawierania Mariusz R. znajdował się w stanie wyłączającym świadome i swobodne powzięcie decyzji i wyrażenie woli – mówi nam prok. Agnieszka Zabłocka-Konopka, rzeczniczka Prokuratury Regionalnej w Warszawie, która wniosła pozew do sądu. Śledczy zwracają w nim uwagę na „rażącą dysproporcję" kwoty, jaką zapłacił Marek M. w stosunku do wartości nieruchomości.

Dlaczego R. pozbył się praw za symboliczną sumę? – W związku z chorobą był osobą łatwo manipulowalną, podatną na wyłudzenia – mówi prok.Zabłocka-Konopka, podając argumenty z pozwu.

Marek M. przejął wiele stołecznych gruntów i kamienic, ale w tym przypadku ostatecznie nic nie zyskał. Odnośnie do gruntu o dawnej nazwie Folwark Służewiec wniosek dekretowy w ogóle nie został rozpoznany. W kraju toczy się łącznie ponad 100 śledztw dotyczących tzw. dzikiej reprywatyzacji, zarzuty ma ponad 20 osób – w tym adwokaci i urzędnicy.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL