Razem

Zandberg: PiS od trzech lat udaje, że nie ma problemu niskich płac w służbach cywilnych

Adrian Zandberg
Fotorzepa/ Grzegorz Rutkowski
- Mówienie o roszczeniowości w sytuacji, w której płace pielęgniarek, w której płace szeregowych policjantów, młodych lekarzy-rezydentów są takie, że nie ma chętnych, by podejmować pracę w tym zawodzie, jest po prostu nieodpowiedzialne - ocenił Adrian Zandberg z partii Razem, komentując włoski strajk policjantów.

W policji obecnie jest ok. 6 tys. wakatów. Najwięcej, ok. 900, w komendzie stołecznej. Główny powód to niskie płace. Od zeszłego poniedziałku na budynkach komend zawisły flagi, a od wtorku 10 lipca ruszył włoski strajk. – Tam, gdzie się da, funkcjonariusze zrezygnują z wystawiania mandatów na rzecz pouczeń. Ale nikt, wymagający natychmiastowej pomocy, nie będzie dłużej czekał na policję – mówił w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Rafał Jankowski, szef NSZZ Policjantów.

Przeczytaj: Do policji chętnie zatrudnię

Za protestem opowiedziało się 99 proc. funkcjonariuszy, wypełniając związkową ankietę (ok. 30 tys. osób). Uznali, że tylko strajk może skłonić rząd do istotnego wzrostu płac. Policjanci chcą m.in. podwyżki do 650 zł na osobę, korzystniejszych rozwiązań emerytalnych (godzą się na 25 lat służby, a kwestionują obecny wymóg wieku – 55 lat), odmrożenia waloryzacji płac i pełnej odpłatności za L4.

Adrian Zandberg w rozmowie z radiową Trójką ocenił, że osłabienie policji lub służby zdrowia uderzy "praktycznie wszystkich".

- Mówienie o roszczeniowości w sytuacji, w której płace pielęgniarek, w której płace szeregowych policjantów, młodych lekarzy-rezydentów są takie, że nie ma chętnych, by podejmować pracę w tym zawodzie, jest po prostu nieodpowiedzialne. Bo te służby publiczne, tzn. ochrona zdrowia, policja, służba cywilna, w której od wielu, wielu lat nie było podwyżek, pełnią bardzo ważną społeczną rolę. Jeżeli one się wysypią, to uderza to praktycznie wszystkich - mówił polityk Razem.

- Oczywiście nie uderza w posłów, nie uderza w grupę najbogatszych, bo oni zawsze mogą za prywatne pieniądze się "wykupić" z systemu - mogą pójść do prywatnego lekarza, zapisać dzieciaka do prywatnej szkoły - ironizował Zandberg. - Ich tak naprawdę upadek państwa, jego jakości działania, niespecjalnie dotyka. Ale przeważającą większość z nas dotyka. I dlatego moim zdaniem to, z czym mamy dzisiaj do czynienia, to jest konsekwencja lat zaniedbań. Także trzech lat zaniedbań Prawa i Sprawiedliwości - bo PiS od trzech lat udaje, że problemu niskich płac w służbach cywilnych, w służbie publicznej, nie ma - dodał.

Członek zarządu partii Razem zauważył, że sredni wiek pielęgniarki w Polsce przekroczył 50 lat. - Konsekwencja tego będzie taka, że za chwilę będziemy zamykali oddziały, bo nie będzie możliwości utrzymania szpitali na takim poziomie, który jest wymagany, by móc ratować życie i zdrowie ludzi. Mamy dziś z taką sytuację do czynienia dlatego, że pensje pielęgniarek są tak niskie, że dużo bardziej opłaca się albo wyjechać na Zachód, albo pójść do dowolnego innego zawodu, który jest mniej obciążający - mówił.

- Ja dzisiaj rozmawiałem rano z szefem związku zawodowego policji. On mówi, że te sześć tysięcy wakatów, z którymi mamy do czynienia w tym momencie, to jest dopiero zapowiedź - dodał. 

- Bo młodzi chłopcy nie chcą iść do policji, do ryzykownej pracy, kiedy mogą zarobić tyle samo albo więcej w innej pracy na rynku. Państwo staje się bardzo złym i bardzo niekonkurencyjnym zatrudniającym. A to zemści się na nas wszystkich, bo jakość usług publicznych zależy od tego, jakie kadry idą pracować w szpitalach, szkołach, urzędach. To jest taka pozorna oszczędność, bo teoretycznie możemy wywalić oczywiście dwie trzecie urzędników, wywalić dwie trzecie pielęgniarek, będzie wyglądało, że zaoszczędziliśmy na papierze. Ale zapłacimy za to w krótszym życiu, w krótszym zdrowiu - zapowiadał Adrian Zandberg.

Źródło: rp.pl/ PR3

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL