Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Kościele, proszę, nie milcz

Fotorzepa, Robert Gardziński
W sprawie sporu o Trybunał Konstytucyjny głos powinni zabrać hierarchowie. Nie po to, by poprzeć któršœ ze stron konfliktu, ale by podnieœć jakoœć tej dyskusji – pisze prawnik.

W Polsce nastał kryzys konstytucyjny. Dla jednych czas rekonkwisty i preludium do rewizji struktur społecznych. Dla innych czas kanalizacji sprzeciwu i budowania na nim kapitału politycznego.

Dla Polski czas erozji prawa i instytucji. Dla społeczeństwa czas umacniania podziałów plemiennych.

Dla zaangażowanych obywateli czas czujnoœci i działania. Dla Koœcioła katolickiego w Polsce – jeœli zechce – czas na odegranie ważnej roli mediatora w eskalujšcym konflikcie i jednoczeœnie szansa nowego spojrzenia na swoje miejsce w życiu publicznym.

Jestem daleki od tego, aby przypisywać wszystkim stronom konfliktu wyłšcznie polityczny cynizm i zimnš kalkulację. Zapewne jest to po częœci także konfrontacja głębokiego przeœwiadczenia o własnej racji moralnej ze œwiętym sprzeciwem wobec bezpardonowej demonstracji politycznej siły. Im więcej tych motywacji ideowych w trwajšcym konflikcie, tym silniejsze okopanie się na pozycjach, ale też większa potencjalnie wrażliwoœć na argumenty wynikajšce z racji, a nie tylko z interesów. To otwiera przestrzeń do zaangażowania się autorytetów. Nie tylko po stronach toczšcego się konfliktu, ale po stronie kultury jego prowadzenia. Stšd mój apel.

Dziedzictwo Jana Pawła II

Koœciół nie powinien milczeć. Dziœ bowiem nawet milczenie jest zajęciem stanowiska. Koœciół nie powinien milczeć ani apatycznie, ani – co gorsza – koniunkturalnie. Ale też, jeœli chce odegrać pozytywnš rolę w toczšcym się konflikcie, nie powinien Koœciół opowiadać się po żadnej stronie sporu. Nie powinien dekretować racji, choćby milczšco. Powinien opowiedzieć się za klimatem, który daje szansę na spotkanie się racji w atmosferze dialogu i wzajemnego poszanowania, z przypomnieniem o nadrzędnym dobru, jakim jest interes Rzeczypospolitej wszystkich obywateli.

Zwracam się z apelem i proœbš do przywództwa polskiego Koœcioła o zaproszenie uczestników trwajšcego sporu politycznego do spotkania i podjęcia w dobrej wierze rozmów zmierzajšcych do rozwišzania trwajšcego kryzysu konstytucyjnego. Proszę mój Koœciół o odważne położenie na szali swojego autorytetu – dla dobra sprawy, której pomyœlnoœć jest wspólna dla wszystkich Polaków, choć sš wobec niej podzieleni. Instytucje państwa prawa sš powołane dla dobra wspólnego. Jedynie w przestrzeni gwarantowanej ustrojowo i instytucjonalnie wolnoœci jest miejsce dla indywidualnego rozwoju jednostki, dla dokonywania przez jednostkę wyborów, w tym wyborów systemu wartoœci. Koœciół katolicki był historycznie i pozostaje także współczeœnie najważniejszym proponentem takiego systemu wartoœci.

Rola Koœcioła w przestrzeni publicznej sprowadza się najczęœciej do starań majšcych na celu wchłonięcie wartoœci wyznawanych przez tę instytucję do sfery wartoœci aprobowanych przez państwo. Innymi słowy, chodzi o transponowanie pewnych treœci, których kustoszem jest Koœciół, do rozstrzygnięć legislacyjnych przesšdzajšcych o okreœlonym ukształtowaniu praw i obowišzków jednostek oraz instytucji życia społecznego. Ta aktywnoœć spotyka się z aprobatš jednej i sprzeciwem innej częœci naszych współobywateli.

Mój apel ma jednak z tš działalnoœciš niewiele wspólnego. Wskazuje on bowiem to miejsce w przestrzeni publicznej państwa, zazwyczaj przez Koœciół niezajmowane, które nie wišże się z proponowaniem okreœlonych treœci, ale z dbałoœciš o okreœlone formy i procedury życia wspólnego i współdecydowania obywateli. Opowiedzenie się za formami i procedurami, które składajš się na kulturę dialogu, w poszanowaniu podmiotowoœci i godnoœci innych stron tego dialogu, można wywodzić z wielu systemów wartoœci. Z całš pewnoœciš można oprzeć jš na chrzeœcijańskiej aksjologii, podobnie jak z łatwoœciš można wskazać przedstawicieli duchowieństwa i przywódców Koœcioła katolickiego będšcych luminarzami kultury dialogu. Ten dialog w obrębie Koœcioła oraz w spotkaniu z innymi wyznaniami w sposób zaskarbiajšcy powszechny szacunek był prowadzony przez Jana Pawła II. Dziœ taki dialog potrzebny jest osobom, którym naród powierzył odpowiedzialnoœć za losy państwa.

Niewykluczone, że w pierwszym skojarzeniu apel ten wyda się trudny do przyjęcia, być może nawet nie tyle przez jego adresatów, ile przez tych spoœród naszych współobywateli, którzy krytycznie zapatrujš się na stopień uczestnictwa Koœcioła w życiu publicznym. Co więcej, apel ten przez wielu może zostać zgoła odebrany jako sprzeniewierzajšcy się temu, do czego wzywa – porozumieniu ponad różnymi podziałami, przebiegajšcymi niekiedy także w poprzek wigilijnych stołów. Bo przecież stosunek do roli i miejsca Koœcioła w przestrzeni społecznej i państwowej jest w ostatnich latach samoistnš osiš sporu żarzšcego się także w debacie publicznej. Czyli tym, co silnie dzieli Polaków. Ufam jednak, że po uczciwej refleksji będš pod tym apelem mogli podpisać się zarówno zwolennicy œcisłego rozdziału Koœcioła od państwa, jak i ci, którzy odczuwajš niedosyt obecnoœci Koœcioła w przestrzeni publicznej.

Podjęcie się przez Koœciół roli bezstronnego mediatora może bowiem nie tylko okazać się ostatniš szansš zażegnania powstałego konfliktu konstytucyjnego, ale także pomóc samemu Koœciołowi w nowym spojrzeniu na swoje miejsce w sferze publicznej. Sfera publiczna musi być ufundowana na założeniach, które stanowiš wyraz konsensusu obywateli wyznajšcych różne wartoœci, a także pozostawiać przestrzeń dla indywidualnych wyborów jednostki. O granicach solidaryzmu i indywidualizmu można i należy debatować. W każdym jednak razie przyjęcie jakiejkolwiek aksjologii ma prawdziwš wartoœć zwłaszcza wtedy, jeœli dokonuje się w wolnoœci.

Nie oznacza to zrównania systemów aksjologicznych ani ich Ÿródeł, ale jedynie troskę o takie ramy – procedury i gwarancje – które pozwalajš wszystkim współobywatelom na uczestnictwo w debacie publicznej oraz w procesie wyłaniania władz realizujšcych przyjęty konsensus. Obecnie wyrazem tego konsensusu jest Konstytucja RP z 1997 r. O jej przyszłym kształcie również warto i należy rozmawiać. Ale nowa konstytucja, jakakolwiek by była, nie zbuduje swojej legitymacji na podeptaniu starej. Podeptanie takie, jako gest odcięcia, byłoby bowiem równoznaczne z zaprzeczeniem suwerennoœci Polski minionych dwóch dekad.

Bogu, co boskie...

Jako Polacy jesteœmy podzieleni. Ten podział to nie tylko zdrowy pluralizm œwiatopoglšdowy, ale w coraz większym stopniu klanowoœć i plemiennoœć prowadzšce do wrogoœci. Nie musimy się we wszystkim zgadzać, ale szanujmy procedury, które prowadzš do wyborów społecznych. Przypomnijmy za Jürgenem Habermasem, że demokracja rozumiana jako okreœlone gwarancje proceduralne kształtowania woli zbiorowej jest silniejszym spoiwem nowoczesnych społeczeństw niż okreœlone treœci rozstrzygnięć. Dziœ trzeba nam szczególnie pielęgnować kulturę dialogu na tematy życia publicznego.

Dlatego proszę Koœciół w Polsce, aby przez swoje milczenie nie zabierał głosu co do meritum sprawy, ale aby oddajšc Bogu, co boskie, a cesarzowi, co cesarskie, zechciał podjšć się misji poprawy jakoœci sporu o fundamentalne kwestie dotyczšce instytucji państwa prawa w naszym kraju. Domaga się tego nie tylko waga tych spraw, ich doniosłoœć dla wszystkich Polaków, ale także ten czas – czas œwišt Bożego Narodzenia, jednoœci, spotkania i szacunku. Nie wiem, czy mediacja Koœcioła przyniesie oczekiwany rezultat. To zależeć będzie od woli stron tego sporu do podjęcia rozmowy i od samego mediatora, jego nieuprzedzenia i determinacji. Nie widzę jednak obecnie nikogo, kto byłby do tej roli bardziej predestynowany.

Autor jest doktorem nauk prawnych, adwokatem, prezesem Instytutu Allerhanda

 

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL