Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Unia Europejska: Kryzys berliński

AFP
Efektem kolejnych wstrzšsów w Unii sš rosnšce podziały wewnštrz państw członkowskich i coraz mniejsza zdolnoœć do zawierania kompromisów przez polityków – pisze politolog Tomasz Grzegorz Grosse.

Wczeœniej polityka europejska wydawała się stosunkowo prosta. Między elitami politycznymi głównego nurtu panował konsensus na temat liberalnych wartoœci będšcych podstawš integracji, jej podstawowych kierunków, a także przekonania, że jest ona jednoznacznie korzystna. Jednoczeœnie społeczeństwa zgadzały się na postępy integracji, dajšc politykom dużš swobodę w zakresie podejmowania szczegółowych decyzji. Kryzysy ten stan rzeczy zmieniły; dobiegła końca milczšca zgoda elektoratów na dalsze postępy integracji. Okazało się bowiem, że przynosi ona nie tylko dobrobyt, ale również kryzysy, a ponadto coraz więcej spraw jest rozstrzyganych w Brukseli.

Wyborcy zaczęli się domagać wpływu na decyzje własnych rzšdów, w tym również na te podejmowane na unijnym forum. Coraz liczniejsza grupa obywateli chciała zablokować niektóre rozstrzygnięcia europejskie, a także nie zgadzała się z interpretacjš wartoœci będšcych podstawš integracji.

Dotyczyło to m.in. kwestii ekonomicznych, gdzie zwolennicy wolnego rynku napotkali rosnšcy opór antyglobalistów. W okresie kryzysu migracyjnego uaktywnili się przeciwnicy otwarcia Europy na zewnštrz, kwestionujšc liberalne podejœcie do praw humanitarnych. Kryzysy zaostrzyły dyskusję i podziały polityczne w poszczególnych państwach, ale również wymusiły na politykach działania zgodne z deklaracjami wyborczymi.

Zderzenie ze status quo

Wczeœniej częstym zachowaniem było traktowanie tych deklaracji z pewnym dystansem. Praktykę politycznš niejednokrotnie dyktowała nie tyle wola wyborców, ile potrzeba kompromisu na arenie europejskiej. Niejednokrotnie decyzje podejmowane w Brukseli były prezentowane jako jedyny możliwy do realizacji scenariusz. A demokracja nie lubi braku politycznych alternatyw, dlatego coraz więcej wyborców domagało się realnej, a nie tylko deklaratywnej zmiany.

Pierwszš reakcjš na kryzys była próba obrony dotychczasowego sposobu myœlenia o integracji przez polityków głównego nurtu. Starano się przeczekać okres wyborów, zanim podejmowano kluczowe decyzje na arenie unijnej. Innym sposobem było „wychowywanie" wyborców, a więc intensywne przekonywanie ich do zalet integracji. Kolejnym było izolowanie partii skrajnych, otwarcie eurosceptycznych lub kwestionujšcych dotychczasowe interpretacje wartoœci europejskich.

Izolowane mogły być też państwa, których rzšdy inaczej niż dotychczasowe elity spoglšdały na interesy narodowe w Unii i odrzucały dotychczasowe pomysły rozwišzywania kryzysów.

Jednak presja elektoratów nasilała się, a z niš również oczekiwanie, że wybrani przedstawiciele zmieniš politykę i dotychczasowy sposób traktowania obietnic wyborczych. Zaowocowało to przejmowaniem przez partie mainstreamu haseł ugrupowań skrajnych, choć nie wyeliminowało kwestii wiarygodnego wcielania ich w życie.

Bez względu na to, czy do władzy dochodziły ugrupowania głównego nurtu czy nowe partie zorientowane na bardziej radykalne hasła, musiały się zderzyć z rzeczywistoœciš polityki kompromisu na arenie europejskiej, a także z brakiem alternatywy dla działań Unii w wielu wymiarach.

Przykładem sš losy ugrupowania Prawdziwi Finowie, które w 2015 roku odniosło wyborczy sukces pod hasłami sprzeciwu wobec przyjmowania muzułmańskich imigrantów oraz kwestionowania kolejnych strumieni funduszy przeznaczonych na ratowanie strefy euro. Przedstawiciele tego ugrupowania, kiedy doszli do władzy, musieli się pogodzić z ustępstwami zarówno w zakresie przyjmowania uchodŸców, jak i dalszej pomocy dla Grecji.

Doprowadziło to do drastycznego spadku wiarygodnoœci tej partii wœród wyborców i w efekcie do podziału na częœć polityków bronišcych linii rzšdu i tych, którzy wracali do poczštkowej linii programowej. Wniosek jaki z tego płynšł, nie polegał na tym, że ugrupowania radykalne trzeba jak najszybciej zmusić do samokompromitacji.

Nauczka dla wielu innych partii w całej Europie brzmiała następujšco: bioršc udział w rzšdzeniu, należy konsekwentnie bronić własnego programu i realizować go. W tym samym czasie w sšsiedniej Norwegii skrajna Partia Postępu uratowała poparcie społeczne, gdyż jej liderka Siv Jensen po wejœciu do rzšdu starała się konsekwentnie spełniać obietnice wyborcze.

Niemniej obrona programu utrudnia kompromisy zarówno w trakcie rozmów koalicyjnych, jak i na arenie europejskiej. Co ciekawe, to samo zjawisko można nawet dostrzec w państwach najsilniejszych, które w największym stopniu kreujš politykę Unii. Œwiadczy o tym przykład niedawnego zerwania rozmów koalicyjnych w Niemczech.

Niemiecka lekcja

Fiasko rozmów o zawišzaniu koalicji między chadekami, liberałami i Zielonymi wynikało z rosnšcych podziałów programowych między partiami, a także coraz większej bezkompromisowoœci polityków obstajšcych przy własnych założeniach. W takiej sytuacji zbyt daleko idšcy kompromis oznacza utratę wiarygodnoœci i niemal pewnš utratę poparcia wyborców.

Nie stać na to nie tylko partii mniejszych, np. Zielonych lub Liberałów, ale również coraz częœciej największych ugrupowań, które czujš presję konkurentów. Dla chadecji bezpoœrednim zagrożeniem jest stosunkowo nowa, ale odnoszšca już spore sukcesy Alternatywa dla Niemiec. Dla socjaldemokratów z SPD takš alternatywš jest Lewica, a także Zieloni.

To właœnie dlatego chadecy będš zapewne bronili w kolejnych negocjacjach postulatu rocznego limitu przyjmowania uchodŸców. Będš też z niechęciš podchodzili do tych wszystkich propozycji reform w strefie euro, które oznaczajš zwiększonš redystrybucję podatków niemieckich. Dotychczasowe negocjacje dowodzš, że istniejš też sprawy europejskie, wokół których możliwy jest konsensus.

Przykładowo, niedoszła koalicja w Niemczech aprobowała poszerzenie UE na zachodnie Bałkany, ograniczenie uchylania się od podatków na rynku wewnętrznym, wprowadzenie europejskiego systemu azylowego oraz wzmocnienie rzšdów prawa w Unii. To wszystko będzie zapewne łatwe do uzgodnienia także w kolejnych rokowaniach między chadecjš a SPD. Obie formacje wspierajš też pomysł utworzenia Europejskiego Funduszu Monetarnego jako narzędzia pomocy dla strefy euro.

Rozmowy w Niemczech komplikuje natomiast fakt, że dla socjaldemokratów najlepszym rozwišzaniem byłoby wsparcie rzšdu mniejszoœciowego Merkel, bez brania pełnej odpowiedzialnoœci za politykę chadeków. Z kolei dla Merkel takie rozwišzanie byłoby szalenie niekomfortowe. Głównie dlatego, że w dużym stopniu stałaby się zakładnikiem poparcia ze strony SPD, a tym samym również programu wyborczego tej partii.

Najwygodniejszš dla niej opcjš byłaby dotychczasowa formuła wielkiej koalicji, realizujšcej przede wszystkim program większego partnera (czyli siostrzanych partii chadeckich CDU i CSU). Takie rozwišzanie, jak pokazała praktyka, jest bardzo kosztowne wyborczo dla socjaldemokracji, która w ostatnich wyborach straciła największš częœć własnego elektoratu. Jest to zresztš największe ryzyko dla wszystkich tych partii, że po raz kolejny rzšdy wielkiej koalicji przyczyniš się do osłabienia centrum i wzmocnienia ugrupowań skrajnych. Właœnie dlatego i wœród chadeków, i wœród socjaldemokratów coraz częœciej kwestionowane jest przywództwo partyjne.

Powstrzymać domino niestabilnoœci

Choć szanse na powrót do wielkiej koalicji w Niemczech sš stosunkowo duże, nie zmienia to faktu, że sytuacja polityczna w większoœci państw UE jest bardziej niestabilna niż dawniej. Œwiadczy o tym nie tylko przykład niemiecki, ale również hiszpański, belgijski, holenderski, czeski, a nawet słoweński. Ostatnio zachwiał się tam rzšd za sprawš sporu o jednego uchodŸcę syryjskiego. Wszystko w obliczu przedwyborczej polaryzacji między ugrupowaniami przeciwnymi i wspierajšcymi przyjmowanie imigrantów. Taki klimat polityczny nie służy wprowadzaniu dalekosiężnych reform w UE i strefie euro. ródłem tych kłopotów nie sš nawet spory między państwami, ale coraz większe różnice wewnštrz krajów członkowskich.

Szansš dla Unii byłoby agregowanie różnic politycznych nie na poziomie narodowym, lecz europejskim. Wymagałoby to wprowadzenia jednolitej ordynacji wyborczej do Parlamentu Europejskiego oraz głosowania na partie europejskie, a nie krajowe. Następnie tak wybrana większoœć parlamentarna powinna mieć możliwoœć wyłonienia unijnego rzšdu, rozliczanego przez ugrupowania opozycyjne i przez wyborców. Nie tylko wprowadziłoby to prawdziwš demokrację na poziom europejski, ale też umożliwiłoby z dawna oczekiwanš alternatywę programowš. Takie rozwišzanie wydaje się mało realne, gdyż w czasie kryzysów wzmocniły się też tendencje nacjonalistyczne i niechęć do federacji w całej UE. Nie można także liczyć na skutecznoœć wczeœniejszych metod pomijania demokracji narodowej.

W obecnej sytuacji pewnym rozwišzaniem mogłaby być większa elastycznoœć zarzšdzania w UE. Oznaczać to powinno, że państwa silniejsze nie będš zmuszały do bezalternatywnej polityki europejskiej wszystkich pozostałych członków Unii. Elastycznoœć wymaga również zgody na to, aby chcšcy się dalej integrować mogli podšżać do przodu, pozostawiajšc otwarte drzwi dla outsiderów. Z kolei dla tych, którzy zamierzajš się wycofać z niektórych pól współpracy, powinna zostać stworzona furtka czasowego wyłšczenia. Podstawš współdziałania dla wszystkich państw powinien pozostać rynek wewnętrzny oraz dotychczasowa struktura głównych instytucji UE.

Autor jest profesorem w Instytucie Europeistyki UW, artykuł wyraża jego osobiste poglšdy, a nie instytucji, z którymi jest zwišzany.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL