Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Prezes Kaczyński idzie po samorzšdy

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Projekt zmian w ordynacji wyborczej do wyborów lokalnych jest co najmniej mętny, jego postulaty opierajš się na fałszywych przesłankach i błędnym rozumowaniu – piszš działacz społeczny Patryk Hałaczkiewicz i profesor socjologii Antoni Z. Kamiński.

Do Sejmu wpłynšł poselski projekt ustawy „O zmianie niektórych ustaw w celu zwiększenia udziału obywateli w procesie wybierania, funkcjonowania i kontrolowania niektórych organów publicznych". Dotyczy on obszaru fundamentalnego z punktu widzenia konstytucyjnych podstaw ustroju polskiego państwa – realizacji idei obywatelskiej samorzšdnoœci. Podobnie jak kodeks wyborczy z 2011 r., projekt ten oraz towarzyszšce mu uzasadnienie dajš dobitne œwiadectwo braku przygotowania jego autorów w zakresie warsztatu legislacyjnego. Sprawy ważne mieszajš się z zupełnymi drobiazgami, pełno w nim błędów stylistycznych oraz braku logicznego wnioskowania.

Co ważniejsze, naszym zdaniem przyjęcie takiej ustawy przez Sejm przyniesie skutki wręcz odwrotne do założonych.

Przeciw lokalnym komitetom

Prezentacji projektu towarzyszy akcja propagandowa kierujšca uwagę na przypadki korupcji i innych nieprawidłowoœci w działaniu władz samorzšdowych. Zapobiec im ma zawarta w projekcie mnogoœć drobiazgowych œrodków, które majš rzekomo wzmocnić obywatelskš kontrolę nad przebiegiem wyborów i działaniem tych władz.

Wydaje się jednak, że rzeczywistym celem tych zmian jest przejęcie władz samorzšdowych przez partie polityczne, a drogš do niego prowadzšcš jest zmiana ordynacji wyborczej do władz samorzšdów gminnych. Chodzi m.in. o to, by pozbyć się jednomandatowych okręgów wyborczych i utrudnić start niezależnym i bezpartyjnym komitetom. Bo czemu służyć ma podniesienie liczby zbieranych podpisów w okręgu do 150 w mniejszych gminach? W wielu przypadkach będzie to oznaczało, że przed startem większoœć komitetów będzie miała trudnoœć z zebraniem podpisów (wiele okręgów w małych gminach liczy mniej niż 1000 osób).

Zapowiadał to już wczeœniej prezes Kaczyński. Komentujšc przygotowany przez jego partyjnych kolegów projekt ustroju metropolitalnego Warszawy, zgłosił jednš uwagę: „Nie będzie żadnych jednomandatowych okręgów wyborczych w gminach, bo to oznaczałoby ogromnš dysproporcję w reprezentacji, poza tym jesteœmy przeciwnikami jednomandatowych okręgów wyborczych. Będš normalne wybory proporcjonalne". W uzasadnieniu projektu nowej ordynacji znajdujemy zdanie bardzo bliskie tej opinii: „System jednomandatowy w gminach prowadził do sytuacji nieproporcjonalnoœci w wyborze rzšdzšcych. Nie uwzględniał wszystkich głosów, a co za tym idzie, preferencji wszystkich mieszkańców gminy. Zastosowanie zasady proporcjonalnoœci spowoduje, że rada gminy będzie reprezentantem wszystkich jej mieszkańców". Passus ten poprzedza rozbudowana krytyka wyborów do władz samorzšdowych w 2014 roku. W uzasadnieniu czytamy, że był to „skandal, który zaszokował opinię publicznš".

A przecież te nieprawidłowoœci dotyczyły wyborów do rad powiatowych i sejmików wojewódzkich, czyli przeprowadzonych zgodnie z ordynacjš proporcjonalnš, a nie JOW. Wyniki wyborów w okręgach jednomandatowych były znane niemal natychmiast i nie wzbudziły kontrowersji.

Proporcjonalnoœć, czyli upartyjnienie

Termin „proporcjonalnoœć" może mieć w tym kontekœcie co najmniej dwa znaczenia. Po pierwsze, metodę wyboru w okręgach wielomandatowych, w przeciwieństwie do okręgów jednomandatowych.

W tym przypadku mamy do czynienia z dwoma systemami, służšcymi odmiennym celom. Przy czym istnieje zgoda wœród większoœci badaczy zajmujšcych się tš problematykš, że JOW jest bardziej skuteczny od ordynacji proporcjonalnej pod względem zdolnoœci kontroli elektoratu nad reprezentacjš politycznš. Przyjęcie przez Sejm ustawy w tym kształcie osłabi nadzór obywateli nad władzš samorzšdowš.

Nie jest prawdš, że „zastosowanie zasady proporcjonalnoœci spowoduje, że rada gminy będzie reprezentantem wszystkich jej mieszkańców". Małe okręgi wyborcze zawsze faworyzujš duże partie. Na przykład w proponowanych w projekcie ustawy trzymandatowych okręgach partia, która zdobędzie nieco ponad 30 proc. głosów (tj. 13 proc. głosów wszystkich wyborców) może uzyskać 2/3 mandatów! Wprowadzi to do samorzšdów system dwupartyjny bez żadnej odpowiedzialnoœci przed mieszkańcami, czyli de facto zlikwiduje samorzšdnoœć.

Po drugie, „proporcjonalnoœć" może odnosić się do relacji między rozkładem wybranych cech w populacji wyborców a rozkładem tych cech wœród radnych. Jeżeli to miał na myœli prezes Kaczyński, mówišc o „ogromnej dysproporcji w reprezentacji", to należałoby wyjaœnić, o jakie cechy mu chodzi. Przynależnoœć etnicznš? Religijnš? Orientację seksualnš? A może udział analfabetów wœród radnych? Jakie jest Ÿródło wiedzy prezesa na temat reprezentatywnoœci rad gminnych? Stšd wniosek, że prawdziwe powody, dla których PiS chce pozbyć się JOW w wyborach do rad gminnych, sš inne. Jakie?

Ani wypowiedzi prezesa Kaczyńskiego, ani uzasadnienie projektu nie dajš na to pytanie odpowiedzi. A wydaje się ona banalna: wprowadzenie okręgów jednomandatowych w wyborach do samorzšdów gminnych w 2014 roku miało, z punktu widzenia interesów partii politycznych, jeden namacalny efekt: zostały one wyeliminowane z większoœci gminnych władz samorzšdowych przez komitety lokalne.

Lekarstwo gorsze od choroby

Pomińmy słabo uzasadniony w projekcie zmiany ordynacji wyborczej przerost œrodków majšcych zapewnić uczciwoœć wyborów. Słabo uzasadniony, bo poważne wštpliwoœci wzbudzajš jedynie wyniki wyborów samorzšdowych z 2010 (w województwie mazowieckim) oraz 2014 roku, co spowodowała zastosowana w nich procedura wyborcza – słynne ksišżeczki wyborcze.

Autorzy projektu twierdzš, że władze samorzšdowe zostały obecnie dotknięte dwoma chorobami: nepotyzmem oraz „szeroko rozumianymi powišzaniami korupcyjnymi", których przyczynš jest wielokadencyjnoœć. Ograniczeniu pierwszej patologii ma służyć następujšcy zapis: „Wójtowie i radni oraz małżonkowie członków i pracowników władz samorzšdowych nie mogš brać udziału w zarzšdzie lub nadzorze lub pełnieniu innych funkcji w spółkach prawa handlowego z udziałem gminnych osób prawnych lub przedsiębiorców, w których uczestniczš takie osoby". Słuszna uwaga, chociaż dziwi, że to ograniczenie ma pojawić się dopiero teraz. Ponadto nepotyzm nie jest grzechem wyłšcznie samorzšdów, bo występuje też na innych szczeblach organizacji państwa.

Co do zasady dwukadencyjnoœci, jej uzasadnienie budzi poważne wštpliwoœci. W Europie dwukadencyjnoœć na stanowiskach samorzšdowych występuje we Włoszech i w Portugalii. Żaden z tych krajów nie wyróżnił się pod względem rzetelnoœci i sprawnoœci samorzšdów lokalnych.

Oczywiœcie, nieuczciwy wójt, burmistrz lub prezydent miasta dysponuje ogromnš liczbš stanowisk w administracji samorzšdowej, spółkach komunalnych lub innych podmiotach, których interesy zależš od jego/jej decyzji. Taka sieć zależnoœci patron–klient sprzyja bez wštpienia trwaniu wójtów, burmistrzów i prezydentów na stanowisku. Ta patologia wymaga jednak innych œrodków zaradczych, o których projekt nie wspomina. Bez zmiany mechanizmów obsadzania stanowisk znajdujšcych się w gestii wymienionych urzędników samorzšdowych wskazana patologia nie zniknie. Jej beneficjentami stanš się kontrolujšcy władze samorzšdowe partyjni działacze. Będš oni orientować się nie na interes lokalnych społecznoœci, lecz na preferencje władz ich partii.

Co więcej, swe funkcje straci wówczas wielu działaczy samorzšdowych, którzy sprawujš je rzetelnie, kompetentnie i z pełnym zaangażowaniem. Jakie będš oni mieli widoki na przyszłoœć po latach służby w samorzšdzie? Nie znamy ani jednego przypadku, by osoba skutecznie działajšca na szczeblu gminy lub miasta uzyskała znaczšcy sukces w polityce krajowej. Drogi kariery sš tu kontrolowane przez przywódców partii, żywotnie zainteresowanych eliminacjš potencjalnej konkurencji ze strony osób doœwiadczonych i sprawdzonych w zarzšdzaniu zadaniami publicznymi.

Osoby, które skończš drugš kadencję na stanowiskach we władzach samorzšdowych, znajdš się w obliczu pytania, co robić dalej ze swoim życiem. Prawdopodobne, że niektóre z nich w trakcie drugiej kadencji zajmš się zapewnianiem sobie przyszłego bytu. Jednš z niewielu dostępnych dróg będš zaœ działania na pograniczu korupcji. Paradoksalnie więc dwukadencyjnoœć może sprzyjać korupcji, zamiast jej przeciwdziałać. Dodajmy do tego liczbę tysięcy radnych wybranych w ostatnich wyborach w JOW. Ludzie ci będš zmuszeni wstšpić do którejœ z partii lub zrezygnować z działalnoœci publicznej. Czy przy dzisiejszej mizerii zaangażowania w sprawy publiczne naród o tak niskim kapitale społecznym może sobie pozwolić na podobne marnotrawstwo kwalifikacji?

Na koniec, zakładajšc nawet, że kandydaci partyjni, wbrew logice sytuacji, poważnie podejdš do służby społecznoœci lokalnej, dwukadencyjnoœć i tak przyniesie negatywne skutki. Wpłynie bowiem na skrócenie horyzontu czasowego decyzji, osłabi determinację w tworzeniu i realizacji długofalowych strategii służšcych dobru lokalnych wspólnot.

Głupota czy zła wiara?

Projekt zmian w ordynacji samorzšdowej jest co najmniej mętny, jego postulaty opierajš się na fałszywych przesłankach i błędnym rozumowaniu. Diagnoza Ÿródeł problemów, które w założeniu ma rozwišzać, jest nieprzekonujšca, a często zwyczajnie nieprawdziwa. Wbrew zapowiedziom wprowadzone zmiany nie przyniosš większego zaangażowania obywateli w działanie samorzšdów – przeciwnie: podporzšdkujš samorzšdy partyjnym koteriom. Nie przyniesie też większej jawnoœci procedur wyborczych ani nie poprawi kontroli nad działaniem samorzšdów. Albo więc autorzy projektu ustawy nie sš œwiadomi braku zwišzku między celami a œrodkami, albo należy przyjšć, iż działajš w złej wierze, dšżšc do wprowadzenia w błšd opinii publicznej.

Patryk Hałaczkiewicz jest koordynatorem krajowym Ruchu Samorzšdowego Bezpartyjni.

Antoni Z. Kamiński jest profesorem socjologii, w przeszłoœci był m.in. szefem Transparency International Polska

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL