Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Publicystyka

Prof. Jerzy Kłoczowski: Ostatni z Kolumbów

Prof. Jerzy Kłoczowski był pierwszym laureatem Nagrody im. Jerzego Giedroycia, którą otrzymał w 2001 r. za działalność w imieniu polskiej racji stanu.
Rzeczpospolita, Jakub Ostałowski
Powstaniec warszawski, wybitny intelektualista, współtwórca idei Europy Środkowo-Wschodniej. Postać prof. Jerzego Kłoczowskiego przybliża publicysta i historyk.

Wraz ze śmiercią prof. Jerzego Kłoczowskiego symbolicznie odchodzi z polskiego życia publicznego i intelektualnego pokolenie wojennych dwudziestolatków, od tytułu powieści Romana Bratnego nazywanych „Kolumbami". Wychowani w II Rzeczypospolitej w znaczącej części nie przetrwali ostatniej wojny. Ci z nich, którym było dane przeżyć, znaleźli się bądź na emigracji, bądź przyszło im spędzić dorosłe życie w PRL. Bez ich wkładu nie można sobie wyobrazić ani powojennego czterdziestolecia, ani ostatnich trzech dekad.

Jerzy Kłoczowski pochodził z ziemiańskiej rodziny z polsko-pruskiego pogranicza, z okolic Przasnysza. Urodził się w grudniu 1924 roku i jego świat miało zdruzgotać dopiero przyłączenie tych terenów do Rzeszy. Kłoczowscy uciekają do Warszawy. Dworek w Bogdanach wróci później do rodziny, profesor będzie spędzał starość w domu swoich lat dziecięcych.

Ukształtowani przez okupację

Lata wojny to tajne komplety i konspiracja. W jego pokoleniu niby też rzecz normalna, ale Kłoczowski trafia ostatecznie do inteligenckiej „Baszty". Jednym z jego konspiracyjnych kolegów jest Mieczysław Chorąży – późniejszy wybitny onkolog. Obydwaj otrzymają Order Orła Białego – Kłoczowski z rąk prezydenta Kwaśniewskiego w 2004 r., a Chorąży od Andrzeja Dudy – 12 lat później. Razem z „Basztą" „Piotruś" (bo taki jest jego pseudonim) walczy przede wszystkim na Mokotowie. Do walki wyrusza z domu „Społem" na ulicy Grażyny, gdzie jego oddział błogosławi ks. Jan Zieja.

„Piotruś" jest żołnierzem dzielnym. Otrzymuje Srebrny Krzyż Virtuti Militari, ale traci prawą rękę. Po wojnie nauczy się pisać lewą i tak właśnie powstanie kilkaset artykułów i książek. Kalectwa zresztą wielu zauważać nie będzie, uznając, że Kłoczowski nonszalancko trzyma rękę w kieszeni. Po wojnie, podobnie jak ci z jego pokolenia, którym udało się przeżyć, będzie musiał dokonać wyboru – jak odnieść się do narzuconego Polsce systemu politycznego, który podobnie jak hitlerowski, doprowadził do śmierci milionów rodaków.

Kłoczowski nie podejmuje walki z systemem. Nie angażuje się też w działalność PSL, jak o dwa lata starszy Władysław Bartoszewski. Nie przystaje także do kręgów władzy, jak niektórzy koledzy z powstania Kłoczowski wybiera naukę i odbudowę intelektualnej substancji narodu. Kończy studia historyczne w Poznaniu, robi doktorat w Toruniu. Szybko trafia do czołówki młodych badaczy zajmujących się hermetyczną dziedziną: historią zakonów. Polska mediewistyka przetrzebiona w czasach wojny potrzebuje fachowców.

W 1947 r. zakłada rodzinę. Jego żona Krystyna Mankiewicz – córka przedwojennego policjanta – jest osobowością nie mniej ciekawą, pamiętającą doskonale okropieństwa obydwu okupacji. Bez niej może nigdy nie byłoby kariery wielkiego intelektualisty. Przeżyją ze sobą 65 lat.

Człowiek instytucja

Dla historyka Kościoła jedynym miejsce w stalinowskiej Polsce, w którym może pracować naukowo, jest Katolicki Uniwersytet Lubelski. Gdy Kłoczowski jechał tam po raz pierwszy w 1950 r., wydawało mu się, że ta uczelnia nie przetrwa. Tymczasem bohaterowi niniejszego tekstu przyszło spędzić tam całe swoje naukowe życie. Bardzo szybko objął tam stanowiska kierownicze i już w 1954 r. wypromował pierwszą pracę magisterską.

Przez pół wieku miał wielu uczniów. Niektórzy z nich zostali na KUL i albo z nim współpracowali, albo czasem popadali w konflikty. Inni, jak prof. Józef Szymański, zostali rektorami UMCS, rywalizującego z KUL. Ale są wśród nich i ks. Makulski, który zbudował gigantyczna bazylikę w Licheniu, i Janusz Krupski – prześladowany przez SB, historyk i wydawca, współtwórca IPN i ofiara smoleńskiej katastrofy, a także Ewa Kurek walcząca z obciążaniem Polaków współudziałem w Zagładzie.

Cztery dekady aktywnej działalności Jerzego Kłoczowskiego na KUL to poza pracą naukową także okres niezwykle silnego wywierania wpływu na profil tamtejszej humanistyki. Mimo prowincjonalności – Kłoczowskiemu udaje się zbudować więzy pomiędzy uniwersytetem w Lublinie a światem. Ściąga tam wybitnych wykładowców. Sam wykłada na Sorbonie i na uniwersytetach amerykańskich. Jego kolejne książki są tłumaczone na inne języki. Wie, czego chce i realizuje to. Staje się najbardziej rozpoznawalnym katolickim historykiem w Polsce, człowiekiem instytucją. Oskarżenia o współpracę z peerelowskimi służbami pojawiły się w przededniu 80. urodzin profesora i odznaczenia go Orderem Orła Białego. Dziś nikt nie traktuje ich poważnie. Pozycja Kłoczowskiego w środowisku naukowym bez wątpienia pomogła mu w kontynuowaniu kariery. Ktoś mniej znaczący zostałby bez wątpienia zmuszony przez władze do kompromisu.

Pod koniec lat 80. Kłoczowski był aktywnym naukowcem, związanym z „Solidarnością" i wykładał na Sorbonie. Nic nie zapowiadało, że przeżyje wielką zmianę. Najpierw staje na czele Komitetu Obywatelskiego w Lublinie, a później zasiada w Senacie. Staje się częścią pokolenia „Ojców-założycieli III RP". Jednocześnie rozluźnia swoje więzy z KUL i zakłada (najpierw jako organizację pozarządową) Instytut Europy Środkowo-Wschodniej w Lublinie. Sama idea Europy Środkowo-Wschodniej jest w dużej mierze jego autorstwa. To obszar dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów i krajów posthabsburskich. Przez wiele lat inicjowane przez Kłoczowskiego (uhonorowanego za to zresztą Nagrodą im. Giedroycia „Rzeczypospolitej") pojednanie historyczne oparte na tej idei – całkiem nieźle się udawało. Kryzysu idei – profesor na szczęście już nie zobaczy.

W latach 90. wydaje książkę o początkach integracji naszego regionu sprzed milenium – „Młodsza Europa". Tą młodszą jesteśmy my, a starszą ci, którzy przyjęli chrześcijaństwo wcześniej i zdążyli otrzeć się o rzymski krąg kulturowy. W koncepcji Kłoczowskiego szybko stajemy się równi naszym zachodnim partnerom. Przyjęcie chrztu czy późniejsze istnienie Rzeczypospolitej z jej ideami i tolerancją prowadziło nas do Unii Europejskiej (w akcesję, do której Kłoczowski mocno się angażował). Teraz Unia i stosunek Europy „starszej" do „młodszej" trzeszczą w posadach. I nie ma już pokolenia „Kolumbów", które stworzy w to miejsce nową ideę.

Łukasz Jasina jest prawnikiem, historykiem, dziennikarzem i doktorem filmoznawstwa. Pracownik Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych .

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL